Piłka nożna. Zjazd sprawozdawczy PZPN

A co ma się dziać na zjeździe sprawozdawczym? Wyborczy jest najważniejszy i najciekawszy. I to nie tylko w PZPN, ale wszędzie - mówił Jan Krzysztof Bielecki z Rady Patronackiej PZPN podczas zjazdu sprawozdawczego. Najważniejsze postanowienie to przedłużenie kadencji obecnych władz do 2004 roku

Piłka nożna. Zjazd sprawozdawczy PZPN

A co ma się dziać na zjeździe sprawozdawczym? Wyborczy jest najważniejszy i najciekawszy. I to nie tylko w PZPN, ale wszędzie - mówił Jan Krzysztof Bielecki z Rady Patronackiej PZPN podczas zjazdu sprawozdawczego. Najważniejsze postanowienie to przedłużenie kadencji obecnych władz do 2004 roku

- Najciekawiej w Sheratonie było w piątek wieczorem. PZPN zorganizował spotkanie świąteczno-noworoczne dla najważniejszych działaczy, sponsorów oraz przyjaciół. Tam wszystko ustalono, dziś nic się nie będzie działo - mówił jeden z delegatów. - Niech pan patrzy, jak wszyscy są zmęczeni, bladzi, jakie podkrążone oczy mają... Spotkanie trwało długo, była orkiestra. Dziś nikt nie ma siły i ochoty na żadne harce.

Rzeczywiście. W piątek tańczono i bawiono się w tej samej sali, w której w sobotę obradowano. Atmosfera była zdecydowanie spokojniejsza. Nad stołem prezydialnym wisiał ekran, na którym wyświetlano slajdy. Widać było, nad czym i o czym obradują teraz działacze. Było kilka slajdów - szczególnie gdy przemawiał prezes Listkiewicz i trener Jerzy Engel. Zjazd przebiegał spokojnie i sprawnie.

W kilkanaście minut wybrano przewodniczącego obrad i komisje: Mandatową, Statutową oraz Uchwał i Wniosków. Wyglądało to mniej więcej tak. Przewodniczący Eugeniusz Kolator mówił: - Do komisji (takiej i takiej) proponuję następujących kandydatów: (tu wymieniał nazwiska). Ze wszystkimi kandydatami rozmawialiśmy i wyrazili zgodę. Czy są inne propozycje? Nie ma? To głosujemy. Kto przeciw? Nie widzę. Kto się wstrzymał? O jest jeden głos. Kto za? OK, skład komisji ustalony.

Nie minęło półtorej godziny, a już delegaci doszli do ósmego punktu obrad (było ich 19): "Wręczenie odznaczeń i wyróżnień". Odznaczono kilkadziesiąt osób. A później - po raz drugi tego dnia (najpierw na powitanie i rozpoczęcie obrad) - głos zabrał prezes PZPN Michał Listkiewicz. Powiedział m.in., że trzeba się przyznać do błędów, ale i pochwalić sukcesami; delegatów nazwał "wielką, polską rodziną piłkarską"; wśród was nie ma osób przypadkowych, niereprezentatywnych dla tego środowiska; nie można jednak spocząć na laurach; na poprzednim zjeździe, kiedy mnie wybieraliście, obiecałem wam, że nic o was bez was, i słowa dotrzymałem; udało nam się odbudować nadwątlony wizerunek Związku".

Trener Jerzy Engel mówił w podobnym tonie... "Z towaru najgorszego gatunku piłka nożna zaczęła się ludziom w Polsce kojarzyć fantastycznie, z sukcesami; losowanie grup finałowych MŚ wzbudziło wiele emocji. To znak. Znak, że kibice czują, iż nie jedziemy tam na trzy mecze. Gdyby nie wzbudziło ono emocji, oznaczałoby to, że nie mamy szans, kibicom byłoby obojętne, z kim gramy. Jest nadzieja, że wyjdziemy z grupy, ale czeka nas szalenie ciężkie zadanie".

Po wystąpieniach trenera i prezesa nastąpiła dyskusja. Jednym z tych, którzy zabrali głos, był Marian Dziurowicz. Były prezes PZPN, choć zaproszony, nie pojawił się w piątek na kolacji w hotelu. Mówił cicho, spokojnie, ale stanowczo i twardo. Zaczął od gratulacji od śląskich działaczy - awansu do finałów MŚ. Przypomniał, że mecz, który dal Polakom kwalifikację - z Norwegią, był jednocześnie końcem II etapu modernizacji Stadionu Śląskiego. Potem Dziurowicz przejęzyczył się, że Polska po raz 16. zagra w finałach MŚ, ale podkreślił, że awans to sukces nie tylko drużyny, ale i władz Związku.

Kiedy mówił o klubach, kilka razy podniósł głos: "Drużyny ledwie dyszą, trudno o sponsorów, coraz mniej kibiców przychodzi na stadion. Ratunkiem dla kibiców będzie komunalizacja obiektów. Najgorsze są długi. Zróbmy to, co w górnictwie. Poprośmy o przełożenie długów, które z każdym dniem narastają. Jak tego nie będzie, wiele drużyn nie wytrzyma i upadnie. Czy o to chodzi?".

Dziurowicz, choć miał na wystąpienie pięć minut, mówił przynajmniej dwa razy dłużej. Na uwagę Kolatora powiedział: "Już kończę, kolego". Pod koniec wspomniał o kulisach poprzedniego zjazdu i o wojnie futbolowej. Mówił spokojnie, aż wreszcie zakończył kompletnie nieoczekiwanie: "Współczułem nowej, właściwie nowej-starej ekipie rządzącej Związkiem. Ale mam nadzieję, że skończyły się już wszystkie niedomówienia. Na koniec w imieniu prezesów 16 wojewódzkich związków piłkarskich składam wniosek o przedłużenie kadencji obecnych władz do 2004 roku". Z trybuny Dziurowicz nie zszedł o własnych siłach. Pomagał mu, biorąc go pod rękę, jeden z delegatów.

- Dziękuję panu Marianowi, że właśnie przedłużył nam kadencję. Takiego wniosku się nie spodziewałem - mówił potem Zbigniew Boniek. - Przez dziesięć lat składał pan wnioski, do których odnosiłem się raczej negatywnie. Ale mam nadzieję, że ten akurat zostanie przegłosowany.

Wniosek, oczywiście, został przegłosowany. Kadencję przedłużono nie tylko władzom PZPN, ale i szefom wojewódzkich związków piłkarskich. A na Śląsku szefem jest Marian Dziurowicz. To ostatnia funkcja, jaką pełni. Przepadł w wyborach do Sejmu, a szefostwo w GKS Katowice zostawił synowi. Następne wybory - jesienią 2004 roku. Po mistrzostwach Europy i olimpiadzie w Atenach.

Na koniec przyjęto kilkadziesiąt poprawek do statutu. Ostatni raz zaiskrzyło, kiedy Wit Żelazko zgłosił wniosek, by w Prezydium PZPN nie było prezesa klubów I lub II ligi. Eugeniusz Kolator chciał, by wniosek przegłosowano kiedy indziej, prosił, by Żelazko go wycofał. Zbigniew Boniek się nie zgadzał. - Nie zmuszajmy nikogo do niczego. Głosujmy - mówił. W końcu przemówił prezes. - Mówię jako delegat, a nie prezes Związku - zastrzegł Michał Listkiewicz na początku. Wszyscy mieli jednak wrażenie, że zaraz usłyszą, jak mają głosować. - Uważam, że tą sprawą powinny zająć się inne gremia Związku. Ale głosujmy nad wnioskiem pana Żelazko.

Za wnioskiem - 19 osób; wstrzymało się - 25; przeciwko - 105. Na razie więc prezesi klubów I i II ligi mogą być w Prezydium PZPN.