Reprezentacja. Szczęsny: To Smuda wybiera piłkarzy godnych gry w kadrze

- Pod względem sportowym Artur jak najbardziej jest bramkarzem na poziomie reprezentacji. Ale to Franciszek Smuda wybiera zawodników godnych gry w drużynie narodowej - mówi Wojciech Szczęsny komentując nieobecność w polskiej kadrze Artura Boruca. Relacja Z Czuba i na żywo z meczu Polska - Portugalia w środę o 20.45 w Sport.pl.

Wygraj meczową koszulkę kadry Polski z autografami piłkarzy!

Robert Błoński: Skłócony z selekcjonerem bramkarz Fiorentiny Artur Boruc powiedział, że jest gotowy porozmawiać i wrócić do reprezentacji. Przydałby się panu silny rywal?

Wojciech Szczęsny: Pod względem sportowym Artur jak najbardziej jest bramkarzem na poziomie reprezentacji. Ale to Franciszek Smuda wybiera zawodników godnych gry w drużynie narodowej.

O Boruca upominają się koledzy z pierwszej jedenastki. Odbiera pan to jako brak zaufania?

- Nie. Zawodnicy chcą jak najlepiej dla reprezentacji, dlatego wstawiają się za powołaniem dobrego piłkarza. Każdy może mieć swoją opinię w tej sprawie, ale na końcu liczy się zdanie selekcjonera. Jestem pewny, że przyjazd Artura niewiele by zmienił w moim zachowaniu. Nadal wychodziłbym na trening i zasuwał z całych sił, może nawet byłbym bardziej zmobilizowany. Łukasz Fabiański, z którym rywalizuję w kadrze i w Arsenalu, też jest świetnym bramkarzem. Za miesiąc to on może być numerem jeden.

Na jakie pytanie odpowie mecz z Portugalią?

- Czy jesteśmy w stanie rywalizować z najlepszymi drużynami Europy. Ostatni sprawdzian z tak mocną drużyną nam się nie udał. W listopadzie we Wrocławiu Włosi pokonali nas zdecydowanie. Puściłem strzał z dystansu, piłka wpadła za kołnierz. Teraz postaram się być lepiej przygotowany, liczę, że nie powtórzy się 0:2. Dobry rezultat pójdzie w świat. Rywale na Euro dostaliby wiadomość, że z Polską trzeba będzie się liczyć.

Portugalia ma inny styl niż nasi rywale na Euro. Nie lepiej zmierzyć się z drużyną grającą jak Grecy, Rosjanie lub Czesi?

- Nie. Im mocniejszy rywal w meczu towarzyskim, tym lepiej. Od Ronaldo czy Naniego możemy nauczyć się wyłącznie dobrych rzeczy. Gdy nauczymy się osiągać dobre wyniki z nimi, to z ciut słabszymi sobie poradzimy.

Zobacz wideo

W Arsenalu grał pan przeciwko Messiemu, teraz czeka pana Ronaldo.

- Głupio się przyznać, bo nigdy nikogo się nie bałem, ale nie ukrywam, że na widok Portugalczyka trochę nóżki mi się trzęsą. Średnią ma lepszą niż jeden gol na mecz. I to w lidze hiszpańskiej. Swój geniusz potrafi pokazać w ważnych momentach. W niedzielę Ronaldo strzelił gola piętą między nogami dwóch obrońców. Jego grę można studiować godzinami, a i tak człowiek niczego się nie nauczy. Czytałem, że na trening przychodzi pierwszy, a schodzi ostatni. To jeden z dwóch najlepszych piłkarzy świata. Jego strzały są tak nieprzewidywalne, że aż nie chce się przeciwko niemu grać. A jednak nie mogę się tego doczekać. Ale Portugalia na kilku pozycjach ma czołowych piłkarzy świata.

Ten sezon to niezła szkoła bramkarskiego życia, puszcza pan sporo bramek.

- Zbieram doświadczenie. Nawet po porażce 0:4 z Milanem na San Siro w Lidze Mistrzów można się czegoś nauczyć. Mam nadzieję, że podczas Euro nie puszczę żadnego. Byłoby tego za dużo.

Jak pana dyspozycja?

- Ostatnio co leci w bramkę, to wpada. Ani trochę nie jestem zadowolony z formy. Jedyne, co mnie pociesza, to wyniki. Wcześniej, kiedy byłem w lepszej dyspozycji, wszystko przegrywaliśmy w lidze. Wolę mieć słabszą formę i wygrywać niż odwrotnie. Ale dobra forma wróci.

Biletów na mecz z Portugalią już nie ma, ale ostatnio doping był słaby.

- Mam nadzieję, że kibice wykupili je, żeby obejrzeć nas, a nie Ronaldo. W Warszawie kibice nigdy nas nie zawiedli. Atmosfera zawsze była świetna i liczę, że i teraz tak będzie.

Ogłosił pan, że likwiduje swoje konto na Twitterze. Dlaczego?

- Miałem ciężki okres, przegraliśmy z Fulham, Swensea i Manchesterem Utd. Nie chciało mi się czytać tego, co piszą o tym na Twitterze, i próbowałem usunąć konto. Ale nie mogę. Gdy tylko klikam "usuń", wyskakuje komunikat, że serwer jest przeciążony. Konto wciąż istnieje, ale nie zamierzam wracać do "ćwierkania".

Na granicy żartu i skandalu. Historia Twittera Szczęsnego

Więcej o: