Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Reprezentacja Polski. Nie taka Korea straszna

Czy wielogodzinna podróż i zmiana stref czasowych wpłyną na formę reprezentacji Polski, która w piątek zagra w Seulu towarzyski mecz z Koreą? - Nasi piłkarze nie powinni narzekać, poradzą sobie w Azji - mówi Sport.pl dr Robert Pietruszyński, lekarz misji olimpijskiej na igrzyskach w Atenach i Pekinie.

Twoi znajomi już nas lubią. Sprawdź którzy na Facebook.com/Sportpl ?

Od wtorku do soboty wieczorem piłkarze reprezentacji Polski spędzą 24 godziny w samolocie, dwa razy zmienią strefę czasową, dwa razy potrenują i w piątek w Seulu zagrają towarzyski mecz z Koreą. Sparing z Azjatami rozpocznie się o godz. 20 czasu miejscowego - w Polsce będzie wtedy 13.

- Każdy kiedyś nie przespał nocy i dobrze wie, jaka następnego dnia jest wydolność, koncentracja, szybkość, wola walki i "ochota" organizmu do wysiłku - mówi dr Pietruszyński. - Są jednak metody zmniejszenia zespołu niepożądanych objawów związanych ze zmianą stref czasowych. Wierzę, że piłkarze wsiedli do samolotu odpowiednio przygotowani energetycznie do tak długiego lotu, czyli dobrze wypoczęci, nakarmieni i nawodnieni.

Kadrowicze polecieli na noc, będą wracać w trakcie dnia. Klasą biznes w obie strony. - No i świetnie. Mam nadzieję, że w drodze do Azji spali. Dla mnie byłoby to nie do pomyślenia, gdyby ktoś się nie zdrzemnął. Jeśli niektórzy kadrowicze mają problemy z zaśnięciem podczas lotu, mogą zażyć nasenne środki farmaceutyczne, które nie zrobią szkody w organizmie. Korzystne jest, że tak szybko wrócą do Europy, organizm nie zdąży się przestawić. Dobrze również, że wracając, nie zarwą nocy. Zdecydowanie gorzej byłoby, gdyby do Azji polecieli w trakcie dnia, a wracali na noc. A tak muszą tylko przetrwać lot powrotny i potem wyspać się w hotelu - mówi dr Pietruszyński.

Rybus: dziwię się, że lecimy do Korei. Powinniśmy grać w Polsce

Równo przed rokiem lekarz misji olimpijskiej był mocno przerażony, kiedy rozmawialiśmy o październikowej wyprawie reprezentacji Franciszka Smudy do Chicago i Toronto na mecze z USA i Ekwadorem. Tamtą dziesięciodniową eskapadę nazwał "wycinką" organizmu. Teraz jest spokojniejszy.

- Przy siedmiu godzinach różnicy czasu między Ameryką a Warszawą organizm potrzebuje na adaptację minimum trzech dni. Największy spadek formy przypada na czwartą dobę. Biada tym, którzy śpią w samolocie, lecąc do Stanów. Cena za drzemkę bywa słona: nogi jak z waty, wilczy apetyt nad ranem, wczesne wybudzenie i poobiednie osłabienie - tłumaczy. - Lecąc do Azji, nie ma tego problemu, tam szybciej można zacząć normalnie funkcjonować i trenować. Nie ma dużej różnicy między dniem a nocą. Problem pojawia się, kiedy trzeba grać czy startować o 3 albo 4 nad ranem polskiego czasu. Do takiej strategii trzeba się przygotowywać przez wiele miesięcy. Wymaga to przestawienia całego biorytmu organizmu tak, by szczyt wydolności przygotować na porę, kiedy normalnie się wypoczywa. W Azji, gdy będą trenować o 11 czy 12 czasu polskiego, nie ma problemu. Przecież na co dzień ćwiczą mniej więcej o tej samej porze. A jeśli nawet nie trenują, to przecież funkcjonują na pełnych obrotach.

Mimo to kadrowicze bardzo narzekali na perspektywę 12-godzinnego lotu do Korei i zmianę strefy czasowej. Miesiąc temu kapitan drużyny Jakub Błaszczykowski nazwał wyjazd "dziwnym pomysłem". I dodał, że "mecz z Koreą nijak się ma do przygotowań do Euro 2012, a wielu kolegów jest z tego sparingu niezadowolonych". W tym terminie z Polakami nie chcieli grać m.in. Węgrzy, Słoweńcy i Izraelczycy. W poniedziałek, dzień przed startem samolotu do Seulu, Wojciech Szczęsny, Łukasz Piszczek, Ludovic Obraniak i Arkadiusz Głowacki, czyli pewniacy Smudy do gry w pierwszej jedenastce podczas Euro 2012, zgłosili selekcjonerowi urazy i w ostatniej chwili musiał powołać czterech zawodników z polskiej ligi. W weekend tylko Głowacki nie wystąpił w swojej drużynie, Szczęsny i Piszczek grali po 90 minut, a Obraniak cały mecz Lille przesiedział na ławce rezerwowych.

- Sportowcy zawsze będą narzekać na długi lot i unieruchomienie organizmu przez wiele godzin, bo to spory dyskomfort - mówi dr Pietruszyński. - Ale na tym m.in. polega wyczynowy sport. Loty międzykontynentalne są wpisane w życiorys zawodnika każdej dyscypliny. Trzeba się tylko do niego dobrze przygotować. Skoro ktoś zdecydował o tym meczu, to powinna lecieć najmocniejsza drużyna. W grupie zawsze znajdą się jednostki, które będą uchylać się od obowiązków i prowadzić swoją politykę. To trener jest od tego, żeby nad tym panować i wypracować sobie zespół, który uszanuje jego ustalenia.

Koreańczycy zapłacą za sparing PZPN-owi 200 tys. dol. - Bądźmy dobrej myśli - kończy dr Pietruszyński. - Skoro rok temu w czwartej, najgorszej, dobie po przylocie Polacy nieźle zagrali z USA [2:2], to poradzą sobie w Seulu. Teraz zmiana strefy czasowej jest korzystniejsza dla organizmu, a zgrupowanie krótsze niż rok temu.

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