Nowy selekcjoner wprost: Mam wiadomość do najbogatszych ludzi

"Maradona Karpat", jak nazywano Gheorghe Hagiego, wraca na stanowisko selekcjonera reprezentacji Rumunii. Wśród kandydatów do objęcia schedy po zmarłym Mircei Lucescu był m.in. były trener Legii Warszawa, Edward Iordanescu. - Musimy grać odważną, ofensywną piłkę i bardzo dobrze się bronić - powiedział Hagi podczas konferencji prasowej.
Gheorghe Hagi
screen z: https://www.youtube.com/watch?v=uU_8Cz-xNcw

Mircea Lucescu prowadził rumuńską kadrę jeszcze podczas marcowego barażu o udział w mistrzostwach świata. Rumuni przegrali z Turcją 0:1, trzy dni później 80-letni trener zasłabł podczas treningu. Na początku kwietnia zrezygnował z posady, a 7 kwietnia zmarł w szpitalu. Rumuńska federacja musiała znaleźć następcę Lucescu. Wybór padł na Gheorghe'a Hagiego. 

Zobacz wideo Żelazny: Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której Lewandowski sam zrezygnuje. Jest pazerny

Hagi wygrał z Iordanescu 

Edward Iordanescu, były trener Legii, w latach 2022-24 prowadził już reprezentację Rumunii. Według mediów miał być jednym z faworytów tegorocznego "castingu", ale jak sam przyznał, do żadnych konkretów nie doszło. 

- Jestem tym bardzo zirytowany! Nigdy nie będę frajerem! Nie jestem zadowolony, a wręcz przeciwnie, jestem rozczarowany tym, że moje nazwisko jest wykorzystywane - zaznaczył w niedawnym wywiadzie. Rumuni zdecydowali, że po upływie ćwierćwiecza na stanowisko wróci legendarny Gheorghe Hagi. 

"Maradona Karpat" objął kadrę w trakcie eliminacji do mundialu w Korei Południowej i Japonii w 2002 roku. Wygrał z Węgrami i zremisował z Gruzją, co dało Rumunii grę w barażach. W nich jednak lepsza okazała się Słowenia, co przesądziło o rezygnacji z Hagiego.

Słynny były piłkarz m.in. Realu Madryt, Barcelony czy Galatasaray chciał wówczas przebudować kadrę, ale z jego pomysłami nie zgodzili się działacze związku. Teraz 61-latek stanie przed drugą próbą. Czy obecny prezes Razvan Burleanu miał duże problemy z nakłonieniem Hagiego do ponownego objęcia sterów reprezentacji? 

- Przekonanie następuje w momencie, gdy wzywa cię drużyna narodowa. Były okresy, w których nie mogłem przyjąć oferty. Bardzo tego chciałem, a kiedy chcesz to zrobić, nie liczy się nic innego - przychodzisz z myślą o osiąganiu sukcesów - powiedział były trener m.in. Galatasaray czy Farul Konstanca. - Nie sądzę, by trudno było mnie przekonać. To dla mnie wyzwanie, by uszczęśliwić cały kraj. Musimy grać odważną, ofensywną piłkę i bardzo dobrze się bronić. Wtedy wierzę, że będziemy mogli mówić o wynikach - dodał. 

Hagi podpisał dwuletni kontrakt, który ulegnie automatycznej prolongacie po awansie na Euro 2028. Słynny rumuński piłkarz, a później szkoleniowiec podczas konferencji prasowej w siedzibie związku piłkarskiego poruszył także inną, ważną kwestię. Skierował się wprost do Rumunów z najbardziej przepastnymi portfelami. 

- Mam wiadomość do najbogatszych ludzi w Rumunii. Niech przyjdą i kupują kluby. Wszędzie indziej tak się dzieje, tylko nie w Rumunii. Najpierw należy inwestować w akademie, a potem w kluby. Moja rada jest taka: niech przyjdą ludzie, którzy mają pieniądze. O tym się nie mówi - o tym, ile inwestuje Turcja. Wszystko zależy od wartości rynkowej, to jest biznes, ludzie biznesu muszą się pojawić - powiedział Gheorghe Hagi. 

- Jeśli dobrze zainwestujemy w młodzież, wierzę, że Rumunia może przetrwać 100 lat. Inwestycja w młodych, w dzieci. Jeśli to zrobimy, możemy wyszkolić bardzo dobrych zawodników. Jeśli nie, to dokąd oni pójdą? - zapytał retorycznie. 

Zobacz też: 18-latek talent zamieni USA na Polskę? Brzęczek zabrał głos

Hagi przypomniał, co jest najważniejszym celem piłki klubowej w Rumunii. - Musimy kwalifikować się do faz grupowych europejskich pucharów, musimy sprzedawać zawodników. W Rumunii tego nie ma. Wszyscy widzą tylko sport. Wszędzie indziej kupuje się kluby, u nas nie. Może jest u nas zbyt dużo ciszy i spokoju - powiedział. 

Więcej o: