Szef Podbeskidzia: W PZPN wybór między dżumą i cholerą

- Są dwie instytucje, które nie zmieniły się od czasów upadku komunizmu - to kolej publiczna i PZPN. Jestem przekonany, że nadejdzie taki punkt krytyczny, że i one się zmienią - mówi Janusz Okrzesik, nowy prezes Podbeskidzia.

Piotr Płatek: Jest Pan uważany za osobę, która walczy z korupcją w futbolu. To za Pana sprawą Podbeskidzie tępiło ją w swoich szeregach. Tymczasem jedną z pierwszych decyzji w roli prezesa było zatrudnienie trenera z korupcyjną przeszłością.

Janusz Okrzesik, prezes Podbeskidzia: Przede wszystkim muszę podkreślić, że ten zarzut - bo chodzi o jeden mecz w niższej lidze - nie ma nic wspólnego z naszym klubem. Nie czarujmy się, to środowisko było przeżarte korupcją do cna. Ja może naiwnie podchodzę do sprawy, ale trener zachował się w stosunku do nas uczciwie, opowiedział mi o wszystkim, zgłosił się na prokuraturę, poddał się dobrowolnie karze. Dostał nauczkę, wyciągnął wnioski ze starych błędów. My dajemy mu szansę. Gdyby coś ukrywał, próbował tuszować, to gwarantuję panu, że ani godziny dłużej by w Podbeskidziu nie popracował.

Piłkarz Dariusz K. też tak postąpił?

- Sytuacja jest analogiczna. Zawodnik poinformował władze klubu, sprawa została wyjaśniona. Pozostaje naszym piłkarzem. Jesteśmy zabezpieczeni w razie wysypu jakiejś sprawy związanej z korupcją. Trener i zawodnicy mają w kontrakcie stosowne zapisy antykorupcyjne.

Podczas ostatniego zjazdu PZPN-u Wasz delegat nie poparł tzw. opozycji, głosował za Grzegorzem Latą i jego ekipą. Jak to możliwe?

- Nie chcę się wymądrzać na ten temat, bo staram się od władz PZPN-u trzymać z daleka. Na zjeździe nasz przedstawiciel starał się zachowywać racjonalnie. Problem w tym, że wybór między Grzegorzem Latą a Kazimierzem Greniem to jak wybór między dżumą a cholerą. Na zjeździe toczyła się gra interesów zamiast starcia dwóch programów czy wizji. Ja przyznaję, że nie potrafię się w tym odnaleźć i dlatego nie chcę oceniać zachowania naszego przedstawiciela.

Kto zatem mógłby być dobrym kandydatem na szefa PZPN-u?

- Może Michał Tomczak, który jako szef wydziału dyscypliny walczył z korupcją? Może Zbigniew Boniek, który ma dobre międzynarodowe kontakty?

Wszedł Pan w bagno, jakim jest polska piłka. Nie boi się Pan, że zostanie ubłocony i nic nie wskóra?

- Nie boję się o siebie, znam swoje dotychczasowe życie i dokonania. Tam, gdzie się da, chcę narzucić swoje zasady, a nie ulec regułom, które rządzą polskim futbolem. W latach 80., gdy angażowałem się w działalność opozycji przeciw komunie, też się wydawało, że to beznadziejna walka. A tymczasem się udało. Z piłką też się uda. Są dwie instytucje, które nie zmieniły się od czasów upadku komunizmu - to kolej publiczna i PZPN. Jestem przekonany, że nadejdzie pewien punkt krytyczny i że one się zmienią. Kolej zresztą już się zmienia.

Jakie zmiany nastąpią w kadrze Podbeskidzia?

- Właśnie ogłosiliśmy listę transferową, jest na niej osiem nazwisk. To sygnał, że ci piłkarze mogą odejść, ale część z nich, młodszych zawodników, chcemy jedynie wypożyczyć, by regularnie grali w innych klubach. Rewolucji zimą w drużynie nie będzie, głośnych nazwisk też. Dopiero latem spróbujemy solidniej wzmocnić skład pod kątem walki o ekstraklasę. Tej zimy do kadry pierwszego zespołu wprowadzimy piłkarzy młodych, głównie z regionu. Oni dostaną swoją szansę i część z nich pewnie ją wykorzysta. Może będą wśród nich Arek Gołąb i Mateusz Żyła z Dankowic, niedawno jednym tchem wymieniani razem z Maciejem Sadlokiem jako wielkie talenty.

Którego zawodnika chciałby Pan zatrzymać w Bielsku-Białej i budować wokół niego zespół na ekstraklasę?

- To Clemence Matawu. Jest świetnie wyszkolony technicznie, ważny dla zespołu. To może być wiodąca postać Podbeskidzia. Jego chcemy na pewno zatrzymać.

W klubie pojawią się nowi ludzie? Może dyrektor sportowy?

- Na pewno będą nowe twarze. Potrzebuję trochę czasu, bo działając za szybko, można sporo popsuć. Wkrótce pojawi się osoba odpowiedzialna za skauting. Już w styczniu rozpocznie pracę specjalista od sportowego marketingu, bo brak kogoś takiego był u nas bardzo widoczny.

Jako bielski radny prowadził Pan swój blog. Czy nadal będzie Pan w nim pisał i czy będzie to sposób komunikacji z kibicami?

- Z bloga nie zamierzam rezygnować. Jednak nie planuję go zamieniać w blog piłkarski. Chcę pisać o regionie, o swoim mieście, czasami też o naszej piłce. Jednak nie będzie to komunikator z kibicami. Planuję natomiast co jakiś czas robić czat z kibicami, na którym będziemy mogli porozmawiać o Podbeskidziu i piłce.

Pojawił się rywal dla Bogusława Wyparły?