Czas przekonać się, czy mundial jest tak dobry, że nawet FIFA nie może go zepsuć kontrowersyjnymi pomysłami, politycznym umorusaniem, podzieleniem na trzy gigantyczne kraje i postawieniem przed kibicami jednej wielkiej ekonomicznej zapory. Korespondencja Dawida Szymczaka, dziennikarza Sport.pl, z mistrzostw świata.
Wojny wciąż trwają, na Iran jeszcze przed chwilą spadały amerykańskie rakiety, wizy o USA są reglamentowane, ICE wciąż straszy nadgorliwością, kibiców odstraszają też ceny biletów i koszty całej logistyki, a mundial, który miał włączać, coraz częściej wyklucza. Akurat przed wejściem do samolotu lecącego do Mexico City dowiadujemy się, że Omar Artan, sędzia z Somalii, ponoć absolutny bohater w swoim kraju i najlepszy afrykański sędzia poprzedniego roku, odbił się od amerykańskich celników w Miami i wraca do domu. Dwa dni przed meczem otwarcia dyrektor FARE – organizacji, której celem jest zwalczanie dyskryminacji w piłce nożnej, pyta więc, kto zarządza tymi mistrzostwami: FIFA, która zaprosiła Artana do sędziowania mundialu, czy władze Stanów Zjednoczonych "ze swoją rasistowską polityką migracyjną", które stwierdziły, że mimo wszystko go do siebie nie wpuszczą?
Gianniemu Infantino i tak nie przeszkadza to w wygłaszaniu pełnych patosu przemówień. Zdążył już zapowiedzieć, że za moment "świat stanie w miejscu", bo rozpocznie się "największe wydarzenia, jakie ludzkość kiedykolwiek widziała i zobaczy". Szef FIFA jakoś też policzył, że sześć miliardów ludzi, czyli prawie trzy czwarte światowej populacji, ma zetknąć się z tym mundialem. Mundialem oczywiście "największym i najwspanialszym". I o ile trudno polemizować z tym pierwszym określeniem, skoro zagra w nim 48 reprezentacji, obejrzymy 104 mecze w szesnastu miastach trzech olbrzymich krajów w ciągu trzydziestu dziewięciu dni, o tyle można mieć wątpliwości, jaki ten mundial naprawdę będzie. Cały paradoks ostatnich dni jest bowiem taki: mamy największe mistrzostwa świata w historii, ale najgłośniejsze stają się historie wykluczonych.
To miał być zupełnie inny mundial - lekkostrawny
Gdy osiem lat temu Stany Zjednoczone, Kanada i Meksyk chwytały się pod rękę i wspólnie maszerowały po te mistrzostwa, przekonywały, że razem gwarantują jedność, pewność i szerokie możliwości. Miały też wykorzystać turniej, by zjednoczyć się regionalnie i pomóc w jednoczeniu całego świata. Kreśliły wizję "United 2026", a FIFA chciała w to wszystko uwierzyć - i po kontrowersyjnych mundialach w Rosji i Katarze, które skrywały korupcyjne zarzuty, wreszcie dać światu turniej lekkostrawny, bez wielkich politycznych napięć, pozasportowych tematów i obaw o bezpieczeństwo. W 2018 roku pomysł ten wydawał się całkiem zacny. Ale ile dziś z niego zostało?
Ostatnie lata, a nawet miesiące bezpośrednio poprzedzające mistrzostwa, przyniosły gwałtowne geopolityczne wstrząsy. Lokalnie, regionalnie i globalnie sytuacja jest zupełnie inna niż wówczas. Gorsza, trudniejsza i znacznie bardziej niepewna. Dostajemy więc pierwszy w historii turniej, którego uczestnik jest ostrzeliwany rakietami przez współgospodarza. Turniej w mieście, które jeszcze kilka miesięcy temu płonęło, bo kartele narkotykowe rewanżowały się państwowym władzom za zabicie ich szefa. Turniej, którego bojkot jeszcze niedawno - gdy Donald Trump przymierzał się do eskalacji sytuacji na Grenlandii - rozważał Niemiecki Związek Piłki Nożnej. Turniej ten organizują sąsiedzi, którzy deklarowali spójność, ale dziś są uwikłani w liczne spory handlowe i polityczne.
Dostajemy też turniej horrendalnie drogi. Trudno nie zapytać, dla kogo właściwie on jest, gdy widzi się ceny hoteli, pociągów i miejsc parkingowych, czy kolosalne ceny biletów na mecze. Infantino zrzuci oczywiście to wszystko na prawa rynku i fakt, że Stany Zjednoczone są drogie, a jeszcze droższy jest ich sport. Trudno jednak nie zauważyć, że Niemcy w 2006 zapewnili kibicom darmowy transport publiczny, w 2018 r. Rosja pozwoliła za darmo jeździć pociągami dalekobieżnymi, a Katar udostępnił kibicom bezpłatny dostęp do metra. Stany Zjednoczone natomiast zaoferowały bilet na pociąg dojeżdżający do stadionu za 95 dolarów. Co za gościnność!
I dlatego tak trudno słucha się Infantino, który – jakby nie miał w domu okna - wciąż mówi o inkluzywnym mundialu i zjednoczonym świecie. Może przegapił, że Trump, pierwszy laureat wręczanej przez niego "Pokojowej nagrody FIFA", kazał zbombardować Iran, który ostatecznie na mistrzostwach zagra, ale wynegocjował przeniesienie swojej bazy do Tijuany. Infantino mówi o "podawaniu piłki" kolejnym krajom i zapraszaniu maluczkich do wspólnej zabawy, a w tym samym czasie somalijski sędzia odbija się od drzwi mundialu. To skandal. Artan powiedział "New York Times", że po dotarciu do Miami był przesłuchiwany przez funkcjonariuszy granicznych przez jedenaście godzin. Pokazał im, że ma odpowiednie dokumenty wystawione przez FIFA i właściwą wizę. Próbował też dodać sobie wiarygodności pokazując zdjęcia z sędziowskiej kariery. - Myślę, że mieli problem z moim krajem – powiedział dziennikarzom, gdy był już w Stambule, gdzie oczekiwał na lot powrotny do domu. CBP w oficjalnym oświadczeniu nie podało powodu, dlaczego Artan nie został wpuszczony do Stanów Zjednoczonych. Somalia jest jednak jednym z krajów, które znalazły się na liście objętej zakazem podróży do USA, którą wprowadziła administracja Trumpa.
Zaczniemy w Meksyku, gdzie atmosfera już dwa dni przed meczem otwarcia wydaje się doskonała, ale później turniej przeniesie się do Stanów Zjednoczonych i od ćwierćfinałów będzie rozgrywany już tylko u Amerykanów, którzy – podobno, tak słyszę i czytam – nawet niespecjalnie na to czekają. Dodajmy do tego perspektywę europejskich kibiców, którzy narzekają, że mecze odbędą się w nieprzystępnych dla nich porach, dorzućmy jeszcze spojrzenie Polaków, którym brakuje na tym mundialu najważniejszej drużyny, a optymizm może wyparować.
Ale spokojnie, jest w tym wszystkim jeszcze piłka nożna. Ona powinna uratować ten mundial.
