W sobotę (16 maja) Robert Lewandowski oficjalnie ogłosił w mediach społecznościowych, że odchodzi z FC Barcelony. Podkreślił, że po czterech latach spędzonych w klubie uznaje swoją misję za zakończoną. Trzykrotnie wygrał z "Dumą Katalonii" mistrzostwo Hiszpanii. Do tego dołożył Puchar Króla oraz trzy Superpuchary Hiszpanii. Może żałować jedynie braku zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Najdalej z Barceloną dotarł w tych rozgrywkach w sezonie 2024/25, kiedy Blaugrana przegrała w półfinale z Interem Mediolan.
Niedziela (17 maja) była natomiast dniem pożegnania Lewandowskiego z Camp Nou. Polak wyszedł na boisko jako kapitan Barcelony. Najważniejsze osoby w drużynie już rano zdecydowały o tym, by przekazać opaskę doświadczonemu napastnikowi.
W starciu z Betisem gola co prawda Lewandowski nie strzelił, ale najważniejsze było to, w jaki sposób został pożegnany przez kibiców. Ci bardzo często skandowali jego nazwisko, na stojąco oklaskiwali go, gdy schodził z boiska. Później "Lewy" otrzymał symboliczną nagrodę od prezydenta klubu Joana Laporty, a po ostatnim gwizdku przemawiał na środku placu gry, dziękując wszystkim za wspólnie spędzony czas.
Wszystko z perspektywy trybun śledził były prezydent Polski Aleksander Kwaśniewski. W rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia ZET przyznał, że wzruszenie było ogromne.
- Zakręciła się łza w oku, bo to piękne wydarzenie, wspaniała kariera. Człowiek, który osiągnął w piłce wyżyny, jakich inny polski piłkarz nie widział - podkreślił Kwaśniewski.
Rymanowski później zapytał Kwaśniewskiego o to, czy Lewandowski, będąc na sportowej emeryturze, mógłby zostać politykiem.
- Dlaczego chce pan go tak krzywdzić po tak wspaniałej karierze? - odpowiedział Kwaśniewski w sposób żartobliwy.
Wielu było sportowców, którzy po zakończeniu kariery zostali politykami. Trudno jednak spodziewać się tego, by taki sam kierunek obrał Lewandowski. Teraz przed kapitanem reprezentacji Polski wybór nowego klubu.