Casillas żąda wielomilionowego odszkodowania od FC Porto

Kariera Ikera Casillasa została przerwana przez zawał serca. Piłkarz po tym dramatycznym zdarzeniu wciąż nie doszedł do siebie. W związku z czym postanowił... pozwać FC Porto.
Iker Casillas
Fot. Dominik Sadowski / Agencja Wyborcza.pl

W lipcu 2015 roku cały piłkarski świat zaszokowała informacja o transferze Ikera Casillasa do FC Porto. Hiszpański bramkarz był wychowankiem i legendą Realu Madryt, ale, będąc już niechcianym, postanowił odejść ze swojego ukochanego klubu. W czasach Jose Mourinho w sezonie 2012/13 został odsunięty od pierwszego składu, a w 2015 roku odszedł na zasadzie wolnego transferu. Grał tam do maja 2019 roku, ale z powodu zawału serca był zmuszony zakończyć karierę.

Zobacz wideo Oskar Pietuszewski i jego "odpały"! "Kopiował Zlatana"

Casillas pozwał FC Porto

Wokół tego transferu działo się naprawdę bardzo dużo. Santos Marquez Gonzalez, czyli pośrednik przy transferze, został skazany na około cztery lata za oszustwo i sprzeniewierzenie funduszy. Teraz hiszpańskie media donoszą, że Casillas domaga się odszkodowania od FC Porto.

Dlaczego? Według informacji "AS-a" po siedmiu latach były już bramkarz ma twierdzić, iż "zawał serca był spowodowany nadmiernym wysiłkiem fizycznym, w związku z czym domaga się odszkodowania z tytułu wypadku przy pracy od klubu, w którym wówczas grał" - czytamy. Mowa tu o 3,7 mln euro.

"Złożył pozew, domagając się wielomilionowego odszkodowania z tytułu niezdolności do pracy oraz poważnych następstw, z którymi boryka się od 7 lat, mimo że lekarz drużyny - Nelson Puga, zapewniał wówczas, że bramkarz czuje się 'dobrze, jego stan jest stabilny, a problem został rozwiązany'" - napisano.

Serwis przypomina, że klubowy lekarz stwierdził, iż Casillas miał "całkowicie" wyzdrowieć z tej dolegliwości, zapewniając, że wysiłek fizyczny, jaki wykonał podczas treningu, nie miał związku z problemem sercowym, który zmusił go do zakończenia kariery.

Jednak według relacji samego zawodnika, jego życie nie jest już takie samo. "Chodzę na siłownię, gram w padla, ale nie mogę biegać, pokonuję tylko około 20 lub 50 metrów. Nie dam rady więcej" – stwierdził podczas rozprawy, cytowany przez "AS".

Zobacz też: Pietuszewski go ośmieszył. Wyjechał do Argentyny

Z żądanych 3,7 mln euro ubezpieczyciel wypłacił Casillasowi 1,5 mln euro (maksymalną roczną kwotę z tytułu wypadków przy pracy - przyp. "AS"), a klub twierdzi, że wypłacał piłkarzowi pełne wynagrodzenie, gdy był na zwolnieniu lekarskim, zanim podjął decyzję o zakończeniu kariery. "Dlatego obie strony odmawiają wypłaty jakiejkolwiek dodatkowej kwoty" - kończy dziennik.

Więcej o: