Stefan Majewski: Kibice wybaczą mi porażki

- Arsene Wenger powiedział tak: piłkarze muszą być mnichami, bo inaczej niczego nie osiągną. Dlatego kto nie będzie przestrzegał jasnych zasad, więcej u mnie nie zagra - zapowiada nowy trener piłkarskiej reprezentacji Polski Stefan Majewski

>> Jamniki mają swoją paradę

Ze Stefanem Majewskim, tymczasowym selekcjonerem piłkarskiej reprezentacji Polski, rozmawia Łukasz Jachimiak

Minęło kilka dni, odkąd został pan selekcjonerem, a już wszyscy wiedzą, że w klubach zakazywał pan piłkarzom chodzenia w klapkach, karał za opijanie się kawą i herbatą.

- Żyjemy w dziwnym kraju, w którym krytyka nie jest rzeczowa, tylko personalna. Wiem, co o mnie wygadują i wypisują, ale nie będę o tym ludziom odpowiadał. Obojętnie, co jeszcze wymyślą, zachowam spokój. Mam swoją klasę i kulturę osobistą, której im brakuje. Nie zniżę się do poziomu, jaki prezentują.

Wojciech Kowalczyk nawołuje piłkarzy do przegrania najbliższych meczów, bo wtedy nie będzie pan pracował z kadrą na stałe. Kibice też nie chcą widzieć pana w roli selekcjonera. W ostatni weekend we Wronkach po meczu Lech - Odra wygwizdano pana.

- Jeżeli komuś zależy na dobru reprezentacji, nie wygaduje bzdur o celowym przegrywaniu. Kto tak mówi, nie jest prawdziwym kibicem. Wiele lat spędziłem za granicą. W Niemczech, we Włoszech, w Hiszpanii, Francji, wszędzie tam, gdzie piłka jest na wysokim poziomie, są prawdziwi kibice. Tacy wspierają zespół szczególnie wtedy, kiedy mu nie idzie. Łatwo jest dopingować, gdy drużyna wygrywa. Ale prawdziwych kibiców poznaje się w biedzie.

Ale kibice mają serdecznie dość fatalnej gry i atmosfery wokół kadry. Właśnie dlatego na meczu ze Słowacją trybuny mogą świecić pustkami.

- Niech nikt się nie boi, że kibice nie dopiszą. Bojkot kadry to absurd. Ludzie, którzy do niego nawołują, szybko się o tym przekonają.

Nawet wielki kibic ma prawo odpocząć od kadry, która prezentuje się beznadziejnie. I nie chodzi tylko o fatalną grę. Regularnie ujawniane są pijackie ekscesy zawodników. Ostatnio opowiedział o tym Jan de Zeeuw, menedżer drużyny Leo Beenhakkera.

- Ale to wszystko nie dotyczy mojej osoby.

Już za chwilę może dotyczyć.

- Nie może, bo zamierzam szybko zaprowadzić porządek. Za chwilę wybiorę zawodników do gry z białym orzełkiem na piersiach. A ten orzełek do czegoś zobowiązuje. Jeżeli ktoś wkłada koszulkę reprezentacji, bezwzględnie musi dawać z siebie wszystko. Ludzie, których będę powoływał, muszą mieć świadomość, że są wybrani z tysięcy. I będą ją mieli. Dowiedzą się, że mają nam wszystkim zapewnić sportową postawę, walkę i zaangażowanie. To wszystko jestem w stanie zagwarantować. Zapewnić nie da się tylko wyniku. Ale kiedy cała reszta jest w porządku, brak wyniku prawdziwy kibic jest w stanie wybaczyć.

W środowisku ma pan opinię surowego trenera. Po tym, co pan przed chwilą powiedział, piłkarze mają spodziewać się specjalnego regulaminu?

- Żadnego regulaminu nie ustalę, bo taki od dawna istnieje. I wszyscy piłkarze świetnie go znają. Arsene Wenger powiedział tak: piłkarze muszą być mnichami, bo inaczej niczego nie osiągną. W tej chwili w sporcie wyczynowym decydują setne części sekundy, czubek buta, odpowiednie, nastawione na sukces, myślenie. Sportowiec musi pamiętać, że jak się z czymś spóźni, to już po nim. Moi piłkarze będą musieli być optymalnie przygotowani, wypoczęci. Ten, kto nie będzie przestrzegał jasnych zasad, więcej u mnie nie zagra.

Mówi pan o setnej sekundy. Właśnie tyle ma pan na to, by pokazać, co potrafi. Jaki ma pan pomysł na wykorzystanie tej chwili?

- Dla mnie najważniejszy jest mecz z Czechami. Jak go wygramy albo jak zremisujemy, a zespół zagra bardzo dobrze, to wtedy będę mógł myśleć o następnym meczu. A o tym, co się stanie po tych dwóch spotkaniach, w ogóle nie myślę. Jak będę patrzył za daleko, to się będę potykał o własne nogi.

W piątek ogłosi pan nazwiska swoich współpracowników i powołania do kadry. Będą niespodzianki?

- Na pewno będą. Jak dużego kalibru, ocenicie sami. Żadnych nazwisk nie ujawnię, powiem tylko, że będę pracował ze sprawdzonymi ludźmi i z piłkarzami, którzy chcą dać z siebie wszystko.

Rozmawiał pan już z Leo Beenhakkerem?

- Jeszcze nie, ale na pewno do naszej rozmowy dojdzie. Uważam, że trenerzy to grupa ludzi, która powinna się szanować. Nasz zawód jest bardzo trudny, wykonujemy go pod presją i wcale tak dużo od nas nie zależy.

Ale pan zdążył stwierdzić, że możemy pokonać Czechów. Po tym, co widzieliśmy ostatnio, tę zapowiedź trzeba uznać za bardzo odważną. Możemy liczyć na to, że pańska kadra zagra odważnie, ofensywnie?

- Żeby mówić, że trener nadał drużynie swój styl, musi minąć trochę czasu. W zespole klubowym jak po miesiącu się powie, że trener zmienił oblicze drużyny, to jest szybko. Miesiąc w klubowej piłce to 30 jednostek treningowych. W kadrze na przeprowadzenie tylu zajęć potrzebny jest rok.

W takim razie, co będzie pan w stanie zrobić podczas sześciu-siedmiu treningów?

- Będę chciał trafić do mentalności zawodników. Spróbuję przekonać ich, by dali z siebie wszystko i zrozumieli, o jaki styl gry mi chodzi. Jestem pewny, że zagrają dobrze.

Kiedy wybaczysz Stefanowi Majewskiemu porażki? Napisz do nas: metro(at)agora.pl

 

Zwierzaki

 

Majewski jeszcze nie podjął decyzji w sprawie Artura Boruca >

Więcej o: