Sport.pl+

Tak Messi zrujnował obraz grzecznego chłopca. "Co się gapisz, głupku"

Dariusz Wołowski
Leo Messi i Robert Lewandowski
fot. Adam Pretty - FIFA via Getty Images

Ponad dwie dekady zajęło Leo Messiemu przekonanie Argentyńczyków, że choć opuścił kraj jako dzieciak, jego serce pozostało na zawsze argentyńskie. W USA, Kanadzie i Meksyku zagra na mundialu po raz szósty.

Podczas turnieju w Brazylii w 2014 r. doprowadzał nas do rozpaczy. Na swoim trzecim mundialu Leo Messi miał w końcu odzyskać dla Argentyny tytuł mistrza świata. Ojczyzna czekała na to już 28 lat, od czasu cudów Diego Armando Maradony w Meksyku w 1986 roku. W tym okresie mieszkańcy Argentyny kilka razy przeżyli traumę bankructwa, ogłaszanego przez kolejne rządy.

Przeciętny Messi

W 2014 roku Argentyna ogłosiła tzw. częściowe bankructwo. Akurat wtedy Messi z kolegami z reprezentacji bił się o tytuł w Brazylii. Mieli okazję osłodzić rodakom gorycz ekonomicznej katastrofy. Pamiętam tysiące ludzi na Sambodromie w Rio de Janeiro, gdzie burmistrz miasta pozwolił argentyńskim fanom koczować przed finałem z Niemcami na Maracanie. Wielu z nich przebyło 3 tysiące kilometrów samochodami. W Rio kupowali mąkę i smażyli z niej placki na obiad, śniadanie i kolację. Myli się i pili wodę ze szlauchów. Byle być z drużyną.

Zaraz wytłumaczę początek tekstu: dlaczego Messi doprowadzał nas do rozpaczy. Już wtedy otaczał go nimb geniuszu i niedostępności. Po każdym meczu Argentyny ja i wielu dziennikarzy z całego świata przebieraliśmy nogami pod strefą wywiadów, by jakiś znudzony wypowiedziami piłkarzy kolega po fachu z potężniejszych mediów oddał nam bilet do mixed zone (FIFA je reglamentowała). Dzięki temu można było posłuchać, co mówi Messi. To znaczy: można by było, gdyby nie mamrotał pod nosem. Dziennikarze tłoczyli się wokół niego, ale tylko nieliczni słyszeli, o czym mówi. W imieniu zespołu przemawiał wtedy Javier Mascherano, kolega Leo z Barcelony.

Introwertyk urodzony w Rosario od dziecka nie znosił publicznych wystąpień. W szkole miał koleżankę z podwórka Cintię Arellano, z którą razem się wychowali. Z nią nie bał się rozmawiać, a ona powtarzała jego słowa wychowawczyni. W ten sposób nauczyciele dowiadywali się czasem, czego chce ten skryty mikrus Lionel.

Jak zauważył kiedyś polski bramkarz Jerzy Dudek, nie trzeba krzyczeć, by być usłyszanym. Nawet w kipiącej testosteronem szatni piłkarskiej. Trzeba mieć jednak autorytet.

Messi go ma, jako geniusz piłki. Kolega z kadry Alexis Mac Allister opowiadał, że nie znosił swojego pseudonimu „Ginger" (Rudy). Leo zauważył, że Alexis jest markotny. "O co chodzi? Nie lubisz, jak tak do ciebie mówią?" – spytał pewnego razu. Gdy Mac Allister potwierdził, Messi odwrócił się do drużyny i powiedział po prostu: "Nie mówcie tak do niego". "Nikt więcej już mnie nie nazwał »Ginger«" – opowiadał po latach ze śmiechem Mac Allister w jednym z wywiadów.

Wrażenie robi także opowieść pomocnika Liverpoolu o pierwszym zetknięciu z Messim. „Byłem strasznie zdenerwowany, jestem bardzo nieśmiałym facetem... Przyjechaliśmy, a on jadł kolację. Podszedłem do stołu, żeby się przywitać. Trzęsły mi się ręce, pociłem się, ale to był wspaniały moment. Zdałem sobie sprawę, jaki on jest skromny" – relacjonował Mac Allister.

Zobacz wideo Kosecki o Lewandowskim: To jest prawdziwy Robert, zdjął maskę

Mundial w Brazylii nie był jednak turniejem Messiego. Nie tylko dlatego, że Argentyna przegrała dramatyczny finał z Niemcami po dogrywce 0:1. Leo wprawdzie dostał nagrodę dla MVP tamtych mistrzostw, nie był u szczytu formy. Grał przeciętnie, choć selekcjoner Alejandro Sabella po niemal każdym meczu powtarzał, że "z Messim wszystko jest możliwe". To jakaś argentyńska obsesja, by składać los drużyny na barki jednego zawodnika. Ale tak było w 1978 roku, gdy Argentynę do tytułu mistrzowskiego poprowadził Mario Kempes i osiem lat później z Maradoną w Meksyku.

W 2014 roku kibice Albicelestes, którzy przybyli z Buenos Aires do Rio de Janeiro, byli sfrustrowani. Ich zdaniem rozkapryszeni i zepsuci milionerzy – czyli piłkarze grający w europejskich klubach – nie docenili poświęcenia i wysiłku fanów. Ten argument pada zresztą zawsze, gdy Argentyna przegrywa, choć piłkarze z tego kraju słyną akurat z poświęcenia, determinacji i serca do walki.

Leo Messi był wręcz książkową ofiarą patologicznych roszczeń części argentyńskich fanów. Nazywali go ironicznie "Katalończykiem" lub "Pecho Frio" (chłodna pierś). Uważali, że miliony zarobione w Barcelonie sprawiają, że nie chce poświęcać się dla kadry. Dla nich był emigrantem, który opuścił rodzinny dom w Rosario, by zapomnieć o swoich korzeniach. Było to oczywiście wierutną bzdurą. Leo z ojcem wyjechali do Barcelony we wrześniu 2000 roku w poszukiwaniu środków na kurację hormonem wzrostu. Od 13. roku życia wychowywał się w barcelońskiej akademii La Masia, po podpisaniu pierwszej umowy z klubem na... serwetce. Ta serwetka jest dziś warta milion dolarów. W maju 2024 roku kupił ją za tę kwotę na aukcji w Wielkiej Brytanii anonimowy kolekcjoner.

Wszystko, co dotyczy Messiego, staje się cenne. Także chusteczka, którą wycierał łzy w 2021 roku, kiedy odchodził z Barcelony do Paris Saint-Germain. W pokoju Argentyńczyka, w którym mieszkał podczas mundialu w Katarze, urządzono jego muzeum. To już prawdziwy kult, dziś porównywany z kultem Maradony, zmarłym w 2020 roku.

Maradona, boski oszust

Kiedy w 1986 roku w ćwierćfinale mundialu w Meksyku przeciwko Anglii Maradona zdobył gola ręką, nikt z rodaków nie miał do niego cienia pretensji. Przeciwnie. „To była ręka Boga" – powiedział Diego, który dokonał na Anglikach symbolicznej zemsty za wojnę o Falklandy. Po latach opowiadał, że po zdobyciu bramki ręką czuł ekscytację jak mały latynoski chłopiec, który ukradł portfel butnemu Angolowi. Złodziejstwo? Oszustwo? Skąd. Akt sprawiedliwości dziejowej. Tak to widzieli Argentyńczycy. Genialny Diego parł po tytuł za wszelką cenę i spotykało go za to w ojczyźnie uwielbienie.

Tymczasem Messi – przeciwnie. Genialny z piłką przy nodze, ale klasyczny wychowanek katalońskiej szkoły, który po porażce grzecznie podaje rękę przeciwnikowi, uznając jego wyższość. To nie jest argentyński styl. Stąd te wszystkie stresy i konflikty.

Matka Lionela powiedziała zresztą kiedyś, że jej syn zdecydowanie więcej zawdzięcza Katalonii niż Argentynie. Messi kilka razy był namawiany, by grał dla Hiszpanii, ale stanowczo odrzucił propozycję. Dla niego istniała tylko jedna opcja – Argentyna. Dlatego kolejne porażki bolały jak rozdrapywanie niezagojonej rany. Leo opuścił ojczyznę, ale nosił ją w sobie. Ciążyły mu jednak porównania do Maradony. W Barcelonie zdobywał gole i trofea seriami, w drużynie narodowej ponosił klęskę za klęską.

27 czerwca 2016 roku, po przegranym w serii rzutów karnych finale Copa America z Chile, Messi wyszedł do dziennikarzy i ze łzami w oczach powiedział: "Dla mnie to już się skończyło".

Zmarnował wcześniej pierwszego karnego w serii "jedenastek". Sam uwierzył, że ciąży na nim klątwa i że to on przynosi pecha narodowej drużynie. To był jego czwarty przegrany finał z Argentyną. – Triumf z reprezentacją był moim największym marzeniem, ale niestety nie jest mi to dane – dodał. Jako lider i kapitan wziął porażkę na siebie i zrezygnował z gry w kadrze.

Wreszcie Argentyńczycy zrozumieli jego dramat. Lionel miał dekadę temu 29 lat, mógł jeszcze osiągnąć z zespołem bardzo wiele. Nastoletni wtedy Enzo Fernández, który sześć lat później w Katarze zabłysnął jako gwiazda światowej klasy, napisał list do swojego idola, w którym błagał, by jeszcze raz przemyślał swoją decyzję o opuszczeniu narodowej drużyny. Był to jeden z dziesiątków tysięcy listów ze wsparciem dla Messiego, który zmienił zdanie i zaczął z kadrą przygotowania do mundialu w Rosji. Tam miał przeżyć kolejne rozczarowanie, gdy Francja z Kylianem Mbappé wyrzuciła Argentynę w 1/8 finału.

To nie była zresztą ostatnia surowa lekcja dla kandydata na piłkarza wszech czasów. W 2019 roku Argentyna przegrała w półfinale Copa America z Brazylią 0:2. W Messim zaszła jednak przemiana. Introwertyk i milczek zarzucił publicznie gospodarzom imprezy i szefom konfederacji CONMEBOL spisek na korzyść Canarinhos. Obiecał zemstę.

Następny turniej o mistrzostwo Ameryki Południowej miał się odbyć w Argentynie i Kolumbii, ale Kolumbia się wycofała z powodu kryzysu politycznego, a Argentyna – ze względu na pandemię. Dwa lata później Copa America wróciła do Brazylii. Tym razem wygrali ją Argentyńczycy po historycznym zwycięstwie z gospodarzami na Maracanie 1:0. Gola zdobył Ángel di Maria.

Wtedy wszystko się odmieniło. Mitem założycielskim drużyny trenera Lionela Scaloniego była niewinna gra w karty. Stało się to na zgrupowaniu w Madrycie w 2019 roku przed meczami towarzyskimi z Wenezuelą i Marokiem. 31-letni Messi mieszkał w pokoju sam, 24-letni Rodrigo de Paul dzielił pokój z Leandro Paredesem. De Paul jest śmiałym chłopakiem, co Leo zawsze bardzo się podobało. Chwycił talię kart, swoją tykwę z mate i zapukał do drzwi sypialni Messiego. „Leo, zagramy w truco i napijemy się mate?" – zapytał pomocnik, który wówczas występował we włoskim Udinese. „Jasne" – odparł numer 10. Tak się zaczęło. Truco to bardzo popularna w Ameryce Łacińskiej (szczególnie w Argentynie, Urugwaju i Brazylii) strategiczna gra karciana, oparta na blefie i oszukiwaniu przeciwników.

Czy to właśnie truco miało aż tak duży wpływ na chemię w szatni drużyny Lionela Scaloniego? Defensywny pomocnik De Paul został na boisku „ochroniarzem" Messiego. Razem mieli dokonać rzeczy naprawdę wielkich. Zaczęli od Copa America w 2021 roku, co było pierwszym trofeum Lionela wywalczonym z drużyną narodową. W wieku 34 lat!

Caudillo Argentyny

Wydawało się, że mundial w Katarze będzie jego pożegnaniem z wielką piłką. Futbol miał spłacić dług wobec 35-latka. Leo rzucił na szalę wszystko, ale Argentyna zaczęła mundial od sensacyjnej porażki z Arabią Saudyjską. Wygrała jednak grupę po zwycięstwach nad Meksykiem i Polską. "To pokazuje charakter tej drużyny" – mówił Messi.

W ćwierćfinale z Holandią Lionel zachował się jak prawdziwy caudillo, wywołując spektakularną awanturę przy ławce rezerwowych Holendrów. Słowo to rozpowszechniło się w Ameryce Łacińskiej, gdy wyzwalała się spod hiszpańskiej dominacji. Po władzę sięgali wtedy przywódcy ruchów wyzwoleńczych, którzy nie stronili od demagogii i rządów twardej ręki. Caudillo może być liderem, wodzem, a może zbójem lub hersztem. Nieważne, byle osiągał swoje cele.

Taki był Messi w Katarze. Po awansie do półfinału wymyślał od głupców pokonanym rywalom. Kpiny z załamanych porażką po rzutach karnych piłkarzy Holandii – to jest coś, na co Messi nigdy wcześniej by sobie nie pozwolił. Kłótnia z Louisem van Gaalem, którego jeszcze przed meczem nazywał wielkim trenerem, pokazuje skalę przemiany, która dokonała się w Messim. Jego słowa: "Co się gapisz, głupku, spadaj", skierowane do Wouta Weghorsta, wykorzystał w reklamie jeden ze sponsorów kadry Argentyny.

W Katarze Leo wreszcie był caudillo. Przestał być grzeczny, cichy, zrzucił maskę poprawności politycznej. A przecież zawsze twierdził, że chce być zapamiętany z boiska przede wszystkim jako porządny, skromny facet. W grupowym meczu z Polską arogancko zachował się wobec Roberta Lewandowskiego. Polak przepraszał go za niewinny faul, Leo nawet na niego nie spojrzał. Minę miał pełną poczucia wyższości. Był obrażony na Polaka, gdy jak prasa w Argentynie źle przetłumaczyła wypowiedź Lewandowskiego. "Mam nadzieję, że Messi mówi to szczerze" – powiedział Lewandowski, gdy w 2021 roku na gali "France Football" Argentyńczyk stwierdził, że rok wcześniej Polak zasłużył na Złotą Piłkę. Argentyńskie media przedstawiły sprawę tak, jakby Lewandowski wątpił w szczerość Messiego.

W Katarze Leo pobił kilka rekordów. Z Francją w finale zagrał 26. mecz w finałach mistrzostw świata, poprawił osiągnięcie Niemca Lothara Matthäusa. Jest też najlepszym strzelcem Argentyny na mundialach – ma 13 goli, Gabriel Batistuta strzelił 10, Maradona – 8.

Nie biega dużo. Miewa momenty, kiedy spaceruje po boisku, wydaje się, że z niego znika. Ale gdy się pojawia, to po to, by rozstrzygać losy meczów.

"Czy Messi jest największym graczem w historii?" – zastanawiał się Scaloni. "Pewnie ludzie w innych krajach uznają, że my, Argentyńczycy, wszystko wyolbrzymiamy. Ale moim zdaniem nim jest, bez cienia wątpliwości. To jest największy skarb futbolu. Cieszmy się nim, póki gra, bo przecież kiedyś skończy" – dodawał argentyński selekcjoner.

W finale z Francją (3:3) Messi zdobył dwa gole, przy trzecim miał duży udział, a w decydującej serii rzutów karnych wykorzystał pierwszą "jedenastkę". Mbappé odpowiedział hat trickiem, ale tym razem na Argentynę to było za mało. Messi miał swój upragniony tytuł i został piłkarzem spełnionym. Nikomu wówczas przez myśl nie przeszło, że dotrwa do następnych mistrzostw i zagra na mundialu po raz szósty.

Jak do tego doszło? Finał w Katarze uznano za najlepszy w historii mundiali. Po zwycięstwie szaleństwo w Argentynie sięgnęło zenitu. Cztery miliony ludzi wyległy na ulice Buenos Aires, by przywitać mistrzów. Mieszkańcy kraju jeszcze raz zapomnieli o biedzie, hiperinflacji, zbiorowym lęku o byt. Messi wreszcie dorównał Maradonie, był wielbiony jak bohater i postanowił zagrać jeszcze kilka meczów w drużynie narodowej, by się nacieszyć życiowym sukcesem. W 2023 roku wyjechał z PSG do Interu Miami w amerykańskiej MLS. Scaloni wciąż go jednak potrzebował – i tak minął czas do kolejnych mistrzostw. Po drodze Argentyna wygrała Copa America w 2024 roku. W drugiej linii za plecami Messiego grali Enzo Fernández, Rodrigo de Paul i Alexis Mac Allister. Nawet po tym sukcesie Lionel zastrzegał, że nie wie, czy dotrwa w kadrze do turnieju w USA, Kanadzie i Meksyku. Dotrwał.

Ma osiem Złotych Piłek i w końcu uwielbienie rodaków. Takie jakie miał Maradona. Od trzech lat jest największą gwiazdą MLS. Od czasów Pelégo nie było w Ameryce takiej ikony piłki nożnej. Mundial na amerykańskiej ziemi może być kolejnym popisem 39-letniego caudillo Argentyny. Teraz nie ma już tej największej presji. Osiągnął już wszystko.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...