Arkadiusz Milik przez 650 dni pozostawał bez gry na poziomie klubowym i reprezentacyjnym. Napastnik Juventusu wrócił na boisko, ale pojawił się na nim w zaledwie dwóch meczach, po czym złapał kolejny uraz. Tym razem Polak naderwał mięsień dwugłowy uda w prawej nodze. Za nieco ponad tydzień Juventus ma ponowić badania i zarazem określić czas rekonwalescencji.
Z Włoch napływają do nas informacje o tym, że Juventus zamierza niebawem rozwiązać kontrakt z Milikiem. Przypomnijmy, że obecna umowa obowiązuje do czerwca 2027 roku. Działacze nie mają już jednak cierpliwości do zawodnika, który ma ogromnego pecha.
"Pod koniec sezonu klub i polski napastnik rozwiązują umowę. W końcu naprawdę trudno byłoby 'udawać, że jest się zdrowym' aż do końca czerwca przyszłego roku. Mimo wszystko, szkoda" - napisali dziennikarze "Tuttosport".
"Właśnie wrócił, ale nie zaznał spokoju. Oto kolejna kontuzja Milika i koniec sezonu. Przeżycia Milika nie mają końca" - pisała z kolei "La Gazzetta dello Sport" po ujawnieniu informacji o tym, że napastnik znów nie będzie mógł pojawiać się na boisku.
Wymownie o sytuacji 73-krotnego reprezentanta Polski w programie "To jest Sport.pl" wypowiedział się dziennikarz Piotr Żelazny.
- Dla mnie Arkadiusz Milik jest już byłym piłkarzem i nie jest to jego wina. Przegrał ze zdrowiem i te przykre rzeczy dzieją się od wielu lat, i nie wierzę, że miałoby się coś nagle zmienić - podkreślił.
- Nie wykluczam, że Milik podpisze jeden, drugi, czy trzeci kontrakt, ale nie wierzę w jego regularną grę. Nie myślę o tym, że mógłby ponownie trafić do reprezentacji Polski. Powtarzam to nie jest jego wina. Nie przepił, nie przehulał swojego talentu. Tak czasami po prostu się zdarza, że sportowcy przegrywają walkę ze zdrowiem - dodał.
W Juventusie Milik rozegrał 77 meczów, w których strzelił 17 goli.