W styczniu 2024 roku Kotwica Kołobrzeg uznała, że Jakub Rzeźniczak szkodzi wizerunkowi klubu i rozwiązała z nim kontrakt. Piłkarz tak tego nie zostawił, więc pozwał Kotwicę. Wcześniej nie otrzymywał wynagrodzenia za grę. W Kołobrzegu odpowiedziano innym pozwem - od zawodnika zażądano miliona złotych, ale ten się nie przestraszył.
Rzeźniczak ostatecznie wygrał sprawę w sądzie z byłym klubem. Z nieoficjalnych informacji, przekazanych przez serwis e-kg.pl, wynikało, że Rzeźniczak ma dostać od Kotwicy ok. 200 tysięcy złotych. Cała sytuacja wywołuje u środkowego obrońcy "śmiech przez łzy".
- Pozwaliśmy ich o nasze pieniądze, więc oni pozwali nas. To był taki straszak, ale to zawsze kończyło się na straszeniu. Potem, żeby ten wniosek został rozpatrzony, to trzeba wpłacić wadium, czyli 10 proc. wartości tego, czego się domagasz. Dla Kotwicy to już był problem. Akurat tego nigdy się nie bałem, bardziej się z tego śmiałem. To był troszeczkę śmiech przez łzy - powiedział Rzeźniczak w rozmowie z "Przeglądem Sportowym Onet"
- Akurat przedwczoraj dostałem maila od mecenasa, który prowadził te sprawy z Kotwicą, że mamy tytuł wykonawczy. Wygrałem sprawę, ale najgorsze jest to, że nie ma na razie, z czego ściągać tych pieniędzy - dodał.
Były piłkarz Legii Warszawa podkreślił również, że jest niezadowolony z tego, jak piłkarski sąd polubowny. Wszystko trwało bardzo długo.
To z kolei sprawiło, że Rzeźniczak przez pół roku nie mógł nigdzie skończyć kontraktu. Według niego ta sytuacja sprawiła, iż pożegnał się z futbolem na najwyższym poziomie. Podobnie to wyglądało w przypadku Jakuba Żubrowskiego.
Obecnie Rzeźniczak występuje w Mazurze Radzymin na poziomie ligi okręgowej.