Mamy o polskich sportowcach - zaskakująco grzeczne dzieci

Robert Lewandowski - gwiazda piłkarskiej reprezentacji - podarował mamie kabriolet, a mistrz świata w skoku o tyczce remontuje swojej kuchnię. Z okazji Dnia Matki gośćmi Sport.pl i audycji ?Przy niedzieli o sporcie? w TOK FM były mamy: Roberta Lewandowskiego, Pawła Wojciechowskiego i Fabiana Drzyzgi.

Przemysław Iwańczyk: Zbliżające się Euro chyba najbardziej przeżywa mama najlepszego polskiego piłkarza?

Iwona Lewandowska: Tak, bardzo. Jestem szczęśliwa, że reprezentuje Polskę, mam nadzieję, że pomoże wygrać. Oczami wyobraźni widzę piękny finał. Ale ja do wszystkiego staram się podchodzić z dystansem. Jeśli będzie sukces, będzie i "hurra!" ale życie składa się też z porażek, jeśli się trafi trzeba będzie przyjąć ją z pokorą.

A jak zmieniło się życie Doroty Wojciechowskiej, kiedy Paweł został mistrzem świata w skoku o tyczce?

Dorota Wojciechowska: Niewiele. Jestem bardziej radosna, bo udało mu się to dość niespodziewanie - mimo że skakał wysoko, nic nie wskazywało na tak ogromny sukces. Teraz czas na Igrzyska. Paweł podchodzi do nich na chłodno. Mamy jednak nadzieję choćby na brązowy medal.

Kariery często rodzą się niespodziewanie. Trenerzy Legii nie widzieli Roberta Lewandowskiego u siebie w klubie, twierdzili, że jest za słaby, teraz jest mistrzem Niemiec, liderem Borrusi Dortmund i reprezentacji, interesuje się nim wiele klubów.

Janina Drzyzga: Podobnie było z siatkarzem Mariuszem Wlazłym, któryś z trenerów nie wziął go do zespołu, bo jego zdaniem był za słaby fizycznie. Teraz jest najlepszym atakującym. My syna od młodości zachęcaliśmy do siatkówki.

Paweł jest jedynakiem?

D. Wojciechowska: Tak. Teraz nie mogę go już tak rozpieszczać jak wcześniej, bo się wyprowadził. Odwiedza nas, ale rzadko, do południa ma treningi, popołudniami oddaje się swej pasji, czyli łowieniu ryb. Boleję nad tym, że tak rzadko mamy okazję się widywać. Trudno przyzwyczaić się, że jedyny syn wyfrunął z rodzinnego gniazda.

J. Drzyzga: Fabian od trzeciej klasy liceum mieszka sam i cały czas spisuje się wzorowo. Zdarzało mi się odwiedzać go niespodziewanie, ale nigdy powodów do narzekań nie miałam, może z wyjątkiem bałaganu.

A Robert to też taki złoty chłopak?

I. Lewandowska: Trenuje od drugiej klasy podstawówki, nigdy nie miał czasu na zabawę. Wyprowadził się z domu w pierwszej klasie liceum. Zamieszkał z siostrą. Też zdarzało mi się składać mu niezapowiedziane wizyty wiozłam prowiant i wyprane rzeczy i nigdy się nie zawiodłam. Sąsiedzi, którzy byli naszymi znajomymi, dziwili się, że dzieci są takie spokojne.

Najbardziej surowa kara, jaką dostali wasi synowie?

J. Drzyzga: Fabian był w czwartej klasie, gdy w zeszycie znalazłam mój podrobiony podpis pod oceną niedostateczną. Za takie oszustwo zakazałam mu wyjścia na trening. Dostał ataku płaczu. Mąż pierwszy nie wytrzymał i mówi: daj mu lepiej klapsa, niech idzie i przestanie płakać. Byłam jednak nieugięta i zabroniłam mu treningów przez pewien czas. Później żadnych problemów z synem nie mieliśmy, kary nie były potrzebne, bo do wszystkiego podchodził poważnie.

I. Lewandowska: Robert miał lekko przechlapane, bo oboje z mężem pracowaliśmy w szkole, do której chodził. Na co dzień miałam wgląd w jego oceny. Pewnego razu zobaczyłam trójka, co mnie zdenerwowało, mój pierwszy odruch był taki: 'za karę nie pojedziesz na trening!. Na co syn, ze łzami w oczach, powiedział: "mamo, czy ty wiesz, co mówisz". I obiecał poprawę.

Jak starsze rodzeństwo znosi to, że młodsi są tak sławni i mają w tak młodym wieku tyle kasy?

I. Lewandowska: Po śmierci męża, córka Milena pomagała mi w pilotowaniu Roberta, w doglądaniu jego postępów w nauce. Ona wyjechała pierwsza, poszła do pracy i była naszą podporą, później role się odwróciły. Robert dba i o siostrę, i o mnie. Córka spełnia się jako siatkarka.

J. Drzyzga: Tomasz urodził się pięć lat przed Fabianem i od początku sprawdzał się w roli starszego brata. Czasem przypominał nam: "słuchajcie, dziecko wam płacze". Na etapie młodzieżowym mieli porównywalne osiągnięcia. Później, kiedy Fabian przeniósł się do AZS Częstochowa, Tomasz bardzo mu kibicował. Zawsze powtarzał: "młody na pewno da sobie radę".

Czego nie lubili wasi synowie jeść w młodości?

I. Lewandowska: Szpinaku i zupy szczawiowej. Dopiero narzeczona przekonała Roberta do zdrowej diety. Zasada jest taka, że owoce i słodycze, w ograniczonej ilości, jemy przed obiadem. Poza tym przestrzegamy kolejności: najpierw surówki, potem ziemniaki lub makaron, na końcu mięso. Pijemy po posiłku.

D. Wojciechowska: Paweł był niejadkiem aż polubił kebaby. Przybrał 9 kg, nie mógł skakać. Wcześniej zdarzało się, że przez trzy dni jadł pomidorową.

J. Drzyzga: Kilka razy wstydziłam się za syna podczas wigilii, kiedy jadł tylko suchy chleb, bo nic mu nie smakowało. Teraz uwielbia ryby, owoce morza, surówki, owoce, odżywia się bardzo zdrowo.

Kobiety w życiu waszych synów?

D. Wojciechowska: Nie ingeruję w wybory syna. Paweł ma dziewczynę. Znają się od dzieciństwa. Bardzo ją lubię, jest sympatyczna. Ola go wspiera, choć życie ze sportowcem jest ciężkie.

J. Drzyzga: Kiedyś rozmawiałam z Fabianem po meczu, ktoś nas zauważył i napisał na facebooku: "Ale Fabian ma fajną... " Uznajmy, że się z tego ucieszyłam.

I. Lewandowska: Z kolegami bywa różnie, ale Ania jest spokojna, poukładana, mają wiele wspólnych tematów, bo też uprawia sport, jest karateczką z wielkimi osiągnięciami. No i historia podobna - Robert i Ania poznali się na studiach, my z mężem też.

Nie obawiała się pani, że po śmierci męża Robert będzie miał wokół siebie wielu doradców - zarówno w kwestiach życiowych lub sportowych.

I. Lewandowska: To chyba ze mną były większe problemy, bo miałam lekką depresję. Wtedy przekonałam się, że Robert dorośle podchodzi do życia. Przed maturą doznał kontuzji i to był moment zwrotny w jego życiu, uświadomił sobie, że zostawili go ludzie, na których - jak sądził - może polegać. Dostał kopa od życia.

Jakie prezenty sprawiają wam synowie?

D. Wojciechowska: Po wielu latach namówił mnie na remont i sprezentował mi kuchnię, którą przedwczoraj montowali fachowcy. Syn nie jest rozrzutny. U nas w domu nigdy się nie przelewało, więc tłumaczę mu żeby odłożył trochę na przyszłość. Odkąd jest związany z Olą wyremontował mieszkanie, kupił tylko potrzebne rzeczy. Żyje spokojnie i nie szaleje.

J. Drzyzga: Rachunki prowadzi tata, więc Fabian nie wie dokładnie, ile ma na koncie. Syn nie jest jeszcze dojrzały emocjonalnie. Kiedyś zapytał ojca, czy dba o bezpieczeństwo synów. Wojciech oczywiście przytaknął, na co Fabian odparł: "W takim razie ja już z Tomkiem więcej nie pojadę tym starym samochodem". Złóżmy się po połowie i kupmy nowy. To był prezent dla Tomka. Był też prezent dla ojca. Wymuszony okolicznościami, bo Fabian nie zdał egzaminu na prawo jazdy, potem nie miał czasu na poprawkę, a wcześniej kupił samochód. I tym sposobem to my od trzech lat jeździmy jego autem.

I. Lewandowska: Robert jest kochany i hojny, zawsze o mnie dba. Wie, że uwielbiam samochody, a przecież przez lata woziłam go na treningi. Kiedyś siedzę w domu, ktoś trąbi pod bramą. Wychodzę a za kierownicą siedzi Ania, narzeczona Roberta, a na dachu auta wielka kokarda. To był prezent dla mnie.

Tysiące na trybunach - sportowe rekordy frekwencji

Więcej o: