Karabach Agdam zdobył mistrzostwo Azerbejdżanu w 11 z poprzednich 12 sezonów, a i w tym drużyna prowadzona przez Gurbana Gurbanowa była murowanym faworytem do tytułu. Za znakomite występy w Lidze Mistrzów zapłacono jednak na krajowym podwórku. Mistrz został zdetronizowany, bo tym razem zatriumfowało Sabah Baku.
Kluczową postacią dla Sabah okazał się Tymoteusz Puchacz. We wrześniu ubiegłego roku został wypożyczony z Holstein Kiel i z miejsca stał się podstawowym zawodnikiem drużyny. Jest też amuletem, gdyż Sabah od jego przyjścia rozpoczęło serię 28 meczów bez porażki. Zakończyła się ona dopiero w maju - gdy tytuł mistrzowski został już zdobyty, a sam Puchacz dostał wolne.
Co więcej, Puchacz ma szansę na dublet. W finale krajowego pucharu Sabah zmierzy się z Zirą, dwukrotnie pokonaną w lidze. - Jak będzie ten dublet to myślę, że pojawi się też większe świętowanie, bo na razie wszystko było stłumione. Sezon ligowy się dla nas już skończył, ale pucharowy nadal trwa - powiedział 15-krotny reprezentant Polski w rozmowie dla Weszło.
Zobacz też: Hiszpan zapewnił sobie w Polsce nieśmiertelność. "Legenda"
Niedługo wygasa umowa wypożyczenia. Co czeka Puchacza w najbliższych miesiącach? - Wiedziałem, że Sabah ma opcję wykupu, ale musiałem dogadać się z nimi na pieniądze. To nie tak, że kontrakt był już dogadany i wystarczyło aktywować temat. Musieli mi przedstawić warunki. Karty były po mojej stronie. (...) Sabah mnie wykupi. Dogadaliśmy się już też na kontrakt indywidualny, więc to się wydarzy - potwierdza.
27-latek podkreśla, że bardzo chciał zostać w Baku. - W Azerbejdżanie zaproponowali mi fajny kontrakt. Trzyletni i z dobrymi pieniędzmi. A w Kilonii, po pierwsze nie znałem tam nikogo, a już się parę razy sparzyłem na Niemcach, nie jestem wielkim fanem tego narodu. Tam też po spadku do 2. Bundesligi nie miałem dobrych pieniędzy - tłumaczy.
Puchacz wspomina, że nie czuł się w Holstein chciany. - W tej Kilonii to były jaja. Miałem konflikt z kapitanem. Były pretensje o jakieś wślizgi na treningu, trzymali mnie, żebym go nie pobił. Generalnie nie rozumiałem wielu rzeczy. Zapłacili za mnie dwa miliony euro, miałem chyba najwyższą pensję w całej drużynie (...) Nie wiem, o co tam chodziło, dziwni są ci Niemcy. Mówili, że dadzą mi pięć-dziesięć meczów na wdrożenie, a potem zostałem zdjęty w przerwie i trafiłem na ławkę. To jak to inaczej nazwać?
Obrońca liczy nie tylko na powrót do reprezentacji, ale też na ugruntowanie swojej pozycji - chciałbym zbudować swoje nazwisko na tyle, że nie będzie się podawało moich powołań w wątpliwość. To mój cel - stwierdził. Najbliższą okazją na powołanie dla Tymoteusza Puchacza jest czerwcowe zgrupowanie, na którym kadra zagra z Ukrainą i Nigerią.