Wciąż nie jest znana przyszłość Roberta Lewandowskiego, który z dniem 1 lipca stanie się tzw. wolnym agentem. Nastąpi to po tym, jak wygaśnie kontrakt Polaka z FC Barceloną. Kapitan reprezentacji Polski pożegnał się już z kibicami "Blaugrany".
37-latek przez miesiące łączony był z przenosinami do USA, Arabii Saudyjskiej oraz Włoch. Kierunek włoski najpewniej nie jest już aktualny, a w ostatnich dniach "na czoło" w wyścigu o zakontraktowanie "Lewego" wysunęło się Chicago Fire. Stało się tak w związku z wizytą piłkarza w tym mieście. Jak się okazuje, Lewandowski miał w planach spotkanie z kibicami zespołu, lecz w ostatniej chwili zostało ono odwołane. Jak informuje Przemysław Garczarczyk, powodem takiej decyzji jest chęć przemyślenia końcowej decyzji przez polskiego piłkarza.
"Nie będzie dziś spotkania Roberta Lewandowskiego z kibicami w klubie Chicago Fire. Podobno "negocjacje idą bardzo dobrze", ale Robert chce "jeszcze przez kilka dni przemyśleć temat". Czyli (zgodnie z naszymi oczekiwaniami) nic podczas wizyty w Chicago się nie zadecyduje" - czytamy we wpisie dziennikarza "Kanału Sportowego".
Wydarzenie miało odbyć się w barze w Chicago o godzinie 17:30 (1:30 czasu polskiego).
Nieoficjalnie mówi się o tym, iż władze Chicago Fire zaproponowali Polakowi wynagrodzenie rzędu 15-20 mln dolarów za rok gry. Prócz ogromnych gratyfikacji finansowych rynek za Oceanem może być kuszący dla piłkarza i jego rodziny. Mowa tutaj o biznesowych sprawach, które po transferze mogłyby rozwinąć się także w Stanach Zjednoczonych.