Euro 2012. Dlaczego Polacy muszą zmienić stadion, a Czesi grają "u siebie"?

Mecz Polska - Czechy, w którym oba zespoły zagrają o awans do ćwierćfinału Euro, rozegrany zostanie we Wrocławiu, gdzie Czesi mieszkają, trenują i grają od początku turnieju. Dlaczego Polska, współgospodarz mistrzostw, jest przed kluczowym spotkaniem w gorszej sytuacji niż rywal?

Michał Pol ze Sport.pl pisze na blogu, że sytuacja postawiona jest na głowie i cytuje najbardziej doświadczonego na Euro trenera Giovanniego Trapattoniego: - O sukcesie na turnieju przesądzają miliony detali i tak naprawdę wszystkie one spełniają jednakowo ważną rolę: przygotowanie fizyczne, entuzjazm i przekonanie, że jest się dobrze przygotowanym do imprezy, fantazja i zaangażowanie na boisku oraz... drobne błędy przeciwnika.

- Może decydując się na grę we Wrocławiu popełniliśmy tylko drobny - by nie powiedzieć, "czeski" - błąd? Ot, banalne przeoczenie, że w Warszawie byłoby odrobinę lepiej - zastanawia się na blogu dziennikarz.

Tymczasem według pierwotnych ustaleń Polska miała grać trzy spotkania w Warszawie. Taka wersja obowiązywała od maja 2009 roku, kiedy UEFA dokonała wyboru miast, w których odbędą się mecze Euro.

Miało być tak

"Polskie" grupy A i C początkowo przyporządkowano do dwóch par miast według kryterium geograficznego - grupa A miała grać w Warszawie i Gdańsku, grupa C we Wrocławiu i Poznaniu. Wrocław do końca walczył jeszcze o ćwierćfinał na swoim stadionie, ale przegrał z Gdańskiem.

- Lobby z Trójmiasta okazało się zbyt silne. Przecież jego interesy w sprawach Euro 2012 reprezentowali premier Donald Tusk, minister sportu Adam Giersz oraz szef spółki PL 2012 Marcin Herra. Nikt nie miał szans w starciu z takimi tuzami - mówił w październiku 2010 roku "Gazecie Wyborczej" przedstawiciel władz Wrocławia, proszący o anonimowość.

a jest tak

Drugiego ćwierćfinału Wrocław też nie wywalczył, przeniesienie go z Warszawy do stolicy Dolnego Śląska było niemożliwe. Determinacja władz miasta doprowadziła jednak w ostatniej chwili, właśnie w październiku 2010 roku, do zaskakujących zmian w kalendarzu Euro - Wrocław otrzymał grupowy mecz Polaków.

Nieoficjalnie wiadomo, że prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz skutecznie lobbował za tym w PZPN, który najwyraźniej miał wpływ na decyzję UEFA.

Czesi zadowoleni

Rok później, w listopadzie 2011 roku, okazało się, że podział miast i meczów idealnie przypasował Czechom, którzy wszystkie grupowe spotkania rozegrają w mieście najbliższym granic ich państwa. Czesi po losowaniu byli wniebowzięci, dziennikarze z tego kraju jeszcze przed losowaniem mówili: - Selekcjoner Michal B~lek chce grać z Polską. Najchętniej we Wrocławiu. To byłoby bardzo wygodne.

"Fotbalisté budou hrát na Euru za humny" - gazeta "Dnes" pisała wprost o tym, że Czesi zagrają tuż za miedzą. Kapitan reprezentacji Tomáš Rosicky mówił: - Nasi kibice mogą przyjechać do Wrocławia na jeden dzień i wrócić. Na pewno z takiej okazji skorzystają.

Ale Czechów we Wrocławiu wspierają nie tylko ich kibice,

">ale także Polacy. - To są Polacy, z którymi będziemy walczyć niemal na śmierć i życie? To naprawdę niesamowite - mówił rzecznik czeskiej kadry Jaroslaw Kolar po środowym treningu, na którym sobotni rywale kibiców zostali przywitani burzą oklasków.

Polska ma pod górkę

Po dwóch pierwszych kolejkach okazało się, że mało prawdopodobny scenariusz, którego nikt w Polsce najwyraźniej nie brał pod uwagę, się sprawdził - mecz, który ma dać Polakom awans do ćwierćfinału, odbędzie się we Wrocławiu i to czescy, a nie polscy piłkarze, mogą się czuć w nim gospodarzami.

Spotkanie odbędzie się w sobotę 16 czerwca o 20.45. Biało-czerwoni wylecą z Warszawy do Wrocławia o 11 w przeddzień meczu. Zakwaterują się w jednym z tzw. hoteli transferowych dla drużyn mających bazę w innym mieście, wieczorem będą trenować na Stadionie Miejskim. Do Warszawy wrócą tuż po meczu, na Okęciu powinni być przed 2 w nocy.

Czesi, którzy mieszkają we wrocławskim Monopolu, a trenują na stadionie Śląska, zaoszczędzą kilka godzin na podróżach, nie będą przechodzić aklimatyzacji w nowym hotelu, ani zapoznawać się ze stadionem, murawą. Rywale na wrocławskim obiekcie rozegrali dwa mecze (1:4 z Rosją, 2:1 z Grecją), Polacy - jeden. W listopadzie 2011 roku przegrali 0:2 z Włochami.

Czesi mają szczęście

Jak komentuje tę sytuację rzecznik prasowy Euro Juliusz Głuski? - UEFA rozmawiała o tym z przedstawicielami miast i tak po prostu ustalono. Czy przesłanką było to, by spotkania gospodarzy gościło kilka stadionów w danym kraju? Nie doszukiwałbym się tu jakiegoś wyjątkowego uzasadnienia.

Jak Głuski tłumaczy logistyczny paradoks, że gospodarz jest w teoretycznie gorszej sytuacji niż jego rywal? - Czechom się po prostu udało. Akurat tak się złożyło, że grają - jako jedyny zespół z naszej grupy - trzy mecze w jednym miejscu i to na dodatek w pobliżu czeskiej granicy. Spójrzmy na Ukrainę - oni grali pierwszy mecz w Kijowie, a teraz przenoszą się do Doniecka - mówi Głuski.

Polska w zdecydowanej mniejszości

W ostatnich 20 latach z siedmiu gospodarzy Euro pięciu w fazie grupowej rozgrywało wszystkie swoje mecze w jednym mieście. Ze schematu wyłamały się tylko Holandia w 2000 roku (dwa mecze w Amsterdamie, jeden w Rotterdamie) oraz Portugalia cztery lata później (dwukrotnie Porto, raz Lizbona).

Zupełnie inaczej było za to na pięciu ostatnich turniejach o mistrzostwo świata - tylko Amerykanie w 1994 roku rozegrali dwa grupowe mecze w Pasadenie. Pozostali gospodarze mundiali każde z pierwszych trzech spotkań rozegrali w innych miastach.

Smuda: nie mam żadnego problemu z wyborem bramkarza na Czechy, bo...

Czy zmiana miasta, hotelu, stadionu może mieć negatywne skutki dla polskiej reprezentacji?
Więcej o: