Jeśli UEFA chce wysadzić z siodła Gianniego Infantino i przeforsować swojego kandydata na stanowisko szefa FIFA, nie wystarczy, że będzie sabotować działania obecnego prezydenta światowej federacji. Musi coś zaproponować federacjom z innych kontynentów. I wydaje się, że europejscy działacze coś takiego już mają: mini mundial co dwa lata.
Wszyscy, którzy już skreślili szefa FIFA Gianniego Infantino, powinni jeszcze się wstrzymać. Szwajcar łatwo się nie podda. Co prawda można odnieść wrażenie, że tzw. piłkarski świat stracił do niego zaufanie po ujawnieniu planów stworzenia FIFA Forward Enterprise do organizacji mundiali, ale to tylko narracja mediów tzw. głównego nurtu. Już znaleźli się tacy, którzy twierdzą, że Szwajcar nie chciał wcale źle.
Infatino szykował sobie posadę?
Ten biznesowy projekt, w którym miał wziąć udział brat zięcia prezydenta USA, Joshua Kushner, zakładał wydzielenie z FIFA praw telewizyjnych i komercyjnych mistrzostw świata kobiet i mężczyzn oraz klubowego mundialu do osobnej spółki, której 21 procent miało powędrować w ręce prywatnych inwestorów.
Tego typu spółki nie są w sporcie niczym specjalnie dziwnym ani nowym. W podobny sposób udziały w swoim turnieju sprzedał Turniej Sześciu Narodów w rugby. Na podobnych zasadach prywatnego inwestora do Ligue 1 wpuścili Francuzi. A dzięki kapitałowi funduszu CVC kluby hiszpańskiej La Ligi odzyskały rentowność i znalazły finansową stabilizację. Również światowa federacja siatkówki związała się z CVC, by razem organizować pod szyldem Volleyball World najważniejsze światowe imprezy: Ligę Narodów, mistrzostwa świata czy eliminacje olimpijskie.
Odrębną spółkę z CVC ma również związek tenisistek. WTA Ventures LLC zarządza m.in. prawami telewizyjnymi, sponsoringiem, licencjami na produkty.
Tym, co zabiło FIFA Forward Enterprise, zanim jeszcze projekt został tak naprawdę przedstawiony i omówiony, jest fakt, że był on przygotowywany w całkowitej tajemnicy. Infantino poczuł się tak mocny w roli szefa Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej, że myślał, iż wszystko mu ujdzie na sucho. Projektem FIFA Forward Enterprise zaskoczeni byli nawet jego najbliżsi współpracownicy, a przecież to pomysł, który doprowadziłby do rewolucji w piłce nożnej. Nie bez powodu idea powołania nowej spółki z prywatnym kapitałem została odebrana przez opinię publiczną nie jako źródło dodatkowych pieniędzy dla federacji krajowych z całego świata, ale przede wszystkim jako przedsięwzięcie, które zapewni Infantino czołową rolę w światowym futbolu, nawet gdy przestanie być szefem FIFA. To właśnie Szwajcar miał stanąć na czele FIFA Forward Enterprise i zarabiać pięć razy więcej niż obecne 6 mln dolarów rocznej pensji.
UEFA walczy o swoje interesy
Gdy brytyjscy dziennikarze z The Times i Financial Times ujawnili plany Infantino, bardzo ostro zareagowała Europejska Unia Piłkarska. UEFA zagroziła bojkotem imprez FIFA. Nowy projekt skrytykowały też konfederacje z Azji oraz Ameryki Północnej i Środowej. Infantino ostatecznie wycofał się z pomysłu.
Jednak Europa chce kuć żelazo, póki gorące i zwietrzyła szansę na pozbawienie Infantino władzy. UEFA mówi o utracie zaufania do szefa światowej federacji, z powodu jego stylu zarządzania światowym futbolem. Obok potajemnego przygotowywania FIFA Forward Enterprise innym kluczowym zarzutem jest udział Infantino w zawieszeniu kary dla napastnika reprezentacji USA Folarina Baloguna za czerwoną kartkę w meczu mundialu. W sprawie piłkarza interweniował u Infantino sam prezydent USA, Donald Trump, po czym Balogun mógł zagrać w 1/8 finału z Belgią. Szef FIFA zarzekał się, że decyzję podjął niezależny od niego komitet.
Tylko naiwni mogliby jednak sądzić, że UEFA podnosi bunt z troski o światowy futbol. Ma ona do obrony własne interesy. Ostatnio obie piłkarskie federacje na wyścigi powiększają swoje międzynarodowe rozgrywki. FIFA powołała do życia klubowe mistrzostwa świata i poszerzyła liczbę uczestników mundiali, zarówno kobiet jak i mężczyzn. UEFA przeprowadziła reformę Ligi Mistrzów i Ligi Narodów, dokładając do obu rozgrywek nowe terminy. A kalendarz nie jest z gumy, budżety sponsorów i stacji telewizyjnych również nie. I jeszcze jest kwestia zdrowia piłkarzy. "Puchnięcie" starych rozgrywek i powołanie do życia nowych powoduje, że mają oni coraz mniej czasu na wypoczynek i regenerację. W rezultacie FIFA i UEFA działają na rynku jak konkurenci w rywalizacji o pieniądze i piłkarzy.
Według medialnych przecieków, Europejczycy nie mają zamiaru czekać do zaplanowanych na marzec 2027 roku wyborów prezydenta FIFA. Chcą zwołać nadzwyczajny kongres organizacji i pozbawić Infantino władzy. Na razie trwa uzgadnianie kandydata, który mógłby rzucić wyzwanie Szwajcarowi. Mówiło się o prezesie Legii, Dariuszu Mioduskim, ale bardzo wątpliwe, żeby kolejny Europejczyk zyskał poparcie na innych kontynentach. Ostatnio coraz częściej szefami dużych światowych związków sportowych są osoby spoza Europy. Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim rządzi Kirsty Coventry z Zimbabwe. Na czele zrzeszenia paralimijczyków jest Andrew Parsons z Brazylii. W krykiecie rządzi Jay Shah z Indii, w siatkówce – Fabio Azevedo z Brazylii, w koszykówce – Sheikh Saud Ali Al Thani z Kataru, w piłce ręcznej – Hassan Moustafa z Egiptu, w hokeju na trawie – Tayyab Ikram z Makau, w hokeju na lodzie – Luc Tardif, Francuz urodzony w Kanadzie, w rugby – Brett Robinson z Australii, w pływaniu – Husain Al Musallam z Kuwejtu. Brytyjczyk Sebastian Coe w World Atheltics to jeden z ostatnich Europejczyków na czele dużej światowej sportowej federacji.
Dlatego możliwe, że reprezentantem Europy w wyborach na szefa FIFA będzie obecny prezydent CONCACAF, Kanadyjczyk Victor Montagliani.
Zdaniem brytyjskich mediów (Sky Sports i The Times) Europejczycy chcą walczyć z Infantino nie tylko przy pomocy kandydata do jego zastąpienia, ale również przez powołanie do życia nowych rozgrywek.
Mundial niemal co roku
Pomysł nie jest nowy. UEFA opracowała ideę Global Nations League przy okazji powołania do życia swojej Ligi Narodów w 2017 roku. W założeniu wszystkie zrzeszone w kontynentalnych konfederacjach reprezentacje podzielone byłyby na siedem dywizji według reprezentowanego przez nie poziomu. Kontynentalne Ligi Narodów byłyby eliminacjami do globalnych finałów, w których grałyby trzy najlepsze drużyny z Europy, dwie z Ameryki Południowej i po jednej z Afryki, Azji i CONCACAF. Co dwa lata (w latach nieparzystych) w czerwcu odbywałoby się siedem takich finałów dla drużyn z każdej dywizji. Pomysłodawcy uważali, że takie rozgrywki byłyby szczególnie atrakcyjne dla mniejszych federacji, które bardzo rzadko mają okazję, by awansować na najważniejsze turnieje i grać o trofea. Z drugiej strony, finały w najwyższej dywizji z udziałem ośmiu najlepszych drużyn świata byłby namiastką prawdziwego mundialu.
Trudno na razie rozstrzygnąć, czy Global Nations League jest tylko straszakiem na Infantino, który ma mu pokazać, iż UEFA jest gotowa na prawdziwą schizmę, gdyby Szwajcar pozostał na stanowisku, czy też realną propozycją nowych rozgrywek.
Tymczasem obecny prezydent FIFA nie zamierza ustępować ze stanowiska. Wciąż może liczyć na liczne grono zwolenników. Już po wybuchu afery wokół FIFA Forward Enterprise poparcie dla obecnego szefa światowej federacji wyraziły m.in. Katar, Egipt, Maroko, Zjednoczone Emiraty Arabskie. Niejednoznaczna jest postawa Ameryki Południowej. Kraje z tego regionu nie potępiły FIFA Forward Enterprise, a w wydanym oświadczeniu domagały się jedynie dodatkowych informacji i szerszych wyjaśnień w sprawie nowego projektu.
W kwietniu CONMEBOL (federacja południowoamerykańska) bezwarunkowo poparł Infantino w kolejnych wyborach, zanim jeszcze Szwajcar ogłosił zamiar kandydowania. I nie wygląda na to, żeby to poparcie teraz federacja wycofała. Urugwaj, Paragwaj i Argentyna mają gościć mecze mistrzostw świata 2030 w ramach uczczenia stulecia turnieju. Kto wie, czy Infantino nie zaproponuje Ameryce Południowej jeszcze więcej meczów mundialu, którego oficjalnymi gospodarzami będą Maroko, Portugalia i Hiszpania, gdyby udało mu się przeforsować powiększenie turnieju do 64 drużyn.
Gra o tron w piłce nożnej będzie miała kolejne odcinki. A kto polegnie w finałowej odsłonie, wciąż pozostaje niewiadome.