Kewin Komar został pobity przez kiboli Wisły Kraków - tak brzmiała pierwsza wersja historii, o której blisko trzy lata temu słyszała cała Polska. Tylko że szybko zaczęły wychodzić nowe fakty. W kolejnej wersji to Komar miał doprowadzić do bójki z byłym partnerem swojej dziewczyny. Sąd I instancji ostatecznie stwierdził, że to były bramkarz Puszczy Niepołomice był winny, ale odstąpił od wymierzenia kary. Sąd wyższej instancji ten wynik unieważnił. "Sąd Okręgowy w Tarnowie podzielił argumentację apelacji obrony w szeroko opisywanej przez media sprawie wydarzeń na festynie strażackim w Wiśniczu Małym, uznając, że Kewin Komar niewątpliwie działał w warunkach obrony koniecznej, odpierając bezpośredni, bezprawny zamach napastników. Wyrok jest prawomocny" - informowała kancelaria adwokacka, z której usług korzystał bramkarz.
Golkiper w sierpniu 2025 roku został bramkarzem AEK-u Larnaka, z którym podpisał umowę do 2027 roku. Cypryjskich boisk nie podbił. Najpierw długo leczył kontuzję, ale pod koniec sezonu zaczął pojawiać się na ławce rezerwowych. Tylko że przez cały sezon nie udało mu się nawet zadebiutować. Portal kerkida.net poinformował, że "polski bramkarz opuści klub, choć latem zeszłego roku podpisał dwuletni kontrakt, bo nie udało mu się spełnić oczekiwań".
Problem Komara polega też na tym, że wkrótce będzie miał 23 lata. A to oznacza, że nie mógłby zostać zgłoszony do rozgrywek ligi cypryjskiej na liście B i szkoleniowiec AEK-u musiałby znaleźć dla niego miejsce na liście A.
Teraz AEK Larnaka będzie próbował rozwiązać z nim kontrakt, ewentualnie zostanie on sprzedany lub wypożyczony.
Co w takim wypadku czeka Komara? Najpewniej powrót do Polski. Tylko że golkiper w Ekstraklasie nie przekonywał, a zapewne nawet większość pierwszoligowych klubów chciałaby postawić na pewniejsze nazwisko.