Gikiewicz o powołaniu do kadry: myślałem, że to żart!

Nie boję się rywalizacji i od początku wierzyłem w swoje możliwości. Te mecze, w których ostatnio zagrałem dodały mi jeszcze większej pewności siebie - mówi bramkarz Śląska Rafał Gikiewicz

Dariusz Łuciów: Od dłuższego czasu mówiło się, że selekcjoner Franciszek Smuda na zgrupowanie do Turcji powoła kogoś ze Śląska. W spekulacjach nazwisko Gikiewicz jednak nie padało. Jak zareagował pan na powołanie?

Rafał Gikiewicz: - Bardzo się cieszyłem, że powołanie dostali Sebastian Mila, Piotrek Celeban i Waldek Sobota, bo oni na to naprawdę zasłużyli. Byłem kompletnie zaskoczony, kiedy zadzwonił do mnie jeden z dziennikarzy i powiedział, że jestem na liście powołanych. Na początku myślałem, że to żart, że mnie wkręca. Uwierzyłem dopiero wtedy, kiedy z gratulacjami zaczęli dzwonić koledzy z zespołu. Byłem bardzo zaskoczony i niezmiernie szczęśliwy. Cieszę się, że moja praca została zauważona i doceniona.

Dla mnie nie ma znaczenia, że zgrupowanie odbędzie się poza oficjalnym terminem UEFA i pojadą na nie tylko ligowcy. To najlepsi zawodnicy, którzy występują w kraju, a gra dla reprezentacji to zawsze ogromny zaszczyt. Dla mnie także spełnienie marzeń. Będę chciał się pokazać z jak najlepszej strony i mam nadzieję, że w meczu z Bośnią i Hercegowiną dostanę swoją szansę.

W tym sezonie wystąpił pan w sześciu meczach ligowych oraz pucharowych i wszystkie te spotkania Śląsk wygrał. Pana pozycja w zespole jest teraz mocniejsza?

- Nie czuję się pewniakiem do gry. W lidze zagrałem dopiero cztery mecze i miałem trochę szczęścia, bo kontuzji doznał Marian Kelemen. Co prawda w ekstraklasie puściłem tylko jednego gola, ale to zasługa całego bloku defensywnego. Cieszę się, że ze mną w składzie zespół wygrywa, ale to nie znaczy, że dzięki temu będę grał cały czas. Konkurencja w bramce jest spora, w klubie mamy trzech równorzędnych bramkarzy. O tym, że zagram z Górnikiem dowiedziałem się dopiero na dwie godziny przed meczem.

Do niedawna był pan rezerwowym. Po tych udanych występach uwierzył pan, że jest w stanie nawiązać rywalizację z Marianem Kelemenem?

- Po to ciężko trenuję, żeby później wybiec na boisko i pokazać się z jak najlepszej strony. Nie boję się rywalizacji i od początku wierzyłem w swoje możliwości. Te mecze, w których ostatnio zagrałem dodały mi jeszcze większej pewności siebie. Uważam, że swoją szansę wykorzystałem. Wiadomo, że chciałbym bronić jak najwięcej, ale pamiętam, że mamy w zespole kogoś takiego jak Marian. To świetny bramkarz od którego bardzo dużo się uczę. Nie wiem, który z nas zagra teraz z ŁKS-em, ale jeśli wybór padnie na mnie, to dam z siebie maksimum.

Przed sezonem mówił Pan o odejściu ze Śląska. Zimą temat powróci?

- To nie jest tak, że chciałem odejść, bo czułem się gorszy, albo mi się tutaj nie podobało. Wręcz przeciwnie, zarówno ja, jak i moja rodzina bardzo dobrze czujemy się we Wrocławiu. Chciałem odejść, bo nie byłem nawet zgłoszony do rozgrywek i szansa występów oddalała się. Doszedłem do wniosku, że lepsze niż samo trenowanie byłoby dla mnie wypożyczenie do innego klubu. Teraz tematu mojego odejścia nie ma. W niedzielę czeka nas ostatni mecz w tym roku z ŁKS-em. Później jadę na urlop, a po powrocie podejmuję rękawice i rozpoczynam walkę o miejsce w składzie. Chcę zostać w Śląsku i pomóc mu w walce o Puchar Polski i mistrzostwo.

Więcej o: