Od 2008 roku Polski Związek Piłki Nożnej i jego odpowiednik w Japonii ściśle współpracują przy wymianach sędziowskich. W tym roku do naszego kraju przyjechał Koki Nagamine. Na wyjazd Do Kraju Kwitnącej Wiśni zostali wytypowani Damian Kos, Adam Karasewicz oraz Paweł Sokolnicki. Ten ostatni zrezygnował z podróży do Azji, więc zastąpił go Arkadiusz Kamil Wójcik. Nie obyło się jednak bez komplikacji.
Przy pierwszych dwóch meczach Polakom pomagali japońscy arbitrzy, ponieważ spośród naszej delegacji do Japonii na czas nie dotarł Wójcik. Wówczas Rafał Rostkowski na łamach TVP Sport informował, że PZPN nie chciał odpowiadać na jego pytania, a arbiter nie podał szczegółów, co stoi za tym, że nie wyruszył do Japonii o czasie.
- Lepiej, żebym nie wypowiadał się na ten temat. W tej chwili mam zarezerwowany bilet lotniczy na środę 13 maja. Mam nadzieję, że polecę i kolejne trzy mecze będziemy sędziować w pełnym składzie - mówił niedawno w rozmowie z TVP Sport.
Ostatecznie Wójcik rzeczywiście dotarł do Japonii na trzecie spotkanie. Teraz zdradził nieco więcej na temat wcześniejszej nieobecności w Azji.
- Byłem gotowy polecieć wcześniej, ale przewodniczący Kolegium Sędziów Marcin Szulc poinformował mnie, że PZPN nie stać na kupno nowego biletu lotniczego - powiedział w TVP Sport, zaskakując Rostkowskiego.
- Koniec końców jestem w Japonii i to chyba w ostatnim możliwym momencie, ponieważ bilety na mój lot były limitowane i mogłem lecieć tylko w określone dni i jedną linią lotniczą, a PZPN nie stać na kupno nowego biletu dla mnie. Tak usłyszałem w PZPN - dodał po chwili.
W niedzielę Damian Kos, Arkadiusz Kamil Wójcik i Adam Karasewicz sędziowali mecz V-Varen Nagasaki - Vissel Kobe (2:2, w rzutach karnych 3:2).
Wójcik jak na razie jest zachwycony atmosferą na japońskich boiskach. Podkreśla, że arbitrzy spotykają się tam z ogromną życzliwością ze strony kibiców. Podobnie zresztą zachowują się piłkarze, a to zdecydowanie ułatwia sędziom pracę.