Górnik Zabrze, czekający na wygraną w Pucharze Polski od 1972 roku i Raków Częstochowa, który w latach 2021 i 2022 sięgał po to trofeum. 2 maja to od kilku lat święto polskiej piłki. W tym roku spotkanie przypadło na słoneczną sobotę. Kibice liczyli na wielki spektakl na PGE Narodowym.
Mecz, który zgromadził na trybunach selekcjonerów obu najważniejszych reprezentacji - Jana Urbana i Jerzego Brzęczka, a także Zbigniewa Bońka i Karola Nawrockiego, rozpoczął się od minuty braw dla śp. Jacka Magiery - wychowanka Rakowa, niespodziewanie zmarłego 10 kwietnia tego roku.
Na murawie - od pierwszych minut - piłkę częściej posiadali Częstochowianie, ale to był tylko niezły początek bardzo słabej połowy w ich wykonaniu. Raków do przerwy nie oddał ani jednego celnego strzału, a Górnik w każdej akcji zdawał się być zespołem zaangażowanym i walczącym o każdy centymetr boiska.
Od 32. minuty kibice z Górnego Śląska mogli świętować. Erik Janża posłał piłkę z narożnika prosto na głowę będącego na bliższym słupku Roberto Massimo, a Włoch z niemieckim paszportem sprytnym strzałem pokonał Oliwiera Zycha.
Zabrzanie po strzeleniu gola uspokoili grę i nie dopuszczali rywali pod swoją bramkę. Po zmianie stron - mimo zmian w zespole Rakowa - nadal to Górnik miał kontrolę nad meczem. W 65. minucie drugiego gola dla Górnika zdobył Maksym Chłań.
Mecz, który zakończył się wygraną Górnika, miał jeden niechlubny moment. W doliczonym czasie gry Jonatan Brunes faulował brutalnie Lukasa Podolskiego i otrzymał zasłużoną czerwoną kartkę.
Oba zespoły wciąż mają o co grać w lidze. Górnik Zabrze w najbliższym spotkaniu - 9 maja o 20:15 - zagra u siebie z Zagłębiem Lubin. Raków Częstochowa dzień wcześniej zmierzy się w domowym starciu z Koroną Kielce (8 maja, 18:00).