Nie do wiary, co się stało po golu Messiego. Ten mecz przejdzie do historii

Takie rzeczy w futbolu rzadko się zdarzają, a w historii MLS to dopiero trzeci przypadek! Leo Messi chciał zostać bohaterem i choć strzelił gola, podwyższając prowadzenie Interu Miami na 3:0, to nie mógł cieszyć się z wygranej. Orlando City finiszowało kapitalnie i zwyciężyło 4:3!
Leo Messi
Screen z https://x.com/MLS/status/2050727359699882285

Leo Messi w poprzednim sezonie zrealizował cel, z którym przybył do Interu Miami - wywalczył mistrzostwo MLS. Argentyńczyk strzelił aż 29 goli w 28 meczach i pozostał w drużynie na kolejny sezon. W lutym rozpoczął obronę tytułu, do sobotniej nocy udało mu się zdobyć siedem bramek. W spotkaniu z Orlando City mógł wraz z zespołem zrobić kolejny krok i zwyciężyć, co byłoby wyjątkowe dla 38-latka - był to jego jubileuszowy, 100. występ w barwach ekipy z Florydy. I po 33 minutach kibice nie widzieli innej opcji niż triumf Interu. A jednak. Futbol po raz kolejny pokazał, że nie można być niczego pewnym.

Zobacz wideo Kosecki szczerze o swojej karierze: Po każdej kontuzji wracałem gorszy...

Absolutny rollercoaster w meczu Interu! Leo Messi i spółka na deskach. A zaczęli tak dobrze

To właśnie po nieco ponad pół godzinie gry prowadzenie Interu na 3:0 podwyższył Messi, który wcześniej zaliczył też asystę. Otrzymał piłkę tuż przed polem karnym, wykonał jeszcze zwód, myląc rywali, ułożył sobie piłkę na lewej nodze i oddał piekielnie mocny strzał. Okazał się on nie do obrony. - Cudowne umiejętności... Wooow! Cudowny gol! Leo Messi, niesamowite! - krzyczeli rozemocjonowani komentatorzy.

Interowi wychodziło praktycznie wszystko, a Orlando City było całkowicie bezbronne. Wydawało się, że ekipa z Miami ma zwycięstwo w kieszeni, ale wtedy zaczęły się dziać niesamowite rzeczy, kolejne minuty przyniosły całkowity zwrot. - Po prostu się rozpadliśmy. To nie może się powtórzyć - mówił załamany Ian Fray, obrońca Interu, mając na myśli 39., 68. i 79. minutę - to wtedy bramkarz z Miami musiał wyjmować piłkę z siatki. Jego koszmarem okazał się Martin Ojeda, który strzelił każdego z tych goli. Ale to nie on zadał ostateczny cios.

Gdy wydawało się, że drużyny podzielą się punktami, genialnym zagraniem popisał się Tyrese Spicer. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry wpakował piłkę do siatki, dając zwycięstwo Orlando City. "To był dopiero trzeci raz w historii MLS, kiedy drużyna zniwelowała trzybramkową stratę i wygrała. Wcześniej dokonali tego Seattle Sounders, którzy zmobilizowali się w meczu z DC United w 2017 roku, a także LA Galaxy w meczu z LAFC w 2018 roku" - przekazał ESPN.

Po 11 meczach Inter zajmuje trzecie miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej - ma 19 punktów, do prowadzącego Nashville SC traci cztery. Orlando City jest na 13. pozycji z dorobkiem 10 punktów.

Inter Miami - Orlando City 3:4

Strzelcy: Ian Fray (4.), Telasco Segovia (25.), Leo Messi (33.) - Martin Ojeda (39., 68., 79. karny), Tyrese Spicer (90.+3) 

Zobacz też: Kiwior zobaczył, co zrobił Pietuszewski. Nie wytrzymał. Hit! 

Sędziowie pomogli Orlando City? "Nie chce się usprawiedliwiać"

Piłkarze Interu mieli też spore zastrzeżenia do pracy sędziów, m.in. do decyzji o rzucie karnym z 79. minuty. - Myślę, że ten arbiter ma coś przeciwko niektórym zawodnikom w naszej drużynie, ale tak czy inaczej, nie powinniśmy byli przegrać, prowadząc już 3:0. Nie chce się usprawiedliwiać decyzjami sędziów - mówił Fray. Ekipa z Miami zajmuje obecnie trzecie miejsce w Konferencji Wschodniej. Po 11 meczach ma 19 punktów. O cztery "oczka" więcej ma lider Nashville SC i też jedno spotkanie rozegrane mniej. 

Więcej o: