Fenerbahce po zimowym odejściu Sebastiana Szymańskiego (do Stade Rennais) pozostaje w grze o mistrzostwo Turcji. Chociaż po piątkowym meczu z Rizesporem tytuł może się znacznie oddalić, głównie za sprawą katastrofalnego błędu Edersona.
Brazylijski bramkarz, który trafił do Turcji latem zeszłego roku po wielu owocnych sezonach w Manchesterze City, na kilkanaście sekund przed końcem doliczonego czasu gry wyszedł z bramki, aby wybić piłkę. Zrobił to jednak bardzo nieudolnie, przez co uderzenie głową Modibo Sagnana niemal z linii pola karnego zakończyło się golem. Jak na ironię, asystę zaliczył Yahia Fofana, golkiper gospodarzy, po dalekim wykopie, a to Ederson zasłynął z doskonałej gry nogami oraz precyzyjnych i mocnych dograń.
Sprawdź też: Legenda przełamała 25-letnią klątwę. Wielki powrót do Premier League
W 98. minucie Fenerbahce wypuściło zwycięstwo, remisując 2:2. A przecież w tym meczu musiało mocno się natrudzić - od 47. minuty przegrywało, lecz 25 minut później zaczęło grać w przewadze. To poskutkowało bramkami Taliski (80., z rzutu karnego) oraz Kerema Aktuerkoglu (86.), jednak katastrofa w końcówce w dużej mierze przekreśliła wcześniejszy wysiłek. Ponadto może okazać się niezwykle kosztowna.
Stambułczycy stracili bowiem okazję na objęcie prowadzenia w tabeli - aktualnie mają punkt straty do prowadzącego Galatasaray, które w tej kolejce dopiero zagra (w sobotę o 19:00 czasu polskiego z Genclerbirligi) i może powiększyć przewagę do czterech punktów. Jak również zyskać ogromny komfort psychiczny przed przyszłotygodniowymi derbami na własnym boisku (26 kwietnia). Po nich zostaną już tylko trzy kolejki, w których ciut łatwiejszy terminarz wydaje się mieć Galatasaray. Zatem piątkowy błąd bramkarza Fenerbahce może mieć ogromną wagę.
W bieżącym sezonie Ederson rozegrał 34 mecze dla Fenerbahce. 13 z nich zakończył bez straty gola, w pozostałych 21 spotkaniach łącznie przepuścił 33 bramki.