Konferencja Jerzego Engela

Każdy ma w tym meczu jakieś rachunki do wyrównania. I trener Semb, i ja. To może być jeszcze bardziej dramatyczne spotkanie niż w Oslo - mówił na konferencji prasowej trener Jerzy Engel

Konferencja Jerzego Engela

Każdy ma w tym meczu jakieś rachunki do wyrównania. I trener Semb, i ja. To może być jeszcze bardziej dramatyczne spotkanie niż w Oslo - mówił na konferencji prasowej trener Jerzy Engel

Najważniejszą sprawą jest gra Piotra Świerczewskiego. - Zaczynam trenować z piłką. Może zagram - mówił z nadzieją w głosie rozgrywający. Rano tylko biegał, po południu trenował z piłką. - Lekarze robią, co mogą - mówił trener Engel. - W poniedziałek do pierwszej w nocy robili zabiegi. Piotr fizycznie jest przygotowany do gry. Jest w treningu, ale miał problemy z torebką stawową i każde kopnięcie piłki było bolesne. Dlatego Piotrowi brakuje czucia piłki. Ci, którzy kiedyś grali, wiedzą, jak jest to ważne.

- Robimy, co w naszej mocy - dodawał doktor Stanisław Machowski. - O wiele lepiej wygląda sytuacja z Radkiem Kałużnym, on, choć rano nie trenował, powinien być gotowy do gry. Piotrek? Nie wiem, nie wiem. Będzie ciężko.

Trener Engel apelował na konferencji, by dziennikarze zabrali ze sobą wszystkie talizmany, które tylko mogą przynieść szczęście polskiej drużynie. - Ja założę swój brązowy płaszcz, w którym byłem na poprzednich spotkaniach - zdradził selekcjoner. - Przy sobie będę miał różaniec papieski otrzymany na audiencji w ubiegłym roku, krzyżyk betlejemski namaszczony na grobie Jezusa i słonika, którego dostałem przed eliminacjami od córki.

Szczęście, zdaniem Engela, będzie bardzo potrzebne. Dlaczego? - Bo dla Norwegów mecz z Polską to szansa na odrodzenie - mówił trener. - Oni za wszelką cenę będą chcieli nam się zrewanżować za to, że w Oslo odebraliśmy im szanse na awans. Mają tu coś do udowodnienia i odrobienia. Ja mam nadzieję, że 45 tys. ludzi będzie na trybunach tak samo zdeterminowane w dopingu, jak my na dole w grze. Ja też mam pewne rachunki do wyrównania. Na Stadionie Śląskim uczestniczyłem w meczu tylko raz. Jako szef banku informacji kadry Antoniego Piechniczka byłem na meczu Polski z RFN. Grał w nim m.in. Zbigniew Boniek. Przegraliśmy 0:2. I mnie Stadion Śląski kojarzy się właśnie z tamtą porażką. Pora, bym miał lepsze skojarzenia.

Teraz specjalnie na życzenie trenera obiekt w Chorzowie poszerzono - o półtora metra z każdej strony. W tej chwili ma więc 71, a nie 68 m. Przypomnijmy, że w Oslo boisko zostało zwężone. Na trzy mecze przed końcem eliminacji Polska ma o pięć punktów więcej niż Białoruś i aż o siedem więcej niż Ukraina. - Na początku eliminacji minimum, jakie mieliśmy uzyskać w dwumeczach, to były trzy punkty. Z czterech bylibyśmy zadowoleni, a sześć to pełnia szczęścia - mówi Engel. - Teraz proporcje się zmieniły. Minimum w dwumeczu z Norwegią i Białorusią to dwa punkty. Trzy to awans na 99,9 proc., a więcej - awans na 100 proc. Po zawodnikach widzę, że jest napięcie. Ale nie strach. Ten zespół się nie boi. Na razie jest oczekiwanie. Przyszedł mecz, na który czeka się latami. Po to wylewa się tyle potu na treningach, by choć raz zagrać w takim meczu. Nie zapominamy jednak o klasie Norwegów. Oni wciąż grają w lepszych klubach niż my, nic nie stracili na swojej klasie. Ale i nas już traktuje się inaczej. Uważam, że w Chorzowie może być bardziej dramatyczne widowisko niż w Oslo.

Przypomnijmy: w marcu prowadziliśmy do przerwy 2:0 po golach Emmanuela Olisadebe. Po przerwie Norwegowie wyrównali, ciężkiej kontuzji barku doznał Adam Matysek i do bramki wszedł Jerzy Dudek. Kiedy wydawało się, że zwycięstwo wymknie nam się z rąk, kapitalnego gola strzelił rezerwowy Bartosz Karwan. Piłkarz Legii zagra w sobotę w podstawowym składzie - ze szczęśliwym dla siebie - numerem 13 na koszulce i spodenkach.

Transferu Dudka c.d.

Działacze Feyenoordu zwrócili się do Liverpoolu o to, by jak najszybciej złożyli ofertę w sprawie transferu bramkarza reprezentacji Polski Jerzego Dudka.

- Do poniedziałku wieczór nie otrzymaliśmy żadnego pisma z Liverpoolu, choć prosiliśmy ich o to wielokrotnie - powiedział na stronie internetowej rotterdamskiego klubu prezydent Feyenoordu Jorien van den Herik. - Rozmawiałem tylko z jednym z agentów pracujących dla "The Reds". Powiedział, że Anglicy są gotowi zapłacić za Dudka 4 mln funtów. Ale taką propozycję otrzymałem już parę tygodni temu i wtedy jasno zaznaczyłem, że wyceniam Jerzego na 6,7 mln funtów. Ale i z tego jeszcze coś możemy opuścić. Z tym że na pewno nie połowę. Może do 6 mln? Teraz kolej na ruch Liverpoolu. Obawiam się jednak, że nie osiągniemy żadnego porozumienia, i myślę, że będzie to kolejne rozczarowanie i frustracja dla Jurka.

- Proszę mnie nie męczyć sprawami transferu - powiedział wczoraj polski bramkarz. - Ja nic nie wiem i o te sprawy najlepiej pytać tych, którzy to wszystko wypisują.

W poniedziałkowym meczu Premier League Bolton - Liverpool fatalny błąd holenderskiego bramkarza gości Sandera Westervelda zdecydował o porażce gości 1:2.