Ewa Pajor rozgrywa drugi sezon w FC Barcelonie. Ma on być jeszcze lepszy od poprzedniego, gdy Katalonki zdobyły wszystkie krajowe trofea, natomiast przegrały finał Ligi Mistrzyń (0:1 z Arsenalem). Tym razem chcą zgarnąć pełną pulę.
Ligę i Superpuchar Hiszpanii już wygrały, a obecnie wszystkie siły skupione są na Lidze Mistrzyń. W pierwszym spotkaniu półfinałowym zremisowały 1:1 z Bayernem Monachium (gole Pajor i Franziski Kett, która później dostała czerwonką kartkę), ale zaplanowany na 3 maja rewanż rozegrają na własnym boisku. Reprezentantka Polski wyjątkowo liczy na sukces, bowiem chce wreszcie przełamać "klątwę" finałów LM - przegrała wszystkie pięć.
Mimo to Pajor ostrożnie podchodzi do sprawy. - Nie lubię mówić, że jesteśmy faworytami. To półfinał Ligi Mistrzów i mecz rewanżowy. Bayern Monachium to fantastyczny zespół, który potrafi dominować dzięki posiadaniu piłki, ale jest też bardzo groźny w kontratakach. To będzie półfinał, w którym o wyniku zadecyduje minimalna różnica, więc musimy być przygotowane na wszystko - powiedziała w rozmowie z hiszpańską agencją informacyjną EFE (cytaty za yahoo.com).
29-latka ze spokojem podchodzi do kwestii przegranych finałów i nie szuka pierwszego tytułu za wszelką cenę. Jednak gdyby to nastąpiło, na pewno to doceni. - Kiedy ma się tyle złych doświadczeń, jeśli w ogóle uda się zdobyć tytuł, będzie to coś bardzo, bardzo wyjątkowego. Wszystkie finały były bardzo trudne i zacięte, ale dały mi też dużo siły do ciągłego rozwoju, do sprawdzenia, co mogę zrobić więcej, jak szukać nowych rzeczy i w jakich aspektach mogę się rozwijać. Każdy mecz daje coś z siebie - wyjaśniła.
Pajor sądzi, że do sukcesu trzeba podążać krok po kroku. - Chcę zdobyć to trofeum z tym klubem i wiem, że z drużyną, którą mamy, jest to możliwe, ale nie myślę o tym codziennie, bo wtedy nie byłoby to możliwe. Skupiam się na pomaganiu koleżankom z drużyny, na doskonaleniu się i traktowaniu każdego meczu z osobna. Najpierw Bayern, to jest teraz najważniejsze - podkreśliła.
Celebrując bramkę w pierwszym spotkaniu z Bayernem, napastniczka wskazała na prawy nadgarstek, gdzie miała opaskę z napisem "Fighters". To było nawiązanie do akcji fundacji Cancer Fighters, której twarzą stał się influencer Piotr "Łatwogang" Hancke - zorganizowano zbiórkę charytatywną na rzecz dzieci chorych na raka, o czym zrobiło się głośno w Polsce i na świecie. Jak przypomniała agencja EFE, w zbiórkę zaangażowali się Robert Lewandowski oraz Wojciech Szczęsny, a zebrano ponad 250 mln złotych.
Pajor chciałą dołożyć swoją cegiełkę, co jej się udało. - Śledziłam to i cały ten proces naprawdę mnie poruszył. Poczułam, że muszę coś zrobić. Właśnie grałyśmy ten wyjątkowy mecz Ligi Mistrzyń z Bayernem i myślałam o tym w szatni. Dlatego zrobiłam tę cieszynkę, aby pokazać, co Polacy zrobili dla dzieci chorych na raka - powiedziała. A hiszpańscy dziennikarze określili to jako "historię, w której piłka nożna i zaangażowanie społeczne ponownie przecięły się na boisku".
Zobacz też: Czegoś takiego świat futbolu dawno nie widział. Stał się pośmiewiskiem
W tym sezonie Ewa Pajor rozegrała 34 mecze dla FC Barcelony, w których zdobyła 28 bramek i zanotowała pięć asyst. Jej drużyna ma przed sobą jeszcze sześć lub siedem spotkań, zależnie czy dotrze finału Ligi Mistrzyń. Poza tym będzie pięć potyczek ligowych oraz finał Copa del Reina z Atletico Madryt (16 maja).