Reprezentacja Polski. Maciej Rybus: Chciałbym wrócić do pierwszego składu

- Nawet jeśli wygramy, to kibice nie zapomną o porażce na Euro. Prawdopodobnie jeszcze długo będą pamiętać, a my sporo będziemy musieli się napracować, by odzyskać ich zaufanie i odbudować prestiż - mówi Maciej Rybus przed spotkaniem reprezentacji Polski z Estonią. Relacja Z Czuba i na żywo w środę od 20.45 w Sport.pl.

Nie możesz oglądać meczu? Czytaj relację na żywo w komórce na m.sport.pl

Maciej Rybus jest jednym z niewielu reprezentantów Polski którzy zaczęli już sezon ligowy. Po czterech kolejkach jego Terek Grozny, w którym grają także Marcin Komorowski i Piotr Polczak, jest siódmy w tabeli, dwa mecze wygrał, jeden zremisował i jeden przegrał.

Robert Błoński: W jakiej dyspozycji przyjechał pan na pierwsze zgrupowanie i debiut nowego selekcjonera?

Maciej Rybus: Mam nadzieję, że w dobrej. Zagrałem w czterech pierwszych meczach tego sezonu, w sobotnim wygranym z Wołgą Niżny Nowogród miałem asystę. Wygraliśmy 2:0. Rozegrałem całe spotkanie, po urazie kostki nie ma już śladu. W dwóch poprzednich meczach ligowych prosiłem o zmianę w trakcie spotkania, miałem skręcony staw skokowy i nie mogłem grać na sto procent.

Czego się pan spodziewa po meczu z Estonią?

- Wiadomo, jest nowy szkoleniowiec i dla nas, zawodników wszystko zaczyna się od początku. Chciałbym wrócić do pierwszej jedenastki reprezentacji i mam nadzieję, że dostanę szansę. Nie znam trenera Fornalika, nigdy z nim nie pracowałem. Jako piłkarz Legii grałem tylko przeciwko drużynom, które prowadził. Naszym celem jest mundial w Brazylii, ale przed jego debiutem mieliśmy tylko rozruch po weekendowych meczach w klubach i czeka nas wtorkowy rozruch przed sparingiem z Estonią. Szkoda, że tak mało. Dlatego prawdopodobnie w Estonii nie pokażemy wiele nowego w porównaniu z tym, co było na Euro. Przestałem już rozpamiętywać wydarzenia z czerwca, choć żal z powodu niewykorzystanej szansy na pewno został.

Co zrobić, żeby ci sami zawodnicy, którzy grali na Euro byli w eliminacjach inną drużyną?

- Trener ma koncepcję, będzie o niej mówił podczas odpraw i w trakcie indywidualnych rozmów. Dowiemy się, czego oczekuje, ale teraz czasu jest naprawdę niewiele. Atmosfera w zespole powinna być taka, jak przed i w trakcie Euro. Na boisku musimy pokazać, że jesteśmy lepszą drużyną i zawodnikami niż kibice widzieli choćby w meczu z Czechami.

I ten obraz mają w głowach teraz.

- Niestety, ale on pozostanie prawdopodobnie do początku eliminacji. Mecz z Estonią tego nie zmieni. Nie zaczniemy od razu grać tak, jak chciałby trener Fornalik. Nie będzie tak, że nawet jeśli wygramy, to kibice zapomną o porażce na Euro. Prawdopodobnie jeszcze długo będą pamiętać, a my sporo będziemy musieli się napracować, by odzyskać ich zaufanie i odbudować prestiż. Na Euro niczego nam nie brakowało, a jednak boisko brutalnie zweryfikowało rzeczywistość.

Dla pana Euro zaczęło się i skończyło na meczu z Grecją.

- Po czerwonej kartce dla Wojtka trener Smuda zdjął mnie z boiska i nigdy więcej nawet nie podniosłem się z ławki rezerwowych. Żalu nie mam, wszystko zależało ode mnie. Nie wykorzystałem szansy, gdybym rozegrał dobre spotkanie, nie dałbym pretekstu do zmiany ustawienia i składu. Sam zepsułem sprawę. Nigdy nie byłem pewniakiem u trenera Smudy i po jednym nieudanym występie kolejnej szansy nie otrzymałem. Liczyłem się z tym, że jedno moje potknięcie i wyląduję na ławce. W przerwie trener spytał mnie, czy jestem w stanie kontynuować mecz. Odpowiedziałem twierdząco. Później, w jednym z wywiadów, przyznałem, że to nie był mój dzień. Wziąłem odpowiedzialność na siebie. Ale to już zamknięta książka, wszystko zostało powiedziane. Patrzę w przyszłość.

W eliminacjach gramy m.in. z Anglią, Ukrainą i Czarnogórą. To wcale nie gorsi rywale od Rosji, Grecji czy Czechów z którymi nie wygraliśmy na Euro.

- Uważam, że mogliśmy trafić gorzej. Anglia to nie Hiszpania, Włochy czy Francja. Ale przede wszystkim musimy patrzeć na siebie.

Więcej o: