Beckenbauer: Polska w II rundzie

- Z moich rachunków wynika, że do drugiej rundy awansują Niemcy i Polska. Ale nasz mecz w Dortmundzie skończy się jak ten we Frankfurcie w 1974 roku - zwycięstwem gospodarzy - mówi legenda niemieckiego futbolu Franz Beckenbauer

"Serdecznie witamy" - wielki napis po polsku to pierwsze, co rzuca się w oczy po wyjściu z dworca w Dortmundzie. Kibic, niczym piłkarz, najpierw przemierza tunel, po czym wychodzi na... trybuny Westfalenstadion wypełnione do ostatniego miejsca. Pięciopiętrową instalację w centrum miasta o nazwie "Stadion Dworzec" stworzyła artystka Beate Eisfeld. W piątek uroczystego otwarcia dokonał Franz Beckenbauer, mistrz świata jako zawodnik (w 1974 roku) i jako trener (1990) oraz szef komitetu organizacyjnego mundialu.

Bez wahania zgodził się na rozmowę z dziennikarzem z Polski. - Chcielibyśmy, żeby każdy polski kibic czuł się podczas mundialu jak u siebie w domu. Nasze hasło "Czas spotkać przyjaciół" i "Z wizytą u przyjaciół" odnosi się do kibiców z całego świata. Ale do Polaków szczególnie. Ja sam nie mogę się już doczekać 14 czerwca i meczu Polska - Niemcy w Dortmundzie - zaczął.

Michał Pol: Czy dlatego, że obejrzał Pan mecz Polska - Kolumbia i liczy na łatwe zwycięstwo?

Franz Beckenbauer: Ach, ja miałem na myśli wspomnienia! Mecz z Kolumbią rzeczywiście obejrzałem i nie ma co kryć, że to spotkanie wam nie wyszło. Ale zdumiała mnie bezwzględność polskich kibiców, którzy wygwizdali własną drużynę. Przecież to wciąż okres przygotowawczy, mundial się jeszcze nie zaczął. Wasz trener wciąż sprawdza zapewne różne warianty. Drużynie potrzebne jest wsparcie. Ile ona jest warta i jakie ma szanse w turnieju, prawdziwie ocenić będzie można dopiero po pierwszym meczu grupowym.

Czego spodziewa się Pan po meczu Niemcy - Polska?

- Przede wszystkim powrotu wspomnień tamtego spotkania na mistrzostwach świata w 1974 roku. Polska miała wtedy wspaniałą drużynę, kto wie, czy nie najwspanialszą w całym turnieju. Spokojnie mogła tamto spotkanie wygrać, gdyby nie Sepp Maier w bramce, Gerd Mueller z przodu i... deszcz, mnóstwo wody. Gdyby wynik był inny, nie zostałbym mistrzem świata, mimo to żałuję, że spotkanie rozegraliśmy w tak niezwykłych warunkach. W przeciwnym razie ten mecz mógłby się stać najwspanialszym spotkaniem w historii mistrzostw świata. Ale i tak ma swoje miejsce w historii.

Wspomnienia i napięcie wrócą, choć nasze tegoroczne spotkanie w Dortmundzie będzie toczyło się o zupełnie inną stawkę. Wynik? Z całym szacunkiem dla Ekwadoru i Kostaryki z moich rachunków wynika, że do drugiej rundy awansują Niemcy i Polska. Mecz między naszymi drużynami skończy się jak ten we Frankfurcie w 1974 - zwycięstwem gospodarzy.

My, Polacy, nie możemy odżałować, że Miroslav Klose i Łukasz Podolski grają w barwach Niemiec...

- Ha, ha, takie są prawa globalizacji. Obaj urodzili się w Polsce, ale są obywatelami niemieckimi. I całe szczęście dla nas! Inaczej nie mielibyśmy czego szukać na tych mistrzostwach.

Co Niemcy powinny osiągnąć podczas mistrzostw świata we własnym kraju?

- Ponieważ sam wywalczyłem mistrzowski tytuł jako piłkarz i trener, jasne, że marzy mi się finał przeciwko Brazylii i udany rewanż za porażkę sprzed czterech lat w Jokohamie. Uważam, że obowiązkiem dla niemieckiej drużyny jest awans do półfinału. O więcej będzie naprawdę bardzo, bardzo ciężko. Nie jest żadnym odkryciem, że Brazylia, Argentyna, Włochy czy Francja są w tym momencie dużo lepsze od nas, daleko przed nami.

Czego brakuje reprezentacji Niemiec?

- Czasami mam wrażenie, że jeśli czegoś brakuje, to ręki, która porządnie potrząsnęłaby drużyną w niektórych momentach. Klepnęła z rozmachem w plecy.

Czyli lidera?

- Wielkiej osobowości. Nie krytykuję Michaela Ballacka, żeby była jasność. Uważam, że jest piłkarzem klasy światowej, spokojnie może zostać zawodnikiem turnieju. Uważam, że dobrze spisuje się jako kapitan. Po prostu nie jest liderem.

Trener Jürgen Klinsmann i jego drużyna są krytykowani ze wszystkich stron. Czy podołają presji, grając przed własną publicznością?

- Krytyka to dla niemieckiego trenera nic nowego. Właśnie dlatego, że jesteśmy trzykrotnym mistrzem świata. Krytyka towarzyszyła drużynom Helmuta Schoenna, Seppa Herbergera i mojej. A przed turniejem we własnym kraju jest czymś oczywistym, że każdy Niemiec ma swoje zdanie i głośno je wypowiada. Klinsmann i jego piłkarze dadzą sobie z tym radę.

Faworytem wszystkich jest Brazylia. Czy rzeczywiście "canarinhos" mają już Puchar Świata w kieszeni?

- Na pewno mają wszystko, żeby wywalczyć mistrzostwo - najlepszego piłkarza na świecie, czyli Ronaldinho, pozostali to kluczowi zawodnicy w wielkich klubach. Przy tym prowadzi ich trener, który już raz zdobył z Brazylią mistrzostwo, więc zna się na rzeczy. Wie, jakich błędów uniknąć, jak poradzić sobie z presją. To daje im dodatkową przewagę. Poza tym Brazylijczycy naprawdę cieszą się piłką. Będzie ich ciężko powstrzymać.