Polska - Urugwaj. Próg urugwajski za wysoki

Tak pożytecznego sparingu z tak dobrym rywalem kadra nie miała od lat. Piłkarze Waldemara Fornalika przegrali 1:3 i przekonali się, jak wiele dzieli ich od najlepszych.

Najważniejsze, że następnym razem z przeciwnikiem klasy zespołu Oscara Tabareza Polacy mogą zagrać dopiero za dwa lata na mundialu w Brazylii. W Gdańsku na wypełnionej po brzegi PGE Arenie prawie 40 tysięcy polskich kibiców mogło obejrzeć produkt skończony, jakim jest drużyna z Ameryki Południowej, i przekonać się, jak dużo pracy czeka jeszcze polskiego selekcjonera.

W ostatnich latach do Polski przyjeżdżały na sparingi różne Niemcy, Francje, Meksyki, Włochy, Wybrzeża Kości Słoniowej czy Portugalie. Żaden rywal nie potraktował meczu bez stawki z tak śmiertelną powagą jak Urugwajczycy, którzy pobyt w Gdańsku zaczęli od spotkania z ambasadorem swojego kraju oraz degustacji win i potraw. Przed przerwą różnicę było widać od pierwszego do ostatniego kopnięcia piłki.

Trener Tabarez pokazał czwartą drużynę ostatniego mundialu, ubiegłorocznego triumfatora Copa America w pełnej krasie. Polscy obrońcy szybciutko przekonali się, dlaczego urugwajski szkoleniowiec mógł ostatnio pozwolić sobie na stwierdzenie, że "Diego Forlan nie pasuje do mojej koncepcji". 33-letni Forlan został królem strzelców i wybrano go na najlepszego zawodnika ostatniego mundialu, ale teraz jest bez formy.

Jego następcy, czyli Edinson Cavani z Napoli i Luis Suarez z Liverpoolu, pokazali w Gdańsku futbol, jakiego w Polsce się nie widuje. Pokazali wszystkie niedostatki i niedoskonałości polskiej drużyny, które przykryły dobry start i pięć punktów w trzech meczach eliminacji MŚ. Różnice w umiejętnościach, wyszkoleniu i zgraniu można by wymieniać formacja po formacji i zawodnik po zawodniku.

Cavani szybko zmusił do błędu Kamila Glika i obrońca Torino, który w październiku był bohaterem, bo strzelił gola Anglikom na Stadionie Narodowym, wpakował piłkę do własnej bramki.

Suarez wkręcił w ziemię Marcina Komorowskiego i Kamila Glika, a potem wyłożył piłkę Cavaniemu i było 0:2. Ten wynik i tak był zrządzeniem losu - Suarez trafił w poprzeczkę, strzały Cavaniego bronił Przemysław Tytoń, a po jednym z fauli tuż przed polem karnym Marcin Wasilewski powinien wylecieć z boiska. Szkocki sędzia ulitował się nad nim tylko dlatego, że nie był to mecz o punkty.

W środku pola nie było lepiej, podobnie pod urugwajskim polem karnym. Czekający na pierwszą bramkę od czerwcowego meczu z Grecją na Euro Robert Lewandowski w pierwszej połowie miał znakomitą okazję przełamać niemoc, dobrze przyjął piłkę, odwrócił się, ale nie był w stanie kopnąć jej do siatki.

Przed spotkaniem od nowego prezesa PZPN Zbigniewa Bońka dostał pamiątkową paterę z okazji 50. występu w kadrze. Słowa otuchy jednego z najwybitniejszych polskich piłkarzy w historii nie były dla najlepszego polskiego napastnika XXI wieku bodźcem. Znowu się starał, biegał, walczył, przepychał z obrońcami, ale bramki nie zdobył. Niemoc w kadrze trwa już 702 minuty.

Przed przerwą, kiedy Urugwajczycy ani na chwilę nie zwalniali tempa, zespół Fornalika stać było jeszcze tylko na jeden celny strzał Ludovika Obraniaka i uderzenie Kamila Grosickiego w boczną siatkę.

W drugiej połowie goście zredukowali bieg z szóstki na czwórkę. Pozwolili Łukaszowi Piszczkowi nie wykorzystać sytuacji sam na sam z Muslerą - skuteczny w Dortmundzie prawy obrońca Borussii w kadrze nie zdobył jeszcze gola w 31 meczach, a i asystę, którymi w Bundeslidze sypie jak z rękawa, ciężko sobie przypomnieć.

Najprzyjemniejszym momentem spotkania było nieprawdopodobnie mocne kopnięcie Obraniaka z ponad 25 metrów, po którym piłka omal nie zerwała siatki w urugwajskiej bramce. Nikt jednak nie zdążył się nawet pozachwycać tym strzałem, bo po chwili Suarez wykorzystał kolejny błąd obrońców i strzelił na 3:1. Do środy Urugwaj był ostatnim mistrzem świata, który nie wygrał z Polską - poprzednie sparingi kończyły się remisem 2:2 i zwycięstwem biało-czerwonych 1:0.

Po przerwie, kiedy trenerzy zmieniali zawodników, różnica klas nie była już tak widoczna, ale to Polacy częściej byli zmuszani do gry dalekimi podaniami, a rywale czarowali sztuczkami. Schodzącego z boiska Suareza kibice pożegnali brawami, choć przed meczem go wygwizdali.

Zespół Fornalika kończy rok meczem, którego na długo nie wolno mu zapomnieć. Polska była inną drużyną niż w sierpniu, gdy w debiucie nowego selekcjonera przegrała z Estonią. Lepiej poukładana, z pomysłem taktycznym, ale trafiła na rywala, z którym nie miała szans. Nim 22 marca zagra kluczowy mecz eliminacji - z Ukrainą, na początku lutego zmierzy się w Dublinie z Irlandią.

Mecze o punkty pokażą, czy i jakie wnioski Polacy wyciągnęli z urugwajskiej lekcji, którą dostali w Gdańsku.

Więcej o: