Rozpoczynanie gry od kopnięcia za linię boczną. Długie auty bezpośrednio w pole karne. Blokowanie bramkarzy przy rzutach rożnych. I wszechobecne spowalnianie gry. Futbol wszedł w erę prostych środków, wciąż są jednak miejsca, które się przed tym bronią.
Pierwsze kopnięcia meczu, choć nie wpływają na wynik, zdradzają nastawienie, z jakim drużyna wchodzi na boisko. Aura, jaką w ten sposób ostatnio roztaczają wokół siebie zespoły, mówi światu: nie potrzebujemy piłki. Paradoksalnie trend rozpoczęli ci, którzy z piłką czują się świetnie. Trener Luis Enrique z Paris Saint-Germain bazuje na jej posiadaniu. Ale finał Ligi Mistrzów z Interem Mediolan jego zespół rozpoczął od kopnięcia w aut, w okolicy narożnika. Tam, gdzie najłatwiej zablokować rywalom wszystkie ścieżki. Z dwóch stron ograniczają ich linie, blisko znajduje się własne pole karne, gdzie błędy ważą najwięcej. Wystarczy podejść większą liczbą graczy, by wpędzić rywala w tarapaty. Półtorej godziny po nietypowym rozpoczęciu meczu Paryżanie cieszyli się z efektownego triumfu.