Reprezentacja Szwecji nie tak dawno okazała się zmorą kadry Jana Urbana. Pod koniec marca drużyna, która nie wygrała ani jednego meczu w eliminacjach do mistrzostw świata, pokonała Polskę 3:2 w finale baraży o mundial. Dzięki temu to ona mogła rezerwować bilety do Meksyku i USA, gdzie zagra w grupie z Tunezją, Holandią i Japonią. O tym, z jakiej klasy zespołem przegrali nasi piłkarze, niech świadczy poniedziałkowy mecz Szwedów z Norwegami.
Obie drużyny spotkały się w Oslo w ramach przygotowań do mundialu. Jak ów sprawdzian formy wypadł w przypadku Szwedów? Odpowiedź brzmi: "dramatycznie". Już ośmiu minutach przegrywali 0:1 po trafieniu w dolny róg Jorgena Stranda Larsena. Później było jeszcze gorzej. Po 10 minutach szwedzka defensywa została kompletnie rozmontowana, a po składnej akcji podwyższył Antonio Nusa. W końcu w 37. minucie dośrodkowanie Ryersona z rzutu rożnego na bramkę zamienił po raz drugi Larsen. Tym sposobem Norwegia już po pierwszej połowie prowadziła aż 3:0.
Szwedzi co prawda wyszli na murawę bez swoich największych gwiazd - Alexandra Isaka, Viktora Gyokeresa czy Victora Lindelofa, ale taką demolkę w pierwszych 45 minutach trudno wytłumaczyć. Poza tym Norwegia też nie grała najsilniejszym składem, a Erling Haaland siedział jedynie na trybunach. Dość powiedzieć, że przez całą pierwszą połowę piłkarze Grahama Pottera oddali raptem cztery strzały przy 12 Norwegów. - Patrzę, jak ta Szwecja obrywa, i cały czas mam to samo w głowie: "why?" - tak na wydarzenia w Oslo zareagował na platformie X Zbigniew Boniek.
Zobacz też: Piotr Stokowiec o krok od nowego klubu. Wielki powrót
Po zmianie stron obraz gry za bardzo się nie zmienił. Norwegia sunęła z kolejnymi atakami, a Szwedom momentami trudno było wyjść z własnej połowy. Zespołowi Stale Solbakkena brakowało jedynie skuteczności. W końcu w 63. minucie do siatki trafił David Moller Wolfe, ale po analizie VAR sędziowie dopatrzyli się spalonego. Poczynania Szwedów delikatnie odmieniło wejście Alexandra Isaka. Napastnik Liverpoolu pojawił się na boisku po nieco ponad godzinie gry, a na niespełna kwadrans przed końcem strzelił honorowego gola. Przeprowadził indywidualną akcję, przedryblował obrońców w polu karnym i przymierzył w samo okienko.
Niedługo później ekipa "Trzech Koron" mogła mieć już nawet tylko jedną bramkę straty. Po fantastycznym podaniu z głębi pola rezerwowego Victora Lindelofa do główki wyszedł Sebastian Nanasi i pokonał norweskiego bramkarza. Problem w tym, że pomocnik Strasbourga był na minimalnym spalonym i gol nie został w końcu uznany. Później po obu stronach działo się już niewiele i wynik 3:1 dla Norwegii pozostał bez zmian.
Reprezentację Szwecji przed mistrzostwami świata czeka jeszcze jeden sparing. 4 czerwca zmierzy się z Grecją w Solnej (godz. 19:00). Pierwszy mecz na mundialu rozegra natomiast 15 czerwca przeciwko Tunezji.
Norwegia 3:1 Szwecja