Podczas wtorkowego, rewanżowego półfinału Pucharu Włoch byliśmy świadkami sporych emocji. Como sensacyjnie wygrywało już z Interem 2:0, ale końcówka należała do graczy Cristiana Chivu. Po golach w 86. i 89. minucie "Nerazzurri" zapewnili sobie awans do finałowego spotkania na Stadio Olimpico w Rzymie.
Piotr Zieliński nie może zaliczyć występu z Como do udanych. To jego błąd doprowadził do straty drugiego gola. Polak dograł do 61. minuty i został zmieniony przez późniejszego bohatera, strzelca trzeciej bramki dla Interu, Petara Sucicia.
W środowym pojedynku w Bergamo od pierwszej minuty zagrał Nicola Zalewski. W pierwszej połowie miał swoją okazję, ale jego próbę wybronił Edoardo Motta. W 22. minucie Polak popisał się efektownym wolejem, lecz tym razem czujni byli defensorzy Lazio, blokując futbolówkę. Przygniatająca przewaga gospodarzy nie przynosiła efektów, mimo aktywności Zalewskiego. Do przerwy Atalanta oddała aż jedenaście strzałów (Lazio jeden), z czego tylko jeden w światło bramki Rzymian. Generalnie rzecz biorąc, wynik 0:0 w pełni odzwierciedlał to, co działo się na boisku w pierwszej części spotkania.
W 51. minucie w polu karnym strzał oddał Nikola Krstović, ale bez problemów próbę tę udaremnił bramkarz Lazio. Po upływie kolejnych dziesięciu minut już nie dał rady. Sam zresztą wypuścił piłkę z rąk, do której dopadł Ederson. Akcja bramkowa jednak została poddana analizie VAR. Po konsultacji i obejrzeniu powtórek sędzia Andrea Colombo dopatrzył się faulu Krstovicia i nie uznał gola. Protesty graczy Atalanty na nic się zdały.
- Lazio nie pozwala na zbyt wiele. Rzymianie są skoncentrowani na grze w obrębie swojej "16" - zauważył komentujący mecz w Polsacie Sport Piotr Czachowski.
W 71. minucie boisko opuścił Nicola Zalewski. - To był przeciętny występ Polaka - stwierdził Czachowski. Zastąpił go Giacomo Raspadori. Drużyna Sarriego także mogła mieć pretensje do arbitra: w 74. minucie piłka ewidentnie odbiła się w polu karnym od ręki Giorgio Scalviniego, ale sędzia w ogóle nie zareagował.
Dopiero w 82. minucie Atalanta oddała pierwszy strzał zza pola karnego. Motta jednak bez trudu obronił uderzenie Charles'a De Ketelaere. Chwilę później wynik otworzył Alessio Romagnoli, wygrywając pojedynek w polu karnym po rzucie rożnym z Beratem Djimsitim.
Zobacz też: Skandal wstrząsnął Włochami. Ujawnili nazwiska. Mistrzowie świata i Europy
Radość Lazio trwała zaledwie 120 sekund. Wyrównał bowiem Mario Pasalić, wykorzystując podanie od Krstovicia i fakt, że zasłonięty przy strzale był golkiper Rzymian. Wynik 1:1 nie uległ już zmianie i do rozstrzygnięcia losów dwumeczu potrzebna była dogrywka.
W niej w 95. minucie składną akcję z dośrodkowaniem De Ketelaere wykończył Raspadori, a więc ten, który zmienił Zalewskiego. Jednak i tutaj do gry wkroczył arbiter Andrea Colombo, odgwizdując spalonego. Drugi gol Atalanty nie został uznany.
- Na "stojaka" nic się nie da zrobić. I ten mecz to uwydatnia - przyznał komentator Polsatu Sport. W Bergamo byliśmy świadkami serii rzutów karnych. Te lepiej wykonywali gracze Lazio Rzym. Wykorzystali dwa z czterech, podczas gdy gospodarze tylko jeden z pięciu! Strzelanie otworzył (po obu stronach) i jednocześnie zamknął (po stronie Atalanty) Raspadori, a potem trafiali tylko goście. Ich bohaterem był Motta, który obronił aż cztery strzały!
Finał Pucharu Włoch między Interem a Lazio odbędzie się w środę 13 maja. Początek pojedynku na Stadio Olimpico w Rzymie o godz. 21.