Marcin Mięciel zdobył z Legią Warszawa mistrzostwo Polski w sezonie 1994/95. Dwukrotnie sięgnął po Puchar Polski (1995, 1997) oraz superpuchar kraju (1995, 1998). Biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki, strzelił dla Legii 69 goli. To właśnie w barwach tego klubu miał najlepszy okres w karierze, ale występował także m.in. w ŁKS-ie Łódź, Lechii Gdańsk, czy też w Niemczech i Grecji.
Mięciel w latach 90. przykuwał uwagę swoim ubiorem, ale nie tylko. - Jak widziałem jakieś rzeczy z zachodu, to chciałem spróbować. Opaski, kolczyk w uchu. To byłem ja w latach 90. Jeździłem sportowym samochodem Honda CRX - powiedział w rozmowie z "Przeglądem Sportowym Onet".
Sam podkreśla, że gdyby przełożyć to, co działo się w szczytowym momencie jego kariery na obecny okres, to mógłby się nazywać influencerem.
Mięciel w trakcie kariery rozegrał pięć meczów w reprezentacji Polski, w których strzelił jednego gola. Różne okoliczności sprawiły, że tych spotkań nie było więcej. Potencjału natomiast nie brakowało. Przez niektórych piłkarz urodzony w Gdyni był nazywany "królem przewrotek". Właściwie w każdej lidze strzelał gole w taki sposób.
Obecnie Mięciel prowadzi w Warszawie Szkołę Techniki Futbolu "Champion", gdzie jest trenerem dzieci. Jak podkreśla, najważniejszy jest charakter, który decyduje o tym, kto rzeczywiście zrobi karierę, a kto nie.
- My nie mieliśmy takich pięknych trawników nawet w Ekstraklasie, a dziś rodzic potrafi zapytać, czemu liście leżą na trawie, dlaczego ścinki traw nie są zebrane i tak dalej. Dzieci mają nowy sprzęt, nowe piłki, wszystko. I to dobrze, bo tak powinno być, ale są też skutki uboczne, bo dzieci nie mają takiego samozaparcia - podkreślił.
Mięciel przyznał, że być możemy któryś z jego wychowanków w przyszłości zagra w reprezentacji Polski. - Dziś już mamy coraz więcej zawodników w piłce profesjonalnej, nawet w Ekstraklasie, w Motorze mamy Franka Lewandowskiego. Wysyłamy zawodników na testy do dużych klubów, sami ich promujemy, staramy się ich pokazać. Mamy dobrą markę, więc sporo osób tu przyjeżdża, ogląda nasze mecze.
Czytaj także: Prawdziwy koszmar. Wynik na drugim planie po fatalnej kontuzji
Były piłkarz zwrócił też uwagę na ważną sprawę. Są rzeczy, które sprawiają, że dzieci mają łatwiej niż np. 30 lat temu, ale są także kwestie niebezpieczne dla rozwoju piłki. Przykładem jest fakt, że na Ursynowie mieszka 250 tysięcy osób, a nie ma ani jednego boiska, na którym można rozegrać mecz. To realny problem, który trzeba rozwiązać.