"Od razu wiedziałem, że to koniec". Kilka lat później los odpłacił Polakowi

Dawid Szymczak
Łukasz Ocimek
SOPA Images / SOPA Images/LightRocket via Gett

Łukasz Ocimek nigdy nie był na Stadionie Narodowym, bo już kilka lat temu postanowił, że pierwszym meczem, na który tam pojedzie, będzie mecz jego zespołu. I dopiął swego - w sobotę Raków Częstochowa, w którym jest asystentem trenera, zagra tam o Puchar Polski z Górnikiem Zabrze. Kariera Ocimka pędzi: ma 28 lat, od ośmiu jest trenerem i zdążył z II ligi wspiąć się do Ekstraklasy. - Walczę o zachowanie umiaru - uśmiecha się.

Rozmawiamy w poniedziałek. W dniu, w którym większość zawodników i pracowników Rakowa Częstochowa ma wolne. Łukasz Ocimek jest jednak w klubie, bo rano prowadził trening dla piłkarzy wracających po kontuzji. Przygotował też odprawę pomeczową, którą przedstawi następnego dnia, gdy wszyscy wrócą już do pracy i zaczną przygotowania do najważniejszego spotkania tego sezonu - finału Pucharu Polski z Górnikiem Zabrze.

Na biurku Ocimka leżą laptop i dwa notatniki. - Od kilku lat prowadzę dziennik. Lubię pisać. Ten fioletowy, z langustą na palmie, jest od życia prywatnego, a ten, z herbem Rakowa, od spraw zawodowych. Przez cały dzień coś sobie wynotowuję. Myśli, które chcę zapamiętać. Wnioski, które przychodzą mi do głowy. Zdania do przemyślenia. Czerwonym kolorem zapisuję najważniejsze wnioski. Robię to, bo codziennie dostajemy tyle informacji i bodźców, że większość z nich nam ulatuje i o nich zapominamy. A podobno każdy w trakcie dnia ma dwa-trzy tzw. olśnienia. Jakieś świetne pomysły, kluczowe myśli. U mnie to często są obserwacje z meczów albo treningów. Zauważam coś i nagle wpadam na pomysł, jak rozwiązać jakiś problem, albo jak zmodyfikować daną rzecz, żeby działała lepiej - mówi i sięga po notatniki.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...