Edward Klejndinst opowiada "Gazecie" o Norwegach

Na pewno reprezentacja Norwegii nie jest dziś taką potęgą, jak parę lat temu, nie można jednak mówić, że to tygrys bez zębów. To nadal bardzo niebezpieczny zespół, który tylko na chwilę zatracił gdzieś swoją skuteczność, ale w każdej chwili może ją odzyskać - przestrzega Edward Klejndinst, szef banku informacji kadry Jerzego Engela

Edward Klejndinst opowiada "Gazecie" o Norwegach

Na pewno reprezentacja Norwegii nie jest dziś taką potęgą, jak parę lat temu, nie można jednak mówić, że to tygrys bez zębów. To nadal bardzo niebezpieczny zespół, który tylko na chwilę zatracił gdzieś swoją skuteczność, ale w każdej chwili może ją odzyskać - przestrzega Edward Klejndinst, szef banku informacji kadry Jerzego Engela

Norwegia jest jak napastnik - królem strzelców poprzedniego sezonu, który nagle popada w impotencję strzelecką. W przypadku naszych sobotnich rywali spotkało to całą drużynę. Ale w końcu przychodzi taki dzień, że zawodnik się odblokowuje - podkreśla Klejndinst. - Norwegowie nadal wypracowują sobie dużo sytuacji - być może nawet najwięcej ze wszystkich drużyn naszej grupy - ale nie potrafią ich wykorzystać. Najlepszym przykładem ich kryzysu jest ostatnie spotkanie towarzyskie z Turcją w Stambule. Całą Europę obiegły migawki, jak Tore Andre Flo pudłuje z dwóch metrów, stojąc sam przed pustą bramką. Po tym meczu Flo został zresztą kozłem ofiarnym całych przegranych eliminacji do MŚ w Japonii i Korei i dlatego nie został powołany na mecz z Polską. Tymczasem John Carew, który zmarnował tak samo dobre okazje - m.in. nonszalancko wykonał karnego, podając bramkarzowi piłkę w ręce - został przez media oszczędzony.

Wiadomo, że Norwegowie preferują angielski styl futbolu i angielską metodykę - sposób ustawienia, poruszania się na boisku, sposoby walki: fizyczność, grę głową itd.. Stąd też wielu najlepszych Norwegów gra na Wyspach. Kiedy jednak rywal dorównuje im przygotowaniem fizycznym, ale ma lepszą technikę i bardziej kreatywnych zawodników, zostają w tyle.

Nie wierzę, żeby Semb zrobił rewolucję, jeśli chodzi o skład i ustawienie. Raczej postawi na tych samych piłkarzy, na których stawiał dotąd. Oczywiście nigdy nic nie wiadomo, ale ja tak bym zrobił na jego miejscu. Zmiany ustawienia nie da się zrobić z dnia na dzień - ot, tak: hop i już, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tak więc Norwegowie zagrają jednym napastnikiem i będzie to zapewne Carew, choć zaiskrzyło na linii trener - zawodnik.

Ole Gunnar Solskjaer w kadrze nigdy nie umiał grać tak dobrze jak w Manchesterze United. Choć 17 goli w ponad 40 występach reprezentacji robi wrażenie, powinien ich strzelić cztery razy tyle. Oglądając go wiele razy doszedłem do wniosku, że jest to facet, który potrzebuje kilku sytuacji w meczu, żeby wykorzystać jedną. Często marnuje naprawdę stuprocentowe okazje. Potrafi jednak strzelać gole z nieprawdopodobnych pozycji.

Nie zmieniła się za to sytuacja, jeśli chodzi o problemy naszych rywali z bramkarzami. Żaden z trzech golkiperów Norwegów nie ma miejsca w pierwszym składzie swego klubu. Myślę, że Semb raczej znów postawi na Thomasa Myhre, choć rzadko pokazuje się on w składzie Evertonu. Jest on po prostu najbardziej doświadczony i poza dwoma pierwszymi meczami, w których bronił Frode Olsen, grał we wszystkich spotkaniach eliminacyjnych.

Na środku obrony powinni zagrać Henning Berg i Ronny Johnsen. Erik Hoftun słabiej zagrał z Turcją, ale skoro na boku wystąpi Christer Basma, to może w pierwszym składzie wybiegnie i Hoftun, bo obaj znają się dobrze z Rosenborga Trondheim. Nie sądzę, żeby miał się pojawić na boisku Andre Bergdolmo. Jeśli już, to raczej grający ostatnio u Semba Vidar Riseth.

Grę Norwegów w spotkaniu z Turkami prowadził Martin Andresen, którego Semb nie powołał jednak na mecz z nami. Andersen grał przez 45 minut i nie zrobił dobrego wrażenia. Po przerwie zastąpił go Roar Strand i wypadł dużo lepiej.

Nową twarzą, której nie oglądaliśmy w meczu z Polską w Oslo, będzie 29- letni napastnik Jan Derek Sörensen z Borussii Dortmund, który wrócił do kadry po dwuletnim sporze z norweską federacją o przestrzeganie programów sponsorskich. W opinii naszych chłopaków, którzy grają z nim na co dzień w Bundeslidze, to świetny zawodnik. Gra po prawej stronie i w meczu z Turcją był najgroźniejszym z Norwegów. Bardzo szybki, świetny w stałych fragmentach gry. Widać, że trener Semb bardzo na niego liczy i powierza kluczowe zadania w spotkaniu. Poza nim pewniakami powinni być Solskjaer i pomocnik londyńskiego Tottenhamu Iversen, który z Turkami bardzo dobrze wypadł na lewej stronie pomocy. Grał szybko, sprawiał Turkom dużo kłopotów i świetnie rozumiał się z Solskjaerem. Obaj uzupełniali się po lewej stronie i wyprowadzali groźne ataki. Zagra też chyba Oyvind Leonhardsen.

Na pewno nie należy liczyć na jedno - że Norwegowie nam ten mecz odpuszczą, przejdą obok niego, bo już się nie liczą w walce o mistrzostwa świata. Gdyby tak miało być, Semb nie powołałby wszystkich najlepszych i najbardziej doświadczonych zawodników, jakich ma. Raczej szukałby składu na kolejną imprezę - mistrzostwa Europy - postawiłby na młodzież, jakichś nowych piłkarzy.

Jestem pewien, że norwescy piłkarze podejdą do meczu prestiżowo. Będą chcieli udowodnić, że zasługują na dobre europejskie kluby, w jakich grają. Norweska opina publiczna żąda zaś rewanżu na Polsce za rozwianie marzeń o mistrzostwach świata i czeka wreszcie na przebudzenie reprezentacji.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.