Euro 2012. Jop: Remis z Rosją to dobry wynik

- Okazało się, że nie taki diabeł straszny. Zagraliśmy dobry mecz i osiągnęliśmy dobry wynik - mówi po zremisowanym 1:1 meczu Polski z Rosją na Euro 2012 były reprezentant kraju i zawodnik rosyjskiego FK Moskwa, Mariusz Jop.

- To był dobry mecz dla Polski i remis jest dla nas dobrym wynikiem. Przed tym spotkaniem wyczuwało się w kraju przekonanie, że Rosjanie nas pokonają. Okazało się, że nie taki diabeł straszny. Trzeba oddać naszym piłkarzom, że zagrali bardzo mądrze, że pomagali sobie nawzajem i osiągnęli swój cel - ocenia Jop.

Uczestnik mundialu 2006 i Euro 2008 podkreśla, że Rosjanie, którzy w swym pierwszym meczu na Euro 2012 rozbili Czechów 4:1, tym razem nie błyszczeli.

- Rosjanie nie tworzyli sobie okazji do zdobycia gola. Oczywiście było kilka groźnych momentów, zwłaszcza kiedy się przedzierali z naszej prawej strony, gdzie motorem napędowym ich akcji byli Andriej Arszawin i Jurij Żyrkow, ale albo bardzo dobrze zachowywali się Marcin Wasilewski z Damienem Perquisem, albo przez presję ze strony Polaków decydujące podania Rosjan były niedokładne - uważa Jop.

Były defensor FK Moskwa chwali zawodników Franciszka Smudy, ale też wskazuje mankamenty w ich grze.

- Szczególnie dobrze graliśmy w drugiej połowie, kiedy poszliśmy z Rosjanami na małą wymianę ciosów. Gol Kuby Błaszczykowskiego padł po przechwycie Perquisa, po którym wyprowadziliśmy kontrę - mówi Jop. I przyznaje, że ta kontra w pierwszej fazie była wyprowadzana nieco nieudolnie. - W całym meczu trochę brakowało nam szybkiego przejścia z dobrej gry obronnej do szybkiej kontry. Za mało było gry bez piłki, temu kto miał piłkę koledzy wolno się pokazywali na pozycjach. To dlatego, że biegali na nie z obrony, z własnej połowy, co kosztowało ich dużo siły - zauważa Jop. I dodaje: - Taka gra miała swoje dobre strony, dzięki niej neutralizowaliśmy najmocniejszą broń Rosjan, czyli jej środkową strefę.

Po stronie minusów Jop zapisuje naszej kadrze gola straconego po stałym fragmencie gry.

- Przy stałych fragmentach to my byliśmy lepsi i wygrywaliśmy prawie wszystkie pojedynki powietrzne. Nawet mogliśmy strzelić gole. Sebastian Boenisch miał pecha, że po jego "główce" piłka trafiła w nogę bramkarza, w dobrych pozycjach strzelali też Wasilewski i Perquis. Niecelnie, ale stwarzali zagrożenie pod bramką rywala. Niestety, chwila nieuwagi pod naszą bramką, kiedy nie przypilnowaliśmy Ałana Dzagojewa, słono nas kosztowała - mówi Jop.

Na szczęście mimo gola dla Rosji nadal to wyłącznie od Polaków zależy kwestia ich awansu do ćwierćfinału mistrzostw.

- Wynik cieszy, bo cały czas wszystko zależy od nas. Przy zwycięstwie nad Czechami będziemy w ćwierćfinale. To jest niezła sytuacja, zwłaszcza porównując z tym, co działo się na poprzednich wielkich turniejach z naszym udziałem, kiedy trzeci mecz był dla nas meczem tylko o honor - podsumowuje Jop.

Zobacz wideo
Zobacz wideo
Więcej o: