Gdy 24 lutego 2022 roku rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę, świat zamarł. Jasne było, że na kraj agresora należy nałożyć olbrzymie sankcje w niemal każdym aspekcie życia publicznego. Wyjątkiem nie był sport - Rosjanie (i wspierający ich Białorusini) zostali wykluczeni z rywalizacji na arenie międzynarodowej w wielu dyscyplinach, a w niektórych występują bez możliwości używania symboli narodowych, jak flaga czy hymn. Prekursorem była FIFA, która wykluczyła Rosję z baraży o mundial w Katarze. UEFA z kolei zakazała klubom z Rosji gry w europejskich pucharach.
Dziś, choć wojna wciąż trwa i nie wygląda na to, by prędko dobiegła końca, coraz częściej mówi się o powrocie Rosjan do gry. - Ten zakaz niczego nie osiągnął, stworzył jedynie więcej frustracji i nienawiści - mówił w lutym tego roku prezydent FIFA Gianni Infantino. A to wszystko w obliczu ciągłych bombardowań na terenie Ukrainy.
Coraz więcej państw jednak się ugina przed Rosjanami. Wydawałoby się, że tymi, którzy się nie ugną, są Ukraińcy. I faktycznie - większość z nich nie zamierza reprezentantom tego kraju podać choćby ręki. Ale są i zdrajcy. Za takiego uważany jest Anatolij Tymoszczuk, który w latach 2000-2016 aż 144-krotnie zakładał koszulkę ukraińskiej kadry. Dziś jest jednak dla naszych wschodnich sąsiadów persona non grata.
Były piłkarz Bayernu Monachium od 2017 roku pełni funkcję asystenta trenera w Zenicie Sankt-Petersburg. Jak można się domyślić, z pracy nie zrezygnował. Ponadto wielokrotnie wypowiadał się w prorosyjski sposób, co zostało ukarane m.in. przez Ukraiński Związek Piłki Nożnej. 47-latek został pozbawiony licencji trenerskiej oraz wszystkich nagród i tytułów, które wywalczył na ukraińskich boiskach. Rok później z kolei zakazano mu wstępu na terytorium Ukrainy.
Tymoszczuk nic sobie z tego jednak nie robi. Dziś jest poszukiwany przez ukraińską prokuraturę, gdyż we wrześniu ubiegłego roku przekazał na licytację koszulkę ze swoim podpisem, a dochód ze sprzedaży miał trafić na konto rosyjskich sił zbrojnych. Sam zaś wypowiada się przychylnie na temat ewentualnego powrotu klubów z Rosji do rywalizacji międzynarodowej.
- Niestety, obecnie nie gramy w europejskich pucharach. Czekamy na nie, by móc czerpać przyjemność z gry i pokazać nasz poziom. Żyjemy dla gry, dla zabawy, dla emocji. Dziś w szczególności jesteśmy przepełnieni tymi emocjami. Czekamy, by kontynuować wykonywanie zadań należących do naszych drużyn. Staramy się dopasować poziom piłkarski, jakość zespołu i gry przez nas prezentowanej - powiedział w rozmowie z portalem metaratings.ru.
Portal oboz.ua przypomniał również, iż Anatolij Tymoszczuk od rozpoczęcia wojny tylko raz wypowiedział się publicznie na ten temat, pisząc "potrzebujemy pokoju". Z tym że nigdy nie wymienił nazwy kraju agresora ani nie sprzeciwił się działaniom putinowskich wojsk.
Zobacz też: Oto co myślą o Lewandowskim. "Może dlatego, że nie jest Niemcem?"