To jeden z największych upadków w XXI wieku w polskiej piłce. Zagłębie Sosnowiec to czterokrotny zdobywca Pucharu Polski i czterokrotny wicemistrz Polski, ale po dawnej chwale nie ma już jednak śladu. Zagłębie przegrało na zakończenie rozgrywek II ligi 0:1 z Sandecją Nowy Sącz i w konsekwencji Zagłębiacy zajęli dopiero 15. miejsce w rozgrywkach i spadli do III ligi. Jeszcze siedem lat temu grali w Ekstraklasie.
Na papierze Zagłębie Sosnowiec wygląda jak zespół co najmniej z I ligi. Klub miał prawdopodobnie najwyższy budżet w całej II lidze w minionym sezonie. Do tego duże wrażenie robi stadion, mogący pomieścić ponad 14 tys. kibiców. Kosztował około 148 mln zł. Obiekt służy nie tylko lokalnej drużynie, swoje mecze rozgrywa tam Wieczysta Kraków, do tego w europejskich pucharach gra tam Raków Częstochowa. Klub ma wszystko, żeby coś znaczyć w polskiej piłce, popełniono jednak niezliczoną liczbę błędów, która doprowadziła do upadku.
Zobacz też: Neymar z kontuzją przed mundialem. Jest jednoznaczna decyzja Ancelottiego
Stery w klubie od 2014 roku sprawuje prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński. Samorządowiec jest mocno zaangażowany w działanie klubu, nie ukrywa, że jest kibicem zespołu, ale miłość niekoniecznie przekłada się na jakość w zarządzaniu. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że bez miasta Zagłębie miałoby jeszcze trudniej.
- Planujemy budżet w wysokości 12 mln - powiedział Przeglądowi Sportowemu Onet prezes Marcin Jaroszewski.
Takie pieniądze pozwalają na sprowadzanie zawodników mocno ponad stan II ligi. W minionym sezonie w klubie grali Jiewgienij Szykawka, Mateusz Matras, Adrian Gryszkiewicz, Andrzej Niewulis czy Dawid Szot. Zawodnicy mogą liczyć na bardzo wysokie kontrakty, wynoszące co najmniej kilkadziesiąt tys. zł. Prezydent Sosnowca wskazał Przeglądowi Sportowemu Onet dlaczego mimo tak doskonałych warunków, sytuacja klubu stała się tak fatalna.
- Osobiście widzę tutaj kilka aspektów. Być może zbyt szybko reagowano na pewne sytuacje, mówiąc kolokwialnie, nie trzymano presji, w kilku przypadkach zabrakło zdroworozsądkowego podejścia. W pewnym momencie było zbyt mało DNA zagłębiowsko-sosnowieckiego w klubie, co teraz diametralnie się zmienia. Niewykluczone, że na działalność klubu wpłynęły także plany jego sprzedaży. Są też zapewne inne problemy, ale to zadanie dla prezesa Marcina Jaroszewskiego, by je zdiagnozował, dobrał współpracowników, a następnie rozwiązał - stwierdził prezydent Arkadiusz Chęciński.
Prezes Jaroszewski powrócił do klubu po pięciu latach, podczas jego ostatniej kadencji Zagłębie grało w Ekstraklasie. Utytułowany klub radził sobie wówczas dużo lepiej niż teraz, mimo, że miał poważne problemy finansowe. Po wielu zawirowaniach Jaroszewski odszedł po rozmowie z prezydentem Chęcińskim.
- Rozstaliśmy się w nerwowej atmosferze w 2021 r. Było to wynikiem 40-, 50-sekundowej wymiany zdań. Wszystko działo się w dużych emocjach. Dlaczego tak się stało, tego do dzisiaj nie wie ani on, ani ja. W przerwie meczu z GKS Katowice zadzwonił do mnie w euforii, bo prowadziliśmy 2:0. Powiedziałem mu, że jak do 70. minuty nie stracimy bramki, to wygramy, ale jak nam strzelą, to potem nas rozjadą. Przegraliśmy 2:3. 45 minut później prezydent zadzwonił załamany i powiedział, że ma tego wszystkiego dość i zastanawia się nad zmianą prezesa. Odpowiedziałem, że w 2019 roku zrezygnowałem i cały czas mówię, żeby szukał prezesa. Powiedziałem prezydentowi: "jak się pan zastanawia, to się proszę nie zastanawiać. We wtorek zrezygnuję". Cisza zapadła i... zrezygnowałem - wspomina Jaroszewski.
W minionym, katastrofalnym sezonie Zagłębie próbowało uratować aż czterech trenerów. Jako ostatni o pozostanie w II lidze walczył Tomasz Łuczywek. Jak się okazało zupełnie nieskutecznie. Klubu nie jest też łatwo sprzedać. W 2025 roku zainteresowani kupnem byli Marek Koźmiński i Grzegorz Książek, ale nie osiągnięto porozumienia.
Klub ma być gotowy na grę w III lidze, ale nie da się ukryć, że Zagłębie czekają ograniczenia finansowe. Droga powrotna do Ekstraklasy może trwać dłużej niż siedem lat.