Jeśli mielibyśmy wybierać drużynę, której awans na mundial możemy określić mianem gigantycznej sensacji, z pewnością na jednym z pierwszych miejsc powinniśmy umieścić Haitańczyków. Przecież to zespół, który żadnego z dziesięciu meczów eliminacji nie rozegrał na własnym stadionie.
Haiti nie rozegrało oficjalnego meczu w ojczyźnie od pięciu lat. Ostatni raz na prawdziwie swoim stadionie haitańscy piłkarze podjęli Kanadę w czerwcu 2021 roku, w eliminacjach do mistrzostw świata w Katarze. Rywale przyjechali do Port-au-Prince z duszą na ramieniu. Cztery miesiące wcześniej grupa uzbrojonych mężczyzn na motorach zatrzymała autokar reprezentacji Belize, gdy ta zmierzała z lotniska do hotelu.
– Żaden człowiek nie chce przechodzić przez coś takiego, gdy ktoś mierzy do ciebie z karabinu maszynowego – powiedział potem kapitan drużyny Deon McCauley. – Masz tylko jedno życie i nie wiesz, czy ono właśnie nie dobiega kresu. To było szokujące.
Ostatecznie, po negocjacjach eskortujących piłkarzy policjantów z uzbrojoną grupą, zawodnicy mogli odjechać do hotelu. I nie opuszczali go aż do meczu, który przegrali 0:2.
Haitańczycy w samym środku horroru
Od 2024 roku rozgrywanie meczów w Port-au-Prince stało się niemożliwe nie tylko dlatego, że zakazała tego Międzynarodowa Federacji Piłki Nożnej. Miejscowy związek poinformował, że jedyny w kraju stadion spełniający normy – Stade Sylvio Cator – został częściowo zdewastowany. Według doniesień miejscowych mediów obiekt został przejęty przez jeden z gangów.
Bo gangi podzieliły między siebie stolicę Haiti. Państwo właściwie nie funkcjonuje. Jak piszą autorzy wydanego przed niespełna rokiem raportu Organizacji Narodów Zjednoczonych:
"Od 2021 roku i zamachu na prezydenta Jovenela Moïse przemoc dominuje w stolicy Port-au-Prince, która jest obecnie w 85 procentach kontrolowana przez gangi. (...) Ponad 1,3 miliona Haitańczyków zostało przesiedlonych z powodu ich przemocy. (...) Brak bezpieczeństwa żywnościowego wśród przesiedlonych jest powszechny, a Haiti jest jednym z pięciu krajów na świecie, które doświadczają warunków podobnych do klęski głodu. (...) Między październikiem 2024 roku a czerwcem 2025 w wyniku przemocy gangów zginęły 4864 osoby. Co najmniej setki osób zostało rannych, porwanych, zgwałconych i przemyconych przez granicę".
– W samym środku tego niekończącego się horroru znajdują się Haitańczycy, którzy są zdani na łaskę okrutnej przemocy gangów i narażeni na naruszenia praw człowieka ze strony sił bezpieczeństwa oraz nadużycia ze strony tzw. grup samoobrony – powiedział Volker Türk, wysoki komisarz Narodów Zjednoczonych ds. praw człowieka.
– Ludzie uciekają ze swoich domów. Poziom przemocy jest szalony – mówi cytowany przez ESPN Don Deedson Louicius, haitański piłkarz, który na co dzień gra w FC Dallas, w lidze MLS. On sam wychowywał się w Port-au-Prince, a jego rodzina wciąż tam mieszka.
Do meczu z Polską przystąpili na miękkich nogach. Bali się o życie
W eliminacjach mundialu 2026 Haiti mecze domowe musiało rozgrywać w Willemstad na wyspie Curacao. I mimo swojej bezdomności zawodnicy z byłej francuskiej kolonii na Santo Domingo pozostawili w pokonanym polu wyżej notowanych rywali z Hondurasu i Kostaryki. Wyspiarzom sprzyjało też trochę szczęście. W ostatniej kolejce samo pokonanie Nikaragui mogło nie wystarczyć. Gdyby Honduras wygrał w San José, to on cieszyłby się z awansu. Mecz w Kostaryce zakończył się jednak bezbramkowym remisem, który premiował Haiti.
Haitańczycy wracają na mundial po 52 latach. W 1974 roku w RFN grali w grupie z Włochami, Argentyną i Polską. Tamta drużyna była oczkiem w głowie dyktatora Jean-Claude'a Duvaliera. Nie szczędził na nią grosza, a zdaniem niektórych przyczynił się też do awansu na mundial. Finałowy turniej eliminacyjny, który był jednocześnie mistrzostwami strefy CONCACAF, odbył się wtedy w Port-au-Prince. Haitańczycy zostali mistrzami, a drugie miejsce zajęła drużyna Trynidadu i Tobago, której sędzia nie uznał czterech bramek w meczu z gospodarzami.
Haiti w RFN pokazało się z nie najgorszej strony, gdy przegrało 1:3 w pierwszym meczu z Włochami. Jednak po spotkaniu doszło do skandalu. Ernst Jean-Joseph, środkowy obrońca, wpadł na dopingu. Tłumaczył się, że lekarz kadry dał mu tabletki na astmę. Medyk zaprzeczył. Towarzyszący piłkarzom funkcjonariusze reżimu pobili zawodnika i wywieźli z miejsca zakwaterowania kadry. Zawodnicy byli przerażeni. Wiedzieli, że na Haiti ludzie, którzy podpadli władzom, znikają bez śladu. Na mecz z Polską wyszli na miękkich nogach. Przegrali 0:7. Wtedy Duvalier osobiście kazał Jean-Josephowi zadzwonić do kolegów z drużyny i poinformować ich, że jest na Haiti cały i zdrowy. Na pożegnanie mistrzostw drużyna przegrała z Argentyną 1:4.
Kibiców Haitańczykom w USA nie zabraknie
Teraz haitańscy piłkarze powrotu na wyspę nie muszą się obawiać, choć w grupie ze Szkocją, z Brazylią i Marokiem trudno będzie im liczyć na lepsze wyniki niż pół wieku temu. Obecnie jednak z 26-osobowej kadry tylko jeden gracz występuje w zespole z Haiti. To Woodensky Pierre, który w reprezentacji zadebiutował dopiero w tym roku. Reszta zawodników gra w klubach w Europie, Azji i Ameryce Północnej.
Z całej kadry powołanej na mundial tylko dziesiątka zawodników urodziła się w ojczyźnie. Reszta to potomkowie imigrantów. Aż dwunastu urodziło się i wychowywało we Francji; dwóch w USA, a po jednym w Szwajcarii i Kanadzie.
Oprócz Pierre'a nowym nabytkiem w kadrze jest 25-letni Wilson Isidor, który grał regularnie w młodzieżowych kadrach Francji, a na co dzień występuje w Premier League w Sunderlandzie. Graczami, na których też warto zwrócić uwagę, są Jean-Ricner Bellegarde z Wolverhampton czy Danley Jean Jacques, podstawowy gracz Philadelphii Union z MLS.
I choć Haitańczycy mają bardzo utrudniony wjazd do Stanów Zjednoczonych, to kibiców tej drużyny nie zabraknie na trybunach stadionów w Foxborough, Philadelphii i Atlancie, gdzie zespół trenera Sébastiena Migné będzie rozgrywał mecze grupowe. W USA mieszka ponad milion ludzi o haitańskich korzeniach.
