Zbigniew Boniek: Bo jesteśmy słabi, podniecamy się i cieszymy byle czym. Nie wiem, czy oprócz naszej była jakakolwiek federacja, która nagradzała za remisy, które nie dały awansu. Wyznaczanie premii za wyniki, które nie doprowadziły do celu, to oznaka słabości. Związek oddał piłkarzom 50 proc. pieniędzy z puli, którą zarobił od UEFA. Za co? Skoro piłkarze nie wyszli z grupy, nie powinni dostać nic oprócz startowego. Żadnych premii za remisy z Grecją i Rosją.
- Mam. Najbardziej wkurza mnie jedno: dziś sukcesem jest jego brak. Chciałbym być piłkarzem w tych czasach. Kiedyś grałem piłkę. Krótko i słabo, ale grałem. Wtedy jednak nikt by mi nie powiedział, jaki jestem dobry, gdybym przegrywał. Po porażkach byłem najgorszy. Zresztą, sam czułem się zerem, dlatego chciałem wygrywać za wszelką cenę. Dziś nie trzeba zwyciężać, żeby być bogatym, lubianym, a nawet noszonym na rękach.
- Absolutnie. Kocham siatkówkę, ale właśnie z powodu tego, że tam na porażkę reaguje się tak jak na sukces, nie oglądam jej. Przegrana jest wliczona w sport, ale to nie znaczy, że nic się nie stało, nie wolno się z niej cieszyć. Teraz stało się i to bardzo źle się stało. Przez niektórych zawodników szybko zaczęła przemawiać buta. Jeszcze nie zakopano jednego trupa, a już zaczęli mówić, jak piękne będzie następne wesele.
- Tak jak Roberta lubię, szanuję i powiedziałem o nim sto tysięcy dobrych rzeczy, tak teraz ciśnie mi się na usta: "Robert, k...a, zamiast mówić, jak będziecie grać w eliminacjach, trzeba było dać z siebie wszystko podczas Euro". Oczekiwałem, że piłkarze powiedzą, jak bardzo jest im przykro, że zawiedli, i przeproszą.
- Franek Smuda dobrze zrobił, że nie pojechał. Był strasznie przybity, widziałem się z nim w niedzielę po południu. Lepiej, że został, to było spotkanie piłkarzy. Fajnie, że poszli i dali autografy. Po porażkach rzadko mamy pretensje do zawodników, a do trenerów - zawsze. Przy porażce on jest najsłabszym ogniwem. Ale tak, Euro przerosło Franka. Ten zespół nic wielkiego nie potrafił, grali zawodnicy bez formy. Rybus miał być objawieniem, a jak z konieczności zszedł w pierwszym meczu, tak już nigdy na boisko nie wrócił. Zawodnicy ponoszą większą odpowiedzialność niż trener. Dziś wszyscy krytykują Franka, bo popełnił wiele błędów i jest łatwym celem. Największe pretensje sportowe mam do zawodników.
- Obraniak mało biegał, bez żadnej werwy i radości. Po stracie piłki dreptał w miejscu, żadnej agresji. Podobno miał dużo celnych podań. Gdybym wyszedł na boisko, też mógłbym celnie podawać na pół metra czy metr. Nie strzelił gola. Nie miał asysty po stałym fragmencie. Nie pomógł drużynie w defensywie. Podał Kubie przy golu z Rosją, ale to bardziej była autorska bramka Błaszczykowskiego niż asysta Obraniaka. Z Czechami wybijał rzuty wolne z okolic narożnika pola karnego i trafiał w boczną siatkę, a z rogów kopał w głowy rywali.
Murawski mnie nie zawiódł, bo ja od niego nie wymagam za wiele nawet w polskiej lidze. W Lechu niczym się nie wyróżnia. To piłkarz niewidzialny na boisku. Nie jest wytrzymały, nie jest szybki, nie ma strzału z 30 m, nie ma ostatniego podania, nie ma świetnego odbioru. Gdyby nie grał, nikt by się o niego nie upomniał.
Boenisch miał wiele braków, ale przynajmniej był ambitny.
- I tu jest problem, bo ja uważam, że polskie społeczeństwo nie ma kaca. Mecze ekstraklasy ogląda u nas średnio dziewięć tysięcy ludzi, I ligi - cztery. To są fakty. Ci, którzy byli w fanzonach i na stadionach, to nie są piłkarscy kibice. To ludzie, którzy kochają Polskę, lubią sport i wierzą w sukces. Im udzieliło się wielkie święto. Cieszyliśmy się, że organizujemy wielki turniej, nie przyjmując do wiadomości, że obowiązkiem jest wyjście z grupy. Ich spontaniczność, entuzjazm i radość przysłoniły fatalną ocenę sportową naszej drużyny. Przed Euro nie wygraliśmy żadnego z 11 meczów z finalistami.
- Najlepszy grecki piłkarz to Karagounis, którego Włosi wygonili kilka lat temu, bo już wtedy był za stary. Teraz rozegrał 19 meczów w Panathinaikosie, z czego 16 jako rezerwowy. Tu był liderem, który wprowadził Greków do ćwierćfinału. Czesi byli zdyscyplinowani, nic więcej. I my daliśmy totalnie ciała z takimi właśnie zespołami. Niektórzy mówią, że ta drużyna ma przyszłość. Moim zdaniem ona nie ma duszy i przywódcy, który mógłby ją natchnąć. Ma piłkarzy.
- A na boisku nie widziałem piłkarza, który by się wkurzył albo jednym gestem porwał kolegów. Dzisiejszy profesjonalizm jest taki: nikomu nie podpaść, powiedzieć coś mądrego, i być dobrze uczesanym po meczu. Mnie ta drużyna strasznie zawiodła. Ćwierćfinał był naszym obowiązkiem. A tu, zamiast pokory i przeprosin, słyszę, że to było nasze najlepsze Euro. Nie.
Mieliśmy najlepszą drużynę od lat i zagraliśmy najgorszy turniej. Szczęście można mieć, ale tylko do pewnego momentu. Euro załatwił nam szef ukraińskiej federacji Hrihorij Surkis, byliśmy w pierwszym koszyku, mieliśmy łatwych rywali, zawodników przygotowali nam Arsene Wenger, Juergen Klopp i inni. A my wszystko zmarnowaliśmy. Nie mogłem patrzyć na zagraniczne obozy, pięciogwiazdkowe hotele, loty klasą biznes, luksusy... Mieli wszystko, dali tak niewiele.
- Wiele osób pcha się do reprezentacji i PZPN, bo wietrzy łatwy sukces. Remisy z Rosją i Grecją przysłoniły porażkę. Gdy dwa lata temu w RPA Włosi nie wyszli z grupy, kibice powitali ich pomidorami. A my mamy sukces.
- Być może w październiku będzie inny prezes i zarząd PZPN. Nowemu trenerowi trzeba przygotować mądrą umowę, że jeśli np. nie zdobędzie pięciu czy sześciu punktów w pierwszych trzech meczach eliminacyjnych, to nowy prezes będzie mógł go zwolnić.
Koncepcja szkoleniowca z zagranicy jest zła. Nie ma takiej potrzeby. Wie pan, jaka była koncepcja Leo Beenhakkera? Zaczął poznawać zespół w sierpniu - przegrał w Danii 0:2. Eliminacje zaczął od 1:3 z Finlandią. Był inteligentny, wyciągnął wnioski i zmienił skład na podstawie sugestii dziennikarzy. Do wygrania grupy wystarczyły cztery zwycięstwa z Azerbejdżanem i Kazachstanem, wygrana i remis z Portugalią. Z sześciu meczów przeciwko Finom, Serbom i Ormianom wygraliśmy tylko jeden. Teraz sami musimy umieć sobie pomóc.
- Bardzo. Nie było jeszcze ani jednego bezbramkowego remisu. Wiele spotkań jest ciekawych, nie ma nudy. Wyniki się zmieniają, poziom jest wysoki, na trybunach kolorowo i wesoło. Drużyny przyjechały zmęczone sezonem, nie ma za dużo taktyki, tylko gra na gole. Ale prawdziwe Euro rozpoczyna się teraz. Do tej pory faworyci chcieli przede wszystkim wyjść z grupy. Teraz już nie będzie kalkulacji. Od czwartku, żeby być mistrzem Europy, trzeba wygrywać. Obojętnie czy po 90, czy po 120 minutach, czy po karnych. Stawiam na finał Hiszpania - Niemcy.
Niewiarygodne, co zrobił Polak w USA. Potężny nokaut, rywal padł jak mucha
To była 93. minuta. Wszystkie oczy na Krzysztofa Piątka
Idą po swoje, nie oglądając się za siebie. Świat nam ich zazdrościMATERIAŁ PROMOCYJNY
Eksperci mówią jednym głosem po meczu Świątek. Wszyscy to zauważyli
Świątek nie spodziewała się takiego przywitania w Rijadzie. Ależ wstyd