Choć oczy całego piłkarskiego świata skierowane są na boiska w USA, Meksyku oraz Kanadzie, do ciekawych ruchów transferowych dochodzi na Starym Kontynencie. Krótko po tym, jak Real Madryt ogłosił wielki powrót Jose Mourinho na Bernabeu po 13 latach przerwy, "Królewscy" wyprzedzili na ostatniej prostej FC Barcelonę w walce o rodaka "The Special One".
Bernardo Silva tuż po ogłoszeniu informacji o tym, iż nie przedłuży wygasającego wraz z końcem czerwca kontraktu z Manchesterem City niemal z marszu stał się "łakomym kąskiem" na rynku transferowym. Portugalczyk łączony był przede wszystkim z przenosinami do Barcelony, gdzie przed kilkoma laty był bliski przejścia, lecz wówczas temat upadł. Tym razem do walki o zakontraktowanie piłkarza stanął nieoczekiwanie Real Madryt, którego nowy-stary szkoleniowiec miał na liście życzeń swojego rodaka.
Jak poinformował w czwartkowy wieczór Fabrizio Romano, 31-latek podpisał kontrakt z klubem z Madrytu na okres dwóch sezonów, z opcją przedłużenia. Cała transakcja zamknęła się w bardzo szybkim czasie, gdyż potrwała zaledwie 36 godzin. Padło także słynne "Here We Go" od samego dziennikarza.
Bernardo Silva był piłkarzem Manchesteru City od 2017 roku. W barwach "The Citizens" rozegrał 460 spotkań, w których zdobył 76 bramek i zanotował 77 asyst.
Bernardo Silva wraz z Portugalią rozpocznie niebawem zmagania w mistrzostwach świata za Oceanem. W grupie K zmierzą się oni z Demokratyczną Republiką Konga, Uzbekistanem i Kolumbią.