Polacy coraz mocniejsi, bilety coraz droższe

Bilety na mecz Polska - Korea osiągnęły na czarnym rynku cenę pięciokrotnie wyższą. Aby zobaczyć to spotkanie trzeba zapłacić 500 dol. W badaniach wydolnościowych najlepiej wypadają Olisadebe i Jacek Bąk.

Polacy coraz mocniejsi, bilety coraz droższe

Bilety na mecz Polska - Korea osiągnęły na czarnym rynku cenę pięciokrotnie wyższą. Aby zobaczyć to spotkanie trzeba zapłacić 500 dol. W badaniach wydolnościowych najlepiej wypadają Olisadebe i Jacek Bąk.

- To będzie dla mnie najważniejszy mecz w życiu - powiedział o pojedynku z Koreą Emmanuel Olisadebe przed piątkowym treningiem. - Jestem w dobrej formie, choć gazety piszą różne rzeczy.

- Rzeczywiście "Oli" i Jacek Bąk mają najlepsze badania wydolnościowe - opowiadał doktor Machowski. Rozmawialiśmy w czasie treningu w ośrodku Samsunga, gdzie mieszkają Polacy. Na murawie Olisadebe właśnie zrywał się z pozycji siedzącej i biegł jak błyskawica udowadniajac kolegom ze swojej czwórki, że jest mistrzem startu i sprintu.

W piątek nie trenował tylko lekko przeziębiony rezerwowy bramkarz Adam Matysek. - Jestem spokojny o niego - stwierdził Machowski. - Już w sobotę będzie ćwiczył z nami. Ma tylko ból gardła i ogólnie czuł się średnio. A pozostali są zdrowi.

- Cholera, ten gips - narzekał po jednej z przebieżek Jacek Bąk. - Trochę jeszcze przeszkadza, doktor ma go podciąć, ale zdjąć go nie może, dopiero za 10 dni. Piłkarz Lens ma opatrunek na palcu złamanym na rozgrzewce przed towarzyskim meczu z Rumunami. Kiedy powiedzieliśmy mu o wynikach badań wydolnościowych był zaskoczony. Uśmiechnął się jednak szeroko. - Doktor nic mi nie mówił. Ale to dobrze, że badania są tak dobre w najważniejszym momencie. Tyle, że znałem takich, co testy mieli dobre, a wychodzili na boisko i zapominali jak się gra w piłkę - zażartował.

Treningowi jak zwykle przyglądała się grupa dziennikarzy koreańskich zapełniając kolejne kartki rzędami ptaszków i zygzaków. - Nasi boją się meczu z Polakami - powiedział jeden z nich. - Ja oglądam Polaków odkąd tu przyjechali i widzę, że są coraz mocniejsi.

- Zrozumiałe, właśnie skończyły się kłopoty z aklimatyzacją, zmianą czasu. Chłopaki śpią normalnie, czują się dobrze - mówił Machowski. Czy będą tak spali dalej?

- Chyba tak - mówi Jacek Bąk. - Bezsenna noc przed spotkaniem z Koreą nie powinna się zdarzyć. Już tyle meczów w lidze francuskiej, w pucharach, w Lidze Mistrzów za mną, a jeszcze trzydziestka na karku, więc nauczyłem się panować nad tremą.

- Ja mam swoje sposoby - dodał Cezary Kucharski. - Szukam wyciszenia, myślę o przeciwnikach, o tym jakich błędów nie popełnić.

Polacy trenują na boisku już tylko raz dziennie. W piątek było dużo sprintów. Niemal każdy, kto w swojej czwórce wygrał krótką przebieżkę podnosił ręce z radości. A potem była gra na jednej połowie: siedmiu atakujących na ośmiu obrońców. Piłkarze zaczęli bardzo spokojnie.

- Co jest, Panowie! Wyglądacie jakbyście się uczyli, a nie grali - krzyknął Jerzy Engel. Podziałało. Polacy przyspieszyli i gra się nawet zaostrzyła. Kiedy Cezary Kucharski drugi raz mocno potrącił Marka Koźmińskiego, ten na chwilę stracił poczucie humoru.

- Przepraszam - mówił Kucharski. - Przypadek.

- Przypadek? Dwa razy! - złościł się Koźmiński masując twarz.

Za chwilę na murawę padł Paweł Sibik. Faulował piłkarz Ancony. Ale potem złość przeszła wszystkim, trening się skończył.

- Teraz daję zawodnikom odpocząć fizycznie - mówił Jerzy Engel. - Przed nami seria zajęć psychologicznych.

Trener przygotował dla piłkarzy filmy, żeby ich zmobilizować do gry z Koreą. Nie chciał ujawnić co w nich jest. Przypominaliśmy sobie jednak, że przed decydującym meczem w eliminacjach z Norwegią w Chorzowie jego piłkarze obejrzeli fragmenty z archiwalnych filmów pokazujących rozpoczęcie II Wojny Światowej.

- Każdy ma swoje tajemnice - powiedział Engel. - Hiddink też. Nie wierzę, że ten skład, który podał koreańskim dziennikarzom jest ostateczny. Coś się jeszcze zmieni. My z Edkiem Klejndinstem mamy swoje typy co do składu Korei i myślę, że to one się sprawdzą.

Hiddinkowi na pewno uwierzył jeden z jego piłkarzy Chui Yong Sou. Wicekról strzelców ligi japońskiej, gdy dowiedział się, że nie jest przewidziany do pierwszego składu na mecz z Polakami, przerwał trening i poszedł do hotelu. - Chui Yong Sou to nerwus. Hiddink nie za bardzo go ceni. Choć jest silny, to słabszy technicznie - tłumaczyli koreańscy dziennikarze.

Polscy piłkarze mieli już trzy sesje filmowe o swoich przeciwnikach. - Wiedzą już jak grają jako zespół - mówi Engel. - Teraz będziemy analizowali grę każdego z rywali z osobna.

- Filmy są już przygotowane, to zbitki fragmentów pokazujących silne i słabe strony każdego z Koreańczyków - wyjaśnił Klejndinst. - Ale myślę, że nawet po tych sesjach nasi będą bardziej pamiętać numery rywali niż ich nazwiska i twarze - dodał z uśmiechem.

Mecz otwarcia mistrzostw Francja - Senegal Polacy oglądali wszyscy razem, na dużym ekranie.

- Teraz na prawdę zaczną się wielkie emocje. Ale ja chcę obejrzeć jak po nowych instrukcjach będą pracowali sędziowie. Mają zalecenie ostrzej karać faule. Zobaczymy jak to będzie w praktyce - mówił Jacek Bąk.

- A ja jestem ciekaw, jak będą karać symulantów. Udawanie fauli to oszukiwanie sędziego, rywala i kibiców i FIFA chce wypowiedzieć temu wojnę - dodał Engel.

W Korei zainteresowanie Polakami wciąż wzrasta. Bilety na mecz osiągnęły na czarnym rynku cenę pięciokrotnie wyższą. Aby zobaczyć pierwszy mecz Korei trzeba zapłacić 500 dol.

- Oni chcą wygrać w mistrzostwach świata swój pierwszy mecz. A my nie chcemy im pozwolić. Zobaczymy, co z tego wyjdzie - mówi Jacek Bąk.

O pozytywnej energii

Dwaj polscy mnisi buddyjscy Zen, którzy w czwartek oglądali trening drużyny Jerzego Engela stwierdzili, że na górze Smoka u podnóża której mieszkają Polacy, jest pozytywna energia.

Jerzy Engel: - To nie przypadek, ze trafiliśmy do ośrodka Samsunga. Mieliśmy swoich informatorów w Korei i oni poradzili nam to miejsce jako najlepsze na naszą siedzibę. Dobrze, że mnisi to potwierdzają