W 2022 roku Wisła Kraków spadła z PKO Ekstraklasy. Chyba nikt wtedy nie spodziewał się tego, że jeden z najbardziej utytułowanych polskich klubów spędzi na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej aż cztery sezony. W tym czasie co prawda "Biała Gwiazda" sięgnęła po puchar kraju, ale nie mogła wrócić do Ekstraklasy.
W tym sezonie Wisła już na samym początku zbudowała sobie kilkupunktową przewagę nad rywalami. Być może właśnie to pierwsza część rozgrywek była kluczowa w rywalizacji o awans. Ten Wisła przypieczętowała w piątek (8 maja), kiedy pokonała na własnym stadionie Chrobrego Głogów 2:0.
W 32 meczach Betclic I Ligi Wiślacy zgromadzili 65 punktów i najpewniej nie dadzą sobie wyrwać pierwszego miejsca w tabeli.
Wzruszenia po awansie nie ukrywał Jarosław Królewski, właściciel klubu. Działaczowi łamał się głos, kiedy przemawiał na stadionie. W rozmowie z "Przeglądem Sportowym Onet" wypowiedział się na temat przyszłości. Od razu wskazał cel Wisły w roli beniaminka Ekstraklasy.
- Chcielibyśmy być pełnoprawnym członkiem Ekstraklasy, czyli grać nie o utrzymanie, lecz starać się na początek o pozycję w środku tabeli. Chcemy się po prostu zadomowić w Ekstraklasie. Z tego względu musimy zrobić kilka bardzo mocnych transferów. Będziemy dobrze do tego przygotowani. Prowadzimy już nawet rozmowy z nowymi zawodnikami. Jeśli chodzi o liczbę transferów, to być może będzie ich sześć, być może trochę więcej. Zależy nam bardziej na jakości niż na liczbie - powiedział Królewski.
W ostatnich tygodniach sporo mówi się o tym, że spore pieniądze do Wisły może wnieść Wojciech Kwiecień, który aktualnie jest właścicielem Wieczystej. Królewski nie potwierdza tego faktu, ale dał do zrozumienia, że budżet "Białej Gwiazdy" będzie zdecydowanie wyższy niż obecnie.