Dlatego niech to już się zacznie. Piłka nożna może bowiem sprawić, że dostaniemy turniej przeciekawy – jeszcze bardziej kolorowy i utkany historiami z krajów, do których bardzo rzadko zaglądaliśmy. Przecież to będą też mistrzostwa Curacao, Haiti, Republiki Zielonego Przylądka, Jordanii i Uzbekistanu. Obok ostatnie koncerty na wielkiej scenie zagrają Leo Messi, Cristiano Ronaldo i Luka Modrić. Zobaczymy też, jak mijają się ze swoimi następcami – Laminem Yamalem i Erlingiem Haalandem, którzy przyjeżdżają na swoje pierwsze mistrzostwa. Możliwe, że wielcy – gwiazdorska Francja, harmonijnie budowana Hiszpania, Anglia skrojona pod pomysł Thomasa Tuchela czy chcąca "zagrać to jeszcze raz" Argentyna – wykorzystają formatowe zmiany, niewielkim nakładem zapewnią sobie awans i zostawią sporo sił na kluczowe fazy turnieju, by zagrać wtedy mecze marzeń.
A może któregoś z faworytów przytłoczą warunki tego mundialu? Różnice wysokości i wilgotności. Upały i burze. Zanim piłkarze zmęczą się na boisku, mogą zmęczyć się samym podróżowaniem. Anglicy na przykład, zanim dolecą do fazy pucharowej, spędzą w powietrzu ponad 10 tys. mil, bo najpierw rozegrają sparingi na Florydzie, później udadzą się do swojej bazy w Kansas City, a następnie rozegrają grupowe mecze w Teksasie, Massachusetts i New Jersey. Trudno uwierzyć, by pozostało to bez wpływu. A może zawiedzie Argentyna? Od 2010 do 2022 roku aktualni mistrzowie świata odpadali przecież już w grupie i dopiero Francja, która w Katarze dotarła aż do finału, zdołała się z tego wyłamać. I skoro już przy Francji jesteśmy – to co z Kylianem Mbappe? Znów przyjeżdża na wielki turniej i ma do udźwignięcia olbrzymie oczekiwania, ale tym razem ma też sporo do udowodnienia. Kibice coraz częściej przecież pytają, czy ten wielki indywidualista może dopasować się do zespołu i osiągać z nim sukcesy. Jego mistrzostwo świata z 2018 r. i znakomity finał z 2022 r. nieco się zakurzyły. Świeższe są sukcesy w Lidze Mistrzów, które PSG osiągnęło dopiero po jego odejściu z klubu i brak sukcesów Realu Madryt, który go do siebie sprowadził.
A przecież do obserwowania jest jeszcze Portugalia, której nie wymienia się w gronie głównych faworytów, a przywozi na mundial pomocników w genialnej formie – Bruno Fernandesa, który został najlepszym zawodnikiem tego sezonu Premier League oraz Vithinhę i Joao Nevesa, którzy właśnie drugi raz z rzędu zdobyli Ligę Mistrzów. No właśnie – popracują na chwałę Crisitano Ronaldo? Pomogą mu wypełnić prawdopodobnie ostatnią wielką misję w karierze? A może Carlo Ancelotti natchnie Brazylię? A może Niemcom wcale na złe nie wyjdzie wyłączenie ich z grona głównych pretendentów do zwycięstwa?
Warto też zerkać na zespoły, które doczekały się obiecującego pokolenia – Turcja ma Ardę Gulera, Kenana Yildiza i wielkie nadzieje. Wybrzeże Kości Słoniowej pokonało w sparingu 3:2 Francję i cieszy się z Yana Diomande, który zdradza potencjał, by być gwiazdą tego turnieju. W Meksyku narzeka się, że to najbardziej obiecujące pokolenie – Ochoi, Jimeneza, Guardado - już się zestarzało, ale poza nawias wyciąga się 17-letniego Gilberto Morę, który ponoć olśniewa w meczach meksykańskiej ligi i lada moment wyląduje w silnej europejskiej.
Można tak wyliczać jeszcze długo. Ale niech to już się zacznie! Czas przekonać się, czy mundial jest dziełem na tyle doskonałym, że nawet FIFA i geopolityczna sytuacja na świecie nie mogą go zepsuć.
Pierwszy mecz - w czwartek o g. 21 polskiego czasu. Meksyk zagra z RPA.