Polska - Anglia. Hydrozagadka na Stadionie Narodowym

Siedem dni przed szlagierem z Anglią PZPN zaakceptował na piśmie murawę, która we wtorek zamieniła się w bajoro i uniemożliwiła rozegranie meczu. - Ale my nie jesteśmy od drenażu, chodziło o wymiary pola gry - tłumaczy weryfikator boisk ze związku

Profil Sport.pl na Facebooku - 95 tysięcy fanów. Plus jeden? 

Do meczu w pierwszym podejściu nie doszło, bo boisko zalał deszcz i nie nadawało się do gry. Przełożenia szlagieru eliminacji mundialu można jednak było uniknąć. I to kilka razy.

W poniedziałek i wtorek przedstawiciele obu federacji - PZPN i angielskiej FA - spotkali się z sędziami oraz komisarzem FIFA Danijelem Jostem. - To on podejmuje najważniejsze decyzje i zazwyczaj słucha wysłanników gospodarzy. Gdyby Polacy powiedzieli, że chcą zamknąć dach, bo wiedzą, że będzie padał deszcz, na pewno by się na to zgodził. Zresztą mogliśmy sobie tego zażyczyć także we wtorek rano - mówi nam osoba ze związku.

Ale wygląda na to, że prognoz pogody nikt po prostu nie śledził.

- Nikt nie poruszał kwestii dachu czy pogody, delegat FIFA nic nie mówił o dachu, czy o pogodzie. Nie było w ogóle takiego tematu - przyznał Andrzej Bińkowski, szef komisji ds. bezpieczeństwa PZPN, który był na wtorkowym spotkaniu.

Działacze PZPN nie czują się winni. Twierdzą, że nie dach był zresztą kluczowy, lecz murawa. - Zapłaciliśmy za stadion, który miał być sprawny i gotowy do boju. To, że NCS położył zamiast normalnej płyty piasek i 10 cm trawy, przez co nie było drenażu, to nie moja wina - mówił prezes Grzegorz Lato. - Na większości stadionów dachu nie ma, a mecze są rozgrywane nawet w większym deszczu. Decydująca jest murawa, a ta na Stadionie Narodowym była gorsza od tych, po których biegają piłkarze ligi okręgowej - usłyszeliśmy od Zdzisława Kręciny, wieloletniego sekretarza generalnego PZPN.

W czasie Euro 2012 na stadionie leżała wielowarstwowa, 36-centymetrowa murawa, a na mecz z Anglią NCS przygotował ledwie dziesięciocentymetrowe podłoże. Na Euro murawy miały solidny drenaż, i m.in. dlatego mimo bardziej obfitej ulewy w Doniecku nie doszło do odwołania meczu Ukraina - Francja. - Dzięki położeniu gorszej trawy zaoszczędził 0,5 mln zł - mówi członek zarządu PZPN.

Daria Kulińska, rzecznika NCS, broni się, że PZPN doskonale wiedział o cieńszej murawie na stadionie, bo... sam ją zaakceptował. - Specjalnym protokołem, który mamy na piśmie, potwierdził jej odebranie. Takie weryfikacje były zresztą dwie. Jedna tuż po położeniu murawy 10 października, a druga w dniu meczu towarzyskiego z RPA 12 października - dodaje Kulińska. "Gazeta Wyborcza" dotarła do tego pierwszego dokumentu. Widnieje na nim pieczątka Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej i nazwiska osób ze związku, które odebrały murawę - Sławomira Nowosielskiego i Piotra Tenczyńskiego. Obaj sprawdzili wymiary boiska, linie, murawę, szatnie, bramki. Zielona Architektura, czyli firma odpowiedzialna za murawę, przeprowadziła w pięciu miejscach na boisku testy sprężystości. - Zrobili to z własnej inicjatywy. Testy wypadły bardzo dobrze, boisko nawet było trochę zbyt miękkie - powiedział Tenczyński. - Drenażu nie sprawdzaliśmy. My się nie zajmujemy drenażem.

NCS twierdzi, że w umowie z PZPN nie ma wzmianki o tym, jakiej grubości powinna być murawa, czy powinna mieć drenaż, czy nie. Znajduje się w niej jedynie stwierdzenie, że NCS zobowiązuje się do "przygotowania płyty boiska stadionu o naturalnej nawierzchni oraz infrastruktury techniczno-sportowej spełniającej wymogi FIFA".

Szef Zielonej Architektury Marek Wypychowski zapewnia, że miała drenaż i spełniała wszystkie standardy FIFA. Według NCS na miejscu był też dodatkowy sprzęt do osuszania - np. specjalne odkurzacze wodne, ale nie został użyty, bo ciągle padał deszcz.

Daria Kulińska dodaje: - Nie mamy murawy na stałe, bo Stadion Narodowy z założenia jest wielofunkcyjny. W jeden weekend jest koncert, 30 września mieliśmy Maraton Warszawski, a potem dwa mecze piłkarskie. Murawa musi być mobilna, a więc cieńsza i lżejsza, to kwestia oszczędności czasu i pieniędzy. Ale tak dużej ulewy jak we wtorek wieczorem nie wytrzymałaby nawet gruba murawa z Euro. Takie są opinie ekspertów.

PZPN twierdzi, że będzie domagał się od NCS odszkodowania. Oprócz złego przygotowania murawy zarzuca też niewykonanie polecenia komisarza FIFA, który godzinę przed meczem nakazał zamknąć dach. Wtedy nie było to jednak możliwe przez lejący deszcz. Czujniki ze względów bezpieczeństwa uniemożliwiają zasuwanie i rozsuwanie dachu przy silnym wietrze, niskiej temperaturze, opadach śniegu i deszczu. - Naszym zdaniem PZPN nie ma żadnych podstaw, by domagać się odszkodowania. Na razie żadne pismo nie wpłynęło, jeśli się pojawi, pochylimy się nad nim - mówi Kulińska.

Niezależną kontrolę w NCS i nadzorującym go Ministerstwie Sportu zarządził też premier Donald Tusk. Kontrola rozpoczęła się wczoraj i potrwa do poniedziałku.

Zobacz wideo
Więcej o: