FC Porto czekało na tytuł mistrzowski od 2022 roku. Mieli już w swojej historii dłuższe okresy oczekiwania, ale jak na ich standardy to i tak dość długo. W tym sezonie udało się w końcu przełamać posuchę. "Smoki" zdominowały ligowe rozgrywki od samego początku. Imponowali przede wszystkim żelazną defensywą, która jak dotąd straciła tylko 15 goli w 32 meczach. Wręcz za symboliczne można uznać, że gola przypieczętowującego mistrzostwo zdobył właśnie obrońca Jan Bednarek.
Tradycyjnie w Portugalii walka o tytuł rozegrała się między Porto a drużynami z Lizbony. Teraz jednak nie ma już żadnych szans, by stołeczne ekipy odebrały "Smokom" pierwsze miejsce. Porto zresztą ani razu nie przegrało w lidze z największymi rywalami. Z Benficą dwukrotnie remisowali (0:0 i 2:2), a ze Sportingiem zaliczyli remis (1:1) oraz zwycięstwo (2:1). Benfica może dokonać bardzo nietypowej sztuki i zostać bez mistrzostwa, mimo iż nie przegrali w tym sezonie jak dotąd ani jednego meczu. Mają jednak aż 10 remisów i to właśnie to otworzyło Porto drogę do tytułu. Lizbończycy zresztą tuż przed wygraną "Smoków" z Alvercą zremisowali 2:2 na wyjeździe z Famalicao. Po tym spotkaniu głos zabrał trener Jose Mourinho i pogratulował wielkim rywalom.
- Skoro jesteśmy już niemal na samym końcu rozgrywek, chcę powiedzieć, że ten mecz dobitnie pokazał, na czym walka o mistrzostwo polegała. Chciałbym też pogratulować FC Porto uczciwie zdobytego tytułu, a moim zawodnikom odwagi w tym sezonie. Szczególnie dziś. Spróbujemy teraz dokonać cudu i skończyć rozgrywki na drugim miejscu przed Sportingiem - powiedział "The Special One". Jego zespół ma nad Sportingiem 3 pkt przewagi, choć też jeden mecz rozegrany więcej.
Jose Mourinho bardzo dobrze wie, co czuje teraz Francesco Farioli i reszta jego drużyny. Sam zdobywał z FC Porto mistrzostwo kraju, a nawet dwa razy (2002/03, 2003/04). Oczywiście jego największym sukcesem ze "Smokami" jest sensacyjny triumf w Lidze Mistrzów w 2004 roku (3:0 w finale z AS Monaco).