Wołowski: Kochając piłkę po polsku

Zapomnieliśmy w Polsce, na czym polega futbol. Harujemy, wylewamy hektolitry potu, wkładamy serducho, walczymy o honor i za orzełka, robimy wszystko, tylko nie gramy w piłkę. Strach przed porażką paraliżuje, wyrzekliśmy się kreowania i atakowania

Reprezentacja Polski, jak chyba żadna inna w Europie, potrafi odnaleźć masochistyczną satysfakcję z zaprzepaszczania swoich szans. Nawet najmniejszych.

Kogo brakowało we wtorek w drużynie Adama Nawałki, kto zagra z Niemcami w eliminacjach Euro 2016? Trójki z Dortmundu i Kamila Glika. Kogo brakowało Joachimowi Loewowi z podstawowej jedenastki, która będzie grała na brazylijskim mundialu? Wszystkich. Niemcy nawet pobili ponad 100-letni rekord w wystawianiu debiutantów, było ich we wtorek 12. Widać, że z dwóch osłabionych drużyn mierzących się w Hamburgu zdecydowanie dalej od ideału odbiegali gospodarze. Była szansa na przełamanie złej passy meczów z Niemcami, a w jakim meczu o to grać, jeśli nie w takim? Tymczasem w pierwszej połowie polscy piłkarze zachowywali się jak na wyprawie do jaskini lwa, tyle że zatrzymali się w bezpiecznej odległości, przed wejściem. Walczyli, biegali, harowali, nie odstawiali nogi - wszystko na własnej połowie.

Trener Rafał Ulatowski podkreśla, że bardzo podobało mu się wyjściowe ustawienie Adama Nawałki. Selekcjoner posłał na środek pomocy dwóch kreatywnych piłkarzy, Obraniaka i Klicha, oraz defensywnego Krychowiaka do asekuracji. Co z tego, skoro Klich z Obraniakiem wydeptywali trawę pod polskim polem karnym, nie mogąc przejąć piłki, by rozpocząć kontrę - ów sławetny polski oręż, który, jak podkreśla prezes Zbigniew Boniek, dał kadrze Antoniego Piechniczka medal mistrzostw świata, a graczom Widzewa półfinał Pucharu Europy.

Więcej pressingu, panowie

Właśnie w ten sposób Nawałka chciał ograć Niemców w Hamburgu. Wpuścić ich pod bramkę Boruca i wyprowadzić ataki w stylu Realu, oczywiście z zachowaniem proporcji. Ulatowski uważa jednak, że znacznie skuteczniejszy byłby wyższy pressing niż głębokie cofanie się pod swoje pole karne, bo kiedy piłkę odbierze się 30 m od bramki rywala, łatwiej go zaskoczyć, niż mając do pokonania 80 m. Nie tylko Peszko, ale żaden skrzydłowy na świecie nie wytrzyma biegania tak ogromnego dystansu na pełnej szybkości w każdej akcji. A już nigdy nie wyjdzie mu kontra, gdy partner trafia w jego piętę przy kluczowym podaniu albo podaje za plecy. Akcja traci tempo, przestaje być zaskakująca, kumpel z drużyny biega bez sensu i wścieka się na niechlujstwo podającego. Po czym za chwilę sam robi dokładnie to samo.

A przecież gra wysokim pressingiem ma jeszcze wyższy stopień trudności. Stoperzy muszą być zwrotni i szybcy, by stojąc poza polem karnym, reagować na podania za ich plecy. Tymczasem Szukała, Glik czy debiutujący we wtorek Cionek do szybkościowców się nie zaliczają. - Klasyczny syndrom krótkiej kołdry - mówi Ulatowski. Tak źle i tak niedobrze.

"Nie udało się Bońkowi"

Pamiętam, gdy w maju 1992 roku Roman Kosecki cieszył się po ostatnim w historii meczu z Czechosłowacją. W Jastrzębiu Polska odniosła pierwsze zwycięstwo (1:0) nad sąsiadem od dwóch dekad. "Nie udało się Bońkowi. Udało się nam, najzwyklejszym śmiertelnikom" - mówił. Jak pamiętamy, rówieśnicy Koseckiego, choć było wśród nich jeszcze kilkunastu dobrych piłkarzy, z punktu widzenia reprezentacji Polski byli pokoleniem straconym. Przegrali siedem kolejnych eliminacji do wielkich turniejów.

Co dałoby naszej kadrze zwycięstwo nad Niemcami we wtorkowym sparingu w rezerwowym składzie? Fakt statystyczny? Jeśli tak jak w Hamburgu ma wyglądać sposób na sukces w eliminacjach Euro 2016, to jest on wyjątkowo ryzykowny. Przecież Polacy dostali od Niemców sporo miejsca na ich połowie. I głównie biegali w znoju i pocie bez piłki, broniąc dostępu do bramki Boruca. Trener Nawałka lubi podkreślać waleczność zespołu, rzecz absolutnie podstawową dla drużyny, która chce się odbić od dna, czyli od 72. pozycji w rankingu FIFA.

Mentalny paraliż wzbiera

Kolejne porażki drużyny narodowej wywołują w polskich piłkarzach głęboki paraliż. Przede wszystkim mentalny. Oni nie cieszą się grą, nie atakują, wyrzekli się kreowania, tylko "jeżdżą na tyłkach", wylewają hektolitry potu, walczą o honor. Futbol jest tylko znojem, wyrzeczeniami i harówką. A tę harówkę, znój i udrękę polskich piłkarzy bardzo trudno się ogląda.

Zapętlonym w porażkach kadrowiczom zwyczajnie nie starcza odwagi na boisku. Cieszyli się, że w Hamburgu, harując jak woły, zostawiając kawał zdrowia na murawie, nie stracili bramki. Uważali to za milowy krok do przodu, za kolejny zwycięski remis. Przy piłkarzu tyraczu kibic zmienia się w statystyka albo księgową. No, bo pięknie ta drużyna i tak grać nie będzie, więc niech chociaż ciuła punkty, a my je będziemy z mozołem dodawać. Lub odejmować.

Więcej o: