Euro 2012. Wawrzyniak: Chcę rewanżu na Grekach

- Mam nadzieję, że rywalizacja na lewej obronie jeszcze się nie skończyła. Decyzja należy do trenera, ale nie zakładam, że nie gram w pierwszym meczu Euro 2012 - mówi 29-letni Jakub Wawrzyniak.

Kto gdzie kiedy? [TERMINARZ EURO 2012]

Jakub Wawrzyniak czy Sebastian Boenisch? Który z tej dwójki zagra na Euro na lewej obronie przeciwko Grecji - to ostatnia zagadka reprezentacji. Wawrzyniak był podstawowym zawodnikiem kadry od czerwca 2011 roku do maja. Czyli do momentu, w którym do zespołu wrócił 25-letni Boenisch. Franciszek Smuda od początku pracy z kadrą przekonywał urodzonego w Gliwicach piłkarza do gry dla Polski. Były reprezentant niemieckiej młodzieżówki zastanawiał się pół roku. Gdy tylko powiedział "tak", we wrześniu 2010 roku zagra dobre mecze z Ukrainą i Australią. Później doznał poważnego urazu kolana. Do zgrupowania w Lienz trener Smuda wystawił go w meczach z Łotwą (zagrał 70 minut) i Słowacją - to było jego pierwsze pełne 90 minut od września 2010 roku.

Statystyki z sezonu 2011/12

Robert Błoński, Michał Pol: Trener Franciszek Smuda zapewniał, że jedenastka, która zagrała ze Słowacją niekoniecznie musi wystąpić 8 czerwca z Grecją. Największa wątpliwość jest na lewej obronie.

Jakub Wawrzyniak: Chciałbym, żebyście mieli rację, by obsada tej pozycji się zmieniła. Zrobię wszystko, by zagrać, ale na końcu decyzja należy do trenera.

Jak przebiega rywalizacja z Sebastianem Boenischem. Spodziewałeś się, że zawodnik, który przez ostatnie dwa lata rozegrał pięć meczów w Wederze, będzie tak poważnym rywalem w walce o miejsce w składzie?

- Rywalizacja? (chwila zastanowienia). Zobaczymy, kto zagra z Grecją. Zostawmy to. Nie chciałbym prowokować dziwnych sytuacji w mediach. Z Sebastianem się lubimy, spędzamy razem czas i absolutnie nie ma między nami problemów czy niedomówień. To sympatyczny gość.

Naprawdę nie masz wrażenia, że karty zostały rozdane?

- Przez rok zrobiłem wszystko, by jak najlepiej się przygotować. Grałem niemal w każdym meczu reprezentacji i nie było do mnie większych zastrzeżeń. W sezonie rozegrałem 53 spotkania. Wiele bardzo ważnych, o dużą stawkę, w europejskich pucharach. Nie zakładam sytuacji, w której bym nie zagrał przeciwko Grekom. Sam jestem bardzo ciekawy, który z nas zagra ósmego czerwca.

Po kontuzji nie ma śladu?

- Najmniejszego. Od początku byłem zaskoczony, jak sprawa mojego urazu jest przedstawiana w internecie. Najgorsze były pierwsze dwie-trzy godziny po treningu, na którym noga zaczęła boleć. Czułem się katastrofalnie, najgorsze myśli przechodziły przez głowę. Szybko jednak okazało się, że uraz nie jest groźny. Kiedy wiedziałem już, że wszystko jest w porządku, w Polsce rozpętała się burza. W internecie pojawiły się tytuły, że mogę nie zagrać na Euro. Do Lienz zadzwonił tata i mówił, że nawet boi się pytać, czy to prawda. Powiedziałem "tato, uspokój się, wszystko gra". Z doktorem kadry Mariuszem Urbanem, pojechaliśmy na badanie rezonansem magnetycznym tylko po to, by potwierdzić, że mięsień nie jest naderwany.

Piłkarze mają wolne, a ty w poniedziałek uczestniczyłeś w konferencji z okazji podpisania umowy sponsorskiej PZPN z firmą manta.

- W niczym mi to nie przeszkadza. Tym bardziej, że w Lienz więcej czasu niż na boisku czy w siłowni spędziłem w gabinecie lekarskim. Warszawa to mój dom, więc skorzystałem z zaproszenia na konferencję. Po południu byłem już z rodziną na Mazurach, odpoczywałem na żaglówce. We czwartek wieczorem stawiam się w hotelu Hyatt.

W Austrii rzeczywiście ciężko trenowaliście?

- Najwięcej pracy wykonaliśmy w siłowni, tam obciążenia były duże. Ale ja sprowadzam wszystko do zaufania. Plan był opracowywany przez fachowców. Nawet, jeśli bolało i czuliśmy zmęczenie, musimy wierzyć, że wszystko miało sens. Tak samo jak te trzy dni wolnego. Tyle "nicnierobienia" to dla piłkarza bardzo dużo. Jestem pewny, że w sobotę przeciwko Andorze nasza gra będzie szybsza i bardziej płynna niż ze Słowacją. Choć w sobotę w Klagenfurcie pierwsza połowa była dobra.

Po powrocie do kraju rzeczywiście czuć większą presję związaną z Euro?

- Wszyscy mówią o presji i napięciu, a mało kto wspomina o radości, jaką są mistrzostwa. Jestem jednym z 23 piłkarzy powołanych na turniej, który organizujemy. Następna taka okazja zdarzy się pewnie za pół wieku. Podejdźmy do tego skoncentrowani, ale radośni. Czujmy się szczęściarzami, nie szukajmy problemów. Dobrze, że jesteśmy zakwaterowani w centrum, blisko ludzi. Każdy wyjazd na trening i powrót będzie drogą przez tłum kibiców. Ich bliskość uzmysłowi nam oczekiwania.

Czujecie się mocni jako zespół, który z przodu ma indywidualności, które mogą jedną akcją rozstrzygnąć mecz?

- Zdecydowanie. Najwięcej mówi się o trójce z Borussii, która ma za sobą kapitalny sezon. Mieli ogromny wpływ na dublet, ale jednostki promują się przez drużynę. Liczę, że kadrze dadzą tyle, ile klubowi.

Byłeś na Euro 2008. Jakieś analogie?

- Chciałbym, aby moja pozycja w drużynie radykalnie się zmieniła. Chciałbym grać i być jednym z tych, który decyduje o obliczu zespołu i wyniku. Ponad wszystko chciałbym jednak, abyśmy wreszcie wyszli z grupy.

Odliczasz dni do momentu, w którym przyjdzie czas na rewanż na Grekach?

- Gdybym odliczał, tobym zwariował. Skłamałbym jednak, gdyby nie siedziało we mnie poczucie krzywdy, które spotkało mnie z ich strony, gdy grałem w Panathinaikosie [Wawrzyniak został zdyskwalifikowany na rok za niedozwolone środki dopingowe, potem karę złagodzono - red.]. Dlatego bardzo chciałbym zagrać i mieć wpływ na pozytywny wynik. Byłaby okazja do rewanżu, pokazałbym Grekom, że nie udało im się zabić mojego życia sportowego. Zwycięstwo postawi nas w świetnej sytuacji, dlatego ja nie mówię o ćwierćfinale, myślę tylko o wygranej z Grecją.

Co sądzisz o wypowiedzi Sola Campbella dla BBC, który powiedział, żeby kibice nie jechali do Polski i na Ukrainę, bo wrócą w trumnach.

- Wielki skandal i idiotyczna wypowiedź. Jestem przekonany, że po turnieju wszyscy goście powiedzą "Polska to świetny kraj".

Zobacz wideo
Więcej o: