Reprezentacja. Leczenie kadry

Nie wiem, czy rezerwowi w klubach wystąpią z Anglią. A co będzie, jeśli połowa nie będzie grała regularnie? Mam nie powoływać nikogo? - mówi Waldemar Fornalik, trener reprezentacji Polski.

Kibicujemy polskiej kadrze! Pokażmy ilu nas jest - Facebook Polska biało-czerwoni  ?

Polscy piłkarze zaczęli eliminacje mundialu od remisu 2:2 z Czarnogórą i zwycięstwa 2:0 z Mołdawią. 16 października w Warszawie ostatnim tegorocznym rywalem będzie Anglia.

Rozmowa z Waldemarem Fornalikiem selekcjonerem reprezentacji Polski

Robert Błoński: Przed debiutem powiedział pan: "niech się wreszcie zacznie". I zaczęło się.

Waldemar Fornalik: Mecze są solą i pieprzem futbolu. Od listopada 2009 roku reprezentacja rozegrała tylko pięć o punkty. To coś innego niż sparingi. Dlatego byłem zbudowany w Podgoricy, gdy zawodnicy podjęli walkę. Niewiele było argumentów za naszą dobrą grą i wynikiem. Z Mołdawią graliśmy słabo, stać nas na więcej. Może nie pomogła nam rola faworyta, choć raczej nie to zdecydowało. Cieszmy się z czterech punktów. W grupie sytuacja będzie się zmieniała często, dlatego ważna stabilna forma i zawziętość.

W Podgoricy trawa się paliła pod nogami, czemu we Wrocławiu nie było takiego zaangażowania?

- Odrzucam tezę, że piłkarzom się nie chciało i zbyt swobodnie podeszli do meczu. Widziałem mobilizację i koncentrację. To początek sezonu i forma nie jest jeszcze ustabilizowana. A może wróciły koszmary Euro? Graliśmy na stadionie, na którym meczem z Czechami piłkarze skończyli udział w turnieju. To zostaje w głowach. Nie szukam jednak usprawiedliwień, przy okazji październikowego zgrupowania porozmawiamy o Mołdawii.

Porażka na Euro wciąż tkwi w zawodnikach?

- W sierpniu w Tallinie jeszcze rozpamiętywali turniej. Byli źli, przybici i zasmuceni. Po Mołdawii się uśmiechnęli, nabrali pewności siebie. Jeśli ktoś nie wierzy w swoje możliwości, ciężko o sukces. Z każdym dniem wrześniowego zgrupowania następowała zmiana na lepsze. Chciałem też, by w każdym meczu zawodnicy grali na sto procent umiejętności i zaangażowania. Na razie wzorem jest Podgorica. Ambicja i agresja to fundament, na którym można budować. Nie da się wygrać wszystkich meczów, ale chcę byśmy po każdym mówili: zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Tak było w Czarnogórze.

Polska zdobyła tam punkt czy straciła dwa?

- Tuż po golu na 2:2 Jovetić był sam na sam z Przemkiem Tytoniem. My też mieliśmy szanse. Nie narzekajmy na remis. Piłkarze bardzo się mobilizowali w Czarnogórze. Najważniejsze, że to było autentyczne. W przerwie w szatni też było głośno. Przez dwie-trzy minuty wykrzyczeli i wyrzucili z siebie to, co mieli do powiedzenia, potem mówiłem ja. Zmodyfikowałem plan na drugą połowę i zareagowali odpowiednio. Byłaby makabra, gdyby przy stanie 1:2, w szatni w przerwie panowała cisza.

Podobało się panu to, że Kuba Błaszczykowski publicznie skrytykował Ludovika Obraniaka za bezmyślną czerwoną kartkę?

- Nie chcę wywoływać ogólnonarodowej dyskusji. To wewnętrzne sprawy zespołu. Tym razem wyszły z szatni, ale rozwiążemy to we własnym gronie. Zawodnicy usłyszą, czego oczekujemy w takich sytuacjach. Czy to norma, czy jednak chcemy czegoś innego. Jako trener miałem prawo nazwać zachowanie Ludo nagannym.

Zobacz wideo

Trudna grupa ludzi się panu trafiła?

- Są ambitni. Niektórzy zapomnieli, że trójka z Dortmundu zdobyła dwa mistrzostwa i Puchar Niemiec. Niewielu ekspertów w naszym futbolu tyle osiągnęło, a czasem oceniają bardzo surowo. To jest wkalkulowane w naszą pracę, bo reprezentacji towarzyszy wielkie zainteresowanie. Akceptuję więc krytykę, z której wynika coś pozytywnego. Na obraźliwą, poniżej poziomu, nie odpowiadam. Należy nam się większy szacunek, a po meczu w Podgoricy więcej niż o meczu rozmawiano o wypowiedzi Kuby.

Może Robert Lewandowski i Blaszczykowski chcą pokazać, że biorą na siebie odpowiedzialność za zespół?

- Ważne, że przede wszystkim biorą na siebie odpowiedzialność na boisku. W Podgoricy się wyróżniali.

Zobacz wideo

Chciał pan zmienić kapitana na Marcina Wasilewskiego?

- To nie temat do dyskusji, Błaszczykowski dobrze wywiązuje się z tej funkcji. Miałem ważniejsze problemy na głowie.

Była próba sił z mocnymi osobowościami reprezentacji?

- Wiele osób czekało na starcie, ale drużyna ma trenera i zawodników. Hierarchia jest prosta.

Gdy w 70. min meczu z Mołdawią na boisko miał wejść Artur Sobiech myśleliśmy, że zmieni Lewandowskiego, lidera i gwiazdę drużyny. Coś takiego nie spotkało go u Franciszka Smudy, jeśli nie było zaplanowane.

- Był taki pomysł, ale popatrzyłem na potencjał zawodnika. Robert to świetny napastnik. Gra mu się nie układała, ale i tak stwarzał zagrożenie. Nie ma nietykalnych, ale zawsze biorę pod uwagę to, co zawodnik potrafi i co może dać drużynie w każdym momencie.

Smuda miał dwa i pół roku na eksperymenty, pan eksperymentuje na stole operacyjnym. W jakim stanie jest pacjent?

- Rokuje nadzieje. Nie możemy jednak pozwolić sobie na błędy, bo każdy niewłaściwy ruch może wiele kosztować. Nie uciekamy jednak od nowych rozwiązań. Ryzyko jest przemyślane i kontrolowane.

Smuda mówił, że zostawia drużynę gotową na eliminacje MŚ. Pacjent miał być zdrów jak ryba.

- Rzeczywistość jest inna. Nawet ukształtowaną drużynę może wzmocnić nowy zawodnik. Stąd powołania dla Glika, Krychowiaka, Sobiecha czy Borysiuka. Reagujemy na to, co robią piłkarze. Wiek nie ma znaczenia.

Chciałbym mieć 20 podstawowych zawodników i do nich dobierać dwóch-trzech nowych. Nie mam, więc wciąż będę szukał. Nie zamierzam trzymać się nazwisk, skoro nie pomogą drużynie. Rozliczamy zawodników z każdego meczu bez względu na nazwisko.

Po sielance sprzed Euro, kiedy większość kadrowiczów z pierwszej jedenastki grała w klubach, nadeszła ponura rzeczywistość. Adrian Mierzejewski i Damien Perquis nie zagrali w tym sezonie jeszcze minuty, Eugen Polański tylko dziesięć.

- To problem, ale może wrócą do gry? Dziś nie umiem powiedzieć, czy zagrają z Anglią, jeśli nie wstaną z ławki. A co będzie, jeśli połowa zespołu straci miejsce w klubach? Mam nie powołać połowy kadry? Zostając selekcjonerem powiedziałem, że będą brał pod uwagę wszystkich mających kluby. Zawodnik, który nie gra na co dzień, jest w stanie dobrze wypaść w jednym meczu. Choćby przez 70 minut. W meczu z Mołdawią było widać, że Polański nie gra w Mainz, ale jeszcze cztery dni wcześniej w Podgoricy nie wyglądał źle.

Kogo panu brakowało w kadrze na wrześniowe mecze?

- Nie wracam do tego, myślimy o Anglii. W weekend obejrzymy większość spotkań ligowych. We wtorek jadę na mecz Borussii z Ajaksem w Lidze Mistrzów. Później chciałbym odwiedzić Perquisa, jeśli będzie grał w Betisie. Asystent, Marek Wleciałowski poleci do Anglii.

Do Radosława Majewskiego i Tomasza Cywki?

- Chcemy też zobaczyć na żywo Grzegorza Krychowiaka w Reims. Zawodnicy powinni wiedzieć, że trenerzy interesują się nimi nie tylko przy okazji zgrupowań.

Kto jest bramkarzem numer jeden: Przemysław Tytoń z PSV czy Wojciech Szczęsny, który wraca do bramki Arsenalu po kontuzji?

- Zostawmy temat, pozycja bramkarza nie jest problemem.

Zobacz wideo

Jest pan zadowolony z gry Ariela Borysiuka?

- To inwestycja na przyszłość. Kiedyś musi zdobyć doświadczenie.

Powoła pan Obraniaka na mecz z Anglią?

- Nie wiem, na ile spotkań zostanie zdyskwalifikowany.

Na co poświęcał pan czas podczas treningów, oprócz stałych fragmentów?

- Przed Mołdawią próbowaliśmy warianty ataku pozycyjnego. Na ich podstawie mieliśmy wyprowadzać akcje we Wrocławiu, ale treningi nie przełożyły się na mecz. W kilka czy kilkanaście miesięcy ciężko zmienić zespół, który przez dekady grał szybkim atakiem, w drużynę grającą tiki-taka. Mam jednak niedosyt, może nie jesteśmy stworzeni do ataku pozycyjnego, ale to nie znaczy, że mamy się poddać i nie próbować.

Potrzebny jest sparing z RPA cztery dni przed meczem z Anglią?

- Może wypróbuję pewne warianty? Moja głowa w tym, by zespół był w optymalnej dyspozycji na spotkanie o punkty. Nie zdecydowałem, czy wystawić rezerwowych.

Może trzeba było protestować przeciwko graniu z RPA w Bydgoszczy?

- Nie miałem wpływu na wybór miejsca.

Po meczu z Mołdawią ostatecznie zrezygnował pan z ustawienia 4-4-2?

- Nie. Wciąż chcę mieć przynajmniej dwa warianty taktyczne.

Z Anglią kadra zagra z trzema defensywnymi pomocnikami? Myślał pan może o 33-letnim Mariuszu Lewandowskim. Kapitan II-ligowego ukraińskiego Sewastopola zadeklarował chęć powrotu do reprezentacji.

- Nie zastanawiałem się nad powołaniem Mariusza. Obejrzę mecze Anglików, zobaczę, gdzie mają luki i którzy moi zawodnicy mogą je wykorzystać.

Trzy mecze, trzy różne jedenastki, trzy zmiany w przerwie.

- Jedni mówią, że to brak koncepcji, inni, że dobra reakcja na to, co się działo na boisku. We Wrocławiu zakleszczyliśmy się w środku, chciałem rozszerzyć grę, dlatego wszedł skrzydłowy Waldek Sobota.

Będzie panu łatwiej pracować na kolejnym zgrupowaniu?

- Zawodnicy usłyszeli oczekiwania, przedstawiliśmy rozwiązania taktyczne. Małymi krokami idziemy do przodu. Pacjent dochodzi do zdrowia, ale w kilku kwestiach jeszcze niedomaga.

Z iloma punktami w eliminacjach MŚ chciałby pan skończyć rok 2012?

- Pięknie byłoby z siedmioma.

Copyright © Agora SA