O tym, że ceny na mecze mistrzostw świata wystrzeliły w kosmos wiemy od dawna. Uwagę na szokujące ceny w oficjalnej dystrybucji zwracał już użytkownik Twittera BuckarooBanzai. Ale nawet ci, którzy trafili na "normalne" ceny, musieli pogodzić się z płaceniem kwot kilka razy wyższych niż na mundialu w Katarze.
Coraz częściej nawet ci, którzy nie mieliby większych problemów z pojechaniem na mistrzostwa świata, dochodzą do wniosku, że FIFA po prostu przesadziła. Jedną z takich osób jest Uli Hoeness. Wieloletni piłkarz Bayernu Monachium, a następnie działacz tej drużyny w rozmowie z DAZN przyznał, że początkowo planował jechać na mundial, ale zrezygnował.
- Przyjaciel udostępniłby mi nawet dom, ale i tak w to nie wchodzę. Krew mnie zalewa i dostaję na to alergii - powiedział, cytowany przez WP Sportowe Fakty.
- Nie jestem wrogiem komercyjnego podejścia, ale nie za takim rozpasaniem. Bilet na finał za dwa i pół tysiąca dolarów? To już nie jest do przyjęcia. Rozsądnie myślący niemiecki kibic z reguły na to nie pojedzie - dodał, komentując wysokie ceny.
Na wysokie koszty pobytu na mundialu składają się nie tylko ceny zakwaterowania, biletów na mecze i biletów lotniczych. Problemy kibicom może sprawiać też brak odpowiednio rozwiniętej komunikacji miejskiej i znaczące podwyżki cen na już istniejących połączeniach.
Mistrzostwa świata rozpoczną się 11 czerwca meczem Meksyk - RPA. Na mundialu w USA, Meksyku i Kanadzie zabraknie reprezentacji Polski, która odpadła w barażach ze Szwecją (2:3).