Koszmar kadrowicza w pucharze. Drużyna Polaka skorzystała i ma finał

Sabah Baku powoli wkracza na autostradę do dubletu! Zespół z Tymoteuszem Puchaczem w składzie pokonał 2:1 Karabach Agdam w rewanżowym starciu półfinału Pucharu Azerbejdżanu i tym samym wywalczył awans. Z polskiej perspektywy było to słodko-gorzkie spotkanie. Bowiem, o ile Puchacz rozegrał 90 minut i cieszył się z triumfu, tak Mateusz Kochalski z Karabachu jeszcze w pierwszej połowie skończył z czerwoną kartką.
Mateusz Kochalski z czerwoną kartką
fot. Screen: https://www.youtube.com/watch?v=6PH6aEgOrYc

Bieżący sezon w azerskiej piłce zdominowała rywalizacja Sabah Baku z Karabachem Agdam. Przed startem rozgrywek zdecydowanym faworytem byłby oczywiście Karabach, jednak rzeczywistość okazała się o wiele korzystniejsza dla klubu z siedzibą w stolicy kraju. W lidze są liderem i na osiem kolejek przed końcem mają 13 pkt przewagi nad wciąż obecnym mistrzem. Zespół z Agdamu ma co prawda jeden mecz rozegrany mniej, ale 10 pkt to również byłoby dużo. 

Zobacz wideo Łukasz Turlej: "Będziemy walczyć o kolejne wydarzenia"

Kochalski pomógł, ale rywalom. Przedwczesny koniec meczu dla Polaka

Karabach mógł jednak odegrać się na przeciwnikach w Pucharze Azerbejdżanu. Los skojarzył ich ze sobą już w półfinale. W pierwszym starciu, rozegranym 3 kwietnia na stadionie Karabachu padł remis 2:2, zatem przed rewanżem na obiekcie należącym do Sabah kwestia awansu była sprawą w pełni otwartą. Drużyna Tymoteusza Puchacza na pewno miała małą przewagę mentalną, bo raptem 4 dni wcześniej ograła arcyrywala w lidze 1:0 i to na wyjeździe.  

Wówczas zwycięskiego gola zdobyli już w 1. połowie. Tym razem do przerwy gole nie padły, ale i tak Sabah był w lepszej sytuacji. Wszystko przez Mateusza Kochalskiego. Polski bramkarz Karabachu w 36. minucie chciał zatrzymać wychodzącego sam na sam rywala, wybiegł poza pole karne, ale zamiast w piłkę trafił w nogi przeciwnika. Dostał za to czerwoną kartkę, skazując swój zespół na grę w osłabieniu przez ponad połowę spotkania. Polak mocno protestował, bo sędzia nie przerwał gry od razu, tylko puścił akcję, bo mimo jego faulu rywale utrzymali się przy piłce. Jednak, jako że gospodarze wyratowali się przed stratą gola, arbiter wrócił do przewinienia i ukarał Kochalskiego. 

Osłabiony Karabach uderzył Sabah. Ci jednak oddali i to z nawiązką

Wydawało się, że dla gospodarzy droga do triumfu jest otwarta. Dlatego też można było być porządnie zdziwionym, gdy w 59. minucie to goście wyszli na prowadzenie za sprawą trafienia Camilo Durana. Co prawda Sabah wcześniej również strzeliło gola, ale Aleksiej Isajew zrobił to ze spalonego. W Baku zaczęło pachnieć odwrotnością ich ostatniego meczu ligowego. Tam jak już wspominaliśmy Sabah wygrał 1:0 i to, pomimo że od 47. minuty grał w dziesiątkę. 

Tym razem jednak to gospodarze finalnie zrobili swoje. W 78. minucie trafił Veljko Simić, który miał szczęście, bo strzał jego kolegi tak się odbił od obrońcy, że piłka wylądowała mu pod nogami, a on pokonał zaskoczonego bramkarza. Decydujący cios Sabah zadał w 87. minucie. Orphe Mbina wykorzystał fakt, iż obrońcy zupełnie nie upilnowali go w polu karnym i z bliska głową strzelił na 2:1. Gospodarze odwrócili losy meczu i awansowali do finału! Tam już czeka na nich Zira Baku, która w swoim dwumeczu ograła Turan Tovuz (2:0 oraz 0:0). 

Więcej o: