Jagiellonia Białystok, Widzew Łódź, Legia Warszawa, Hapoel Beer Szewa, Cracovia czy FC Aarau - to część piłkarskiego CV Marka Citki. Citko strzelił gola przeciwko Atletico Madryt (1:2) w Lidze Mistrzów w sezonie 1996/97, który był pierwszym golem Widzewa w historii tych rozgrywek. Citko cieszył się ogromną popularnością. - On w tamtym 1996 roku rozdał 40 milionów autografów. W naszej piłkarskiej szarzyźnie wyróżniał się niesamowicie. Był przebojowy, grał bez kompleksów. Grał zwariowane akcje - mówił Maciej Szczęsny, były bramkarz reprezentacji Polski.
Citko udzielił wywiadu Tomaszowi Pazdykowi ze Sport.pl. Jak były reprezentant Polski odniósł się do stwierdzenia, że dawniej był ikoną popkultury w naszym kraju?
- Wtedy to było bardzo mocno uciążliwe. Nie mogłem normalnie wyjść z domu, pójść do kina, do restauracji. W pewnym momencie się do tego przyzwyczaiłem. Wiedziałem, że to jest moja praca. Są kibice, ale rzeczywiście nie byłem świadomy i przygotowany na to szaleństwo. I to było szaleństwo, naprawdę. Nie mówię, jak policja mnie zatrzymywała czy gdziekolwiek chodziłem, to była sympatia i każdy chciał mi pomóc. Czułem się taki wyróżniony, że to jest tylko piłka, ale dawałem te emocje i kibice mnie kochali. Więc to było bardzo fajne uczucie - powiedział.
Niemal wszyscy byli klubowi koledzy Citki z Widzewa znakomicie go wspominają. - Marek, co by się nie działo, miał swoje pomysły. Kiedy on strzelał tego pięknego gola, ja biegłem z prawej strony i myślałem, co on robi. Wychodziłem mu na dobrą pozycję, ale on mi nie podał. Dobrze zrobił. Bardzo dobrze, prawda? - wspominał Jacek Dembiński, były piłkarz Widzewa.
Zobacz też: Serie A ma nową gwiazdę! 19 goli w 20 meczach
- Marek te mecze na swój sposób wygrał. Ktoś powie, że citkomania wzięła się z dwóch jego goli w dwóch przegranych meczach? Nieprawda. Marek grał pięknie, był objawieniem. Czasami się zastanawiam, jak jego kariera dzisiaj by się potoczyła, w dobie mediów społecznościowych. Marek po prostu bardzo dobrze grał w piłkę. A czy odstawał od naszej paczki? Na piwo z nami zawsze poszedł. Ale nigdy długo nie posiedział - tłumaczył Paweł Wojtala.